x FL Tax drugą najszybciej rosnącą firmą doradztwa podatkowego w Polsce Rzeczpospolita, Ranking Firm Doradztwa Podatkowego z 2016 r. oraz z 2014 r.
x Kamil Lewandowski rekomendowany doradca w zakresie podatków międzynarodowych Rzeczpospolita, Ranking Firm Doradztwa Podatkowego z 2016 r.
x Rekomendowana firma doradztwa podatkowego w Polsce International Tax Review, World Tax 2015, 2016
FL TAX TO SKUTECZNY
I ZAANGAŻOWANY PARTNER
DLA TWOJEGO BIZNESU
PL EN
JESTEŚMY GOTOWI WSPIERAĆ NASZYCH KLIENTÓW
JESTEŚMY GOTOWI WSPIERAĆ NASZYCH KLIENTÓW
WE WSZELKICH SPRAWACH ZWIĄZANYCH Z PODATKAMI

W naszej działalności kierujemy się indywidualnym podejściem do każdego klienta, dążąc do zrozumienia jego oczekiwań oraz potrzeb. Dzięki dogłębnej znajomości biznesu i doświadczeniu oferujemy rozwiązania, które sprawdzają się w praktyce.

Szczególny nacisk kładziemy na elastyczność
i dynamikę współpracy, przy jednoczesnym
utrzymaniu najwyższych standardów komunikacji
z klientem.

Codzienna realizacja takiego podejścia oraz umiejętność dostosowania się do zmiennych warunków gospodarczych sprawia, że jesteśmy
jedną z najszybciej rozwijających się firm
doradztwa podatkowego w Polsce.

W naszej działalności kierujemy się indywidualnym podejściem do każdego klienta, dążąc do zrozumienia jego oczekiwań oraz potrzeb. Dzięki dogłębnej znajomości biznesu i doświadczeniu oferujemy rozwiązania, które sprawdzają się w praktyce.Szczególny nacisk kładziemy na elastyczność i dynamikę współpracy, przy jednoczesnym utrzymaniu najwyższych standardów komunikacji z klientem.
Codzienna realizacja takiego podejścia oraz umiejętność dostosowania się do zmiennych warunków gospodarczych sprawia, że jesteśmy jedną z najszybciej rozwijających się firm doradztwa podatkowego w Polsce.

DORADZTWO PODATKOWE
TWORZĄ LUDZIE, NIE MARKI

Wierzymy, że sukces firmy wynika z połączenia pracy, talentu
i zaangażowania naszych specjalistów


pfalkowski@fltax.pl

 

Paweł jest założycielem FL Tax i partnerem w tej firmie. Specjalizuje się we wszystkich aspektach międzynarodowego opodatkowania, w tym w opodatkowaniu osób prawnych i międzynarodowym doradztwie w podatku VAT. Posiada także duże doświadczenie w prowadzeniu postępowań podatkowych oraz sądowo-administracyjnych. Uzyskał dla klientów oszczędności podatkowe liczone w milionach złotych, realizując wiele projektów optymalizacyjnych z zakresu VAT oraz podatku od nieruchomości.

 

Paweł jest absolwentem Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej oraz Szkoły Głównej Handlowej. W 2009 r. uzyskał tytuł Executive MBA na University of Minnesota. Jest doradcą podatkowym od 2005 r.

 

Paweł współpracuje z International Bureau of Fiscal Documentation w Amsterdamie – jedną z wiodących, międzynarodowych instytucji zajmujących się problematyką prawa podatkowego.

klewandowski@fltax.pl

 

Kamil jest założycielem FL Tax i partnerem w tej firmie. Doradza krajowym i zagranicznym klientom, tworząc efektywne podatkowo struktury dla prowadzenia biznesu, a także nabywania i sprzedaży przedsiębiorstw. Kamil koncentruje się na planowaniu podatkowym dla firm oraz prywatnych inwestorów. Jego doświadczenie obejmuje także doradztwo w krajowych i międzynarodowych kwestiach związanych z podatkiem VAT.

 

Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Został doradcą podatkowym w 2009 r.

 

Kamil często pełni rolę eksperta, komentując w prasie bieżące wydarzenia podatkowe.

tdolny@fltax.pl

Tobiasz jest licencjonowanym doradcą podatkowym, menedżerem w FL Tax. Od 2013 r. współpracuje z FL Tax, doradzając przede wszystkim podmiotom z międzynarodowych grup kapitałowych, jak i dużym polskim przedsiębiorstwom. W swojej codziennej pracy koncentruje się na projektach optymalizacyjnych oraz przeglądach podatkowych. Tobiasz zajmuje się również bieżącym doradztwem podatkowym. Głównym obszarem jego zainteresowań jest podatek od towarów i usług (VAT), podatek dochodowy od osób prawnych (CIT) oraz rozliczenia podatkowe w instytucjach finansowych. Przed rozpoczęciem współpracy z FL Tax, zdobywał doświadczenie zawodowe pracując w dziale doradztwa podatkowego KPMG.

Tobiasz jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, na której ukończył studia magisterskie na dwóch kierunkach: Finanse i rachunkowość oraz Zarządzanie.

mkolacki@fltax.pl

Mariusz jest licencjonowanym doradcą podatkowym oraz menedżerem w FL Tax. Specjalizuje się w procesach restrukturyzacyjnych i optymalizacyjnych, w szczególności w zakresie planowania podatkowego. W swojej pracy zawodowej doradzał zarówno największym polskim przedsiębiorstwom, jak i podmiotom z międzynarodowych grup kapitałowych. Przed rozpoczęciem współpracy z FL Tax, zdobywał doświadczenie zawodowe pracując w dziale planowania podatkowego dużej polskiej kancelarii podatkowej.

Mariusz jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

akasinska@fltax.pl

Aleksandra jest licencjonowanym doradcą podatkowym oraz radcą prawnym, starszym konsultantem w FL Tax. Z firmą współpracuje od 2014 r. doradzając podmiotom wchodzących w skład międzynarodowych grup kapitałowych oraz dużym polskim przedsiębiorstwom. Głównym obszarem jej zainteresowań są podatek dochodowy od osób fizycznych (PIT), podatek dochodowy od osób prawnych (CIT), podatek od nieruchomości oraz postępowania podatkowe. Przed rozpoczęciem współpracy z FL Tax, zdobywała doświadczenie zawodowe pracując w dużej polskiej kancelarii podatkowej.

Aleksandra ukończyła z wyróżnieniem studia magisterskie na kierunku prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

wwegrzyn@fltax.pl

 

Wojtek jest starszym konsultantem w FL Tax. Współpracę z FL Tax rozpoczął w 2012 roku. Głównym obszarem jego działalności jest kompleksowe doradztwo w zakresie podatku VAT oraz CIT. W trakcie swojej kariery uczestniczył w wielu przeglądach podatkowych i projektach optymalizacyjnych, a także doradzał przy kontrolach podatkowych, postępowaniach podatkowych i sądowych.

 

Wojtek jest absolwentem prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim, laureatem konkursu Urzędu Patentowego RP na najlepszą pracę magisterską poświęconą zagadnieniom związanym z własnością intelektualną.

 

 

aadrjanowska@fltax.pl

Agata Adrjanowska jest konsultantem podatkowym w FL Tax, a także aplikantem adwokackim należącym do Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie. Współpracę z FL Tax rozpoczęła w 2015 roku. Agata posiada 2-letnie doświadczenie w doradztwie podatkowym, głównie z zakresu podatku akcyzowego oraz postępowań podatkowych. Przed dołączeniem do FL Tax Agata była konsultantem podatkowym w firmach doradztwa podatkowego.

Agata ukończyła studia magisterskie na kierunku prawo na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

mciolek@fltax.pl

Małgorzata jest konsultantem w FL Tax. Od 2016 r. współpracuje z FL Tax doradzając polskim przedsiębiorstwom i podmiotom z międzynarodowych grup kapitałowych. Małgorzata specjalizuje się w zagadnieniach związanych z podatkiem VAT, postępowaniami podatkowymi oraz bieżącym doradztwem podatkowym. Przed rozpoczęciem współpracy z FL Tax, zdobywała doświadczenie zawodowe w kancelarii Rödl & Partner.

Małgorzata jest aplikantką adwokacką przy Okręgowej Radzie Adwokackiej w Warszawie. Ukończyła podyplomowe studia z zakresu prawa podatkowego na Uczelni Łazarskiego w Warszawie oraz studia magisterskie na kierunku prawo na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

mkokot@fltax.pl

Maciek jest konsultantem w FL Tax od 2014 r. W swojej pracy koncentruje się przede wszystkim na zagadnieniach z dziedziny podatku VAT, cenach transferowych oraz ogólnym doradztwie podatkowym, doradzając podmiotom polskim i zagranicznym.

Maciek jest absolwentem University of Nottingham w Malezji (BA Finance, Accounting and Management) oraz University of Surrey w Wielkiej Brytanii (MSc Entrepreneurship).

tkosmider@fltax.pl

Tomasz jest konsultantem w FL Tax. Współpracę z FL Tax rozpoczął w 2015 r. W ramach dotychczasowej pracy doradzał podmiotom z branży energetycznej, budowlanej oraz instytucjom finansowym. Tomasz zajmuje się bieżącym doradztwem podatkowym. Specjalizuje się w podatkach dochodowych, w szczególności podatku dochodowym od osób prawnych (CIT). Wcześniej pracował w jednej z większych firm doradztwa podatkowego w Polsce.

Tomasz jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

progoza@fltax.pl

Patrycja jest konsultantem w FL Tax, współpracę ze Spółką rozpoczęła w 2015 r. Obszarem jej zainteresowań są podatki dochodowe oraz ceny transferowe.

Wcześniejsze doświadczenia zawodowe zdobywała w KPMG oraz Ministerstwie Finansów.

Patrycja jest absolwentką studiów magisterskich z Finansów i rachunkowości w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz studentką Prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

bhofman@fltax.pl

Barbara jest konsultantem podatkowym w FL Tax. Współpracę z FL Tax rozpoczęła w lipcu 2015 r.

Wcześniej Barbara zdobywała doświadczenie pracując w kancelarii adwokackiej.

Barbara jest absolwentką prawa Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

nkrowczynska@fltax.pl

Natalia jest asystentką w FL Tax od 2015 r. Odpowiada za wsparcie organizacyjne oraz administracyjne zespołu.

Natalia jest absolwentką SGGW. Przed dołączeniem do FL Tax pracowała jako asystentka administracyjna w międzynarodowej firmie.

Firma, która buduje swój wizerunek wśród przedstawicieli władzy, nie może rozliczyć wydatków w kosztach.

Lobbing to wywieranie wpływu na organy władzy państwowej w interesie określonych grup, np. gospodarczych (Słownik Języka Polskiego PWN). Z wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie wynika, że firma, która podejmuje takie działania, może mieć problemy z fiskusem.

Przekonała się o tym spółka działająca w branży elektronicznej. Jest częścią międzynarodowego koncernu i w Polsce sprzedaje jego produkty. Podjęła współpracę z agencją konsultingową, która prowadzi na jej rzecz działania lobbingowe. Między innymi zajmuje się pozyskiwaniem informacji i budowaniem relacji z administracją publiczną. Są to np. kontakty z politykami, przedstawicielami rządu oraz władz samorządowych i prowadzenie z nimi wspólnych akcji.

Dzięki temu kreowany jest wizerunek spółki jako eksperta i partnera administracji publicznej. Wpływa to pozytywnie na postrzeganie firmy przez przeciętnego konsumenta.

Wsparcie biznesu

Spółka podkreśliła, że te działania nie mają bezpośredniego wpływu na zwiększenie sprzedaży. Ich celem jest wsparcie rozwoju biznesu, w szczególności na polskim rynku urządzeń cyfrowych, w długoterminowej perspektywie. Mogą się przyczynić nie tylko do utrzymania pozycji spółki na rynku, ale także do jej dalszego, intensywnego rozwoju. Co się przełoży pośrednio na sprzedaż.

Spółka chce zaliczyć wydatki na te usługi do podatkowych kosztów. Argumentuje, że są one gospodarczo uzasadnione i wpisują się w strategię ekspansji koncernu w Polsce.

Fiskus miał jednak inne zdanie. Zgodził się na rozliczenie w kosztach tylko części działań, polegających na monitorowaniu procesu stanowienia prawa i podejmowaniu czynności mających na celu neutralizowanie niekorzystnych dla spółki inicjatyw oraz popieranie pozytywnych.

Wyłączenie w ustawie

Wydatki na działania mające na celu poprawę wizerunku spółki uznał natomiast za wyłączoną z kosztów reprezentację. Zdaniem skarbówki chodzi tu zarówno o budowanie wizerunku wśród przedstawicieli administracji, jak i wobec konsumentów, którzy widząc, że działania spółki uzyskują wsparcie władzy, mają większe zaufanie do jej produktów.

Skarbówka zaznaczyła też, że trudno wykazać związek tych wydatków z przychodem spółki. Adresatem podejmowanych działań są bowiem funkcjonariusze publiczni, a zatem osoby, które w swoim postępowaniu powinny kierować się zasadami bezstronności. Stworzenie pozytywnego wizerunku firmy nie powinno mieć znaczenia dla ich decyzji.

Spółce nie pomogła skarga do sądu. Sędziowie uznali, że opisane przez nią działania mają na celu budowanie wizerunku. Nie mogą więc być rozliczone w kosztach na podstawie art. 16 ust. 1 pkt 28 ustawy o CIT, który zabrania odliczania wydatków na reprezentację.

sygnatura akt: III SA/Wa 1458/15

Opinia

Aleksandra 
Kasińska, doradca podatkowy i radca prawny w kancelarii FL Tax

Przepisy wyłączające z kosztów wydatki na reprezentację są sporym problemem dla firm. Fiskus rozumie tę kategorię wydatków bardzo szeroko. Do reprezentacji zalicza każde działanie mające na celu kreowanie wizerunku. Nie tylko wydatki na żywność czy napoje wymienione w przepisach. Takie podejście odstaje od gospodarczej rzeczywistości. Każdej firmie zależy bowiem na budowaniu marki, również poprzez nawiązywanie współpracy z władzami. Wiadomo, że takie działania (zbliżone, a czasem nakładające się na czynności marketingowe) są prowadzone w interesie przedsiębiorstwa. Trudno zatem znaleźć uzasadnienie dla wyłączania ich z kosztów.


Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Samozatrudnieni mogą bez problemów płacić 19 proc. PIT. Zgodził się na to sąd administracyjny.

Dobra wiadomość dla tych, którzy przechodzą z etatu na własną firmę. Łatwiej będzie im zaoszczędzić na podatku. Nawet jeśli wciąż współpracują ze swoim byłym szefem. Wystarczy, że zmodyfikują swoje obowiązki. Tak wynika z wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach.

– To może być przełomowe orzeczenie – mówi Grzegorz Gębka, doradca podatkowy, właściciel kancelarii podatkowej. – Daje spore możliwości samozatrudnionym, którym będzie bardzo łatwo ominąć ustawowe zakazy rozliczania się stawką liniową.

Beata Hudziak, doradca podatkowy, partner zarządzający w kancelarii 8Tax, przypomina, że 19-proc. podatek liniowy z działalności gospodarczej może być opłacalny dla osób, które mają rocznie przynajmniej 100 tys. zł dochodu. Na etacie zapłacą 32 proc. PIT, dlatego korzystniej jest założyć własny biznes.

Ustawodawca rzuca im jednak kłody pod nogi. Nie mogą bowiem w firmie robić dla swojego pracodawcy tego samego co na etacie. Jeśli rozwiązali umowę o pracę, ale wykonują te same czynności dla byłego szefa, na podatek liniowy muszą poczekać do następnego roku.

Fiskus rygorystycznie

Skarbówka rygorystycznie interpretuje te przepisy. Tak też było w sprawie, która dotarła do gliwickiego WSA. Spór dotyczył lekarki zatrudnionej w szpitalu i prowadzącej jednocześnie własny gabinet. W ramach prywatnej praktyki ma m.in. dyżury w szpitalu, w którym pracuje. We wniosku o interpretację sama przyznała, że wykonując swoje zadania w pracy i na dyżurach, często podejmuje te same działania. Dlatego też skarbówka nie zgodziła się na podatek liniowy z działalności gospodarczej.

Obowiązki 
mogą się pokrywać

Sąd uznał jednak, że zakaz obowiązuje tylko wtedy, gdy usługi świadczone przez przedsiębiorcę na rzecz byłego lub obecnego pracodawcy w całości odpowiadają czynnościom wykonywanym na etacie. Jeśli pokrywa się tylko część, podatek liniowy można płacić bez ograniczeń (sygn. I SA/Gl 1056/15).

– Mówiąc prościej, wystarczy, że osoba przechodząca na samozatrudnienie dopisze do swoich obowiązków kilka nowych zadań – tłumaczy Grzegorz Gębka.

Beata Hudziak mówi, że podatkiem liniowym jest zainteresowanych sporo grup zawodowych. Oprócz lekarzy przykładowo także prawnicy, informatycy czy konsultanci. Do tej pory musieli tak konstruować swoje umowy, aby wszystkie obowiązki były precyzyjnie rozdzielone na etat i działalność. Wyrok WSA w Gliwicach znacząco ułatwia im zadanie.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że co roku przybywa osób płacących podatek liniowy. W rozliczeniu za 2014 r. (za 2015 r. resort nie ma jeszcze danych) było ich ok. 474 tys.

Opinia

Aleksandra 
Kasińska, doradca podatkowy i radca prawny w kancelarii FL Tax

Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach jest bardzo korzystny dla podatników. Sąd zaprezentował stanowisko całkowicie odmienne od przyjmowanego powszechnie przez skarbówkę. Jego zdaniem zakaz rozliczania się stawką liniową obowiązuje tylko wtedy, gdy czynności wykonywane na etacie 
i w firmie pokrywają się w 100 proc. 
Faktycznie, można tak rozumieć przepisy, ale nie taka chyba była intencja ustawodawcy. Obawiam się też, że fiskus nie zmieni zdania pod wpływem jednego wyroku. Dlatego przed podjęciem ryzykownych decyzji warto zaczekać na utrwalenie się korzystnej linii orzeczniczej.


Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Firmy, które stosowały – także wskutek nieprawidłowych interpretacji skarbówki – zbyt wysokie stawki VAT, mają problemy z jego odzyskaniem.

Ciężar podatku ponosi klient, jeśli więc sprzedawca dostanie jego zwrot, bezpodstawnie się wzbogaci. Tak argumentuje skarbówka, odmawiając przedsiębiorcom ubiegającym się o odzyskanie nadpłaconego – wskutek zastosowania zbyt wysokiej stawki – VAT.

Ta niemiła niespodzianka spotyka m.in. właścicieli siłowni i klubów fitness. Przypomnijmy, że fiskus długo kazał im płacić 23 proc. VAT od oferowanych usług. Twierdził, że preferencyjna, 8-proc. stawka dotyczy tylko samego wstępu do obiektu, a nie korzystania ze znajdujących się w nim urządzeń. Skarbówka ustąpiła w tej sprawie dopiero po przegranych w sądzie.

Bezpodstawne wzbogacenie

Po przyznającej rację podatnikom interpretacji ogólnej ministra finansów (nr PT1/033/32/354/LJU/14) firmy, które odprowadzały wyższy VAT, próbują odzyskać różnicę w stawkach. To jednak nie jest takie proste.

Przekonała się o tym chociażby spółka prowadząca ośrodek sportowo-rekreacyjny, która pobierała zbyt wysoki VAT m.in. przy sprzedaży biletów na basen i saunę.

Poznańska izba skarbowa uznała, że nie jest możliwe odzyskanie podatku odprowadzonego od dokumentowanej paragonami sprzedaży na rzecz osób fizycznych (nieprowadzących działalności gospodarczej). Spółka nie odda im bowiem różnicy w cenie (bo nie ma możliwości zidentyfikowania tych klientów). Zwrot podatku byłby więc dla niej nieuzasadnionym przysporzeniem majątkowym. Prowadziłoby to do bezpodstawnego wzbogacenia po stronie spółki (interpretacja nr ILPP2/4512-1-902/15-3/JK).

Ciężar ponosi klient

Tak też było w sprawie rozpatrywanej przez Izbę Skarbową w Łodzi (interpretacja nr IPTPP1/4512-546/15-2/RG). Podkreśliła ona, że nienależnie naliczona kwota VAT należy się osobom, które faktycznie poniosły ekonomiczny ciężar podatku, czyli klientom nabywającym karty wstępu do obiektów sportowych (a nie sprzedawcy).

– Podobne problemy mają właściciele restauracji próbujący odzyskać VAT od posiłków – mówi Tobiasz Dolny, doradca podatkowy, menedżer w kancelarii FL Tax. Tłumaczy, że przez lata ich sprzedaż była uznawana za opodatkowaną 8-proc. VAT usługę gastronomiczną. Teraz przy sprzedaży gotowych posiłków można zastosować (pod pewnymi warunkami) stawkę 5 proc.

– Niektóre urzędy twierdzą jednak, że nie można odzyskać podatku od transakcji z klientami indywidualnymi, bo to oni ponieśli jego ekonomiczny ciężar. A restaurator im go nie zwróci – mówi Tobiasz Dolny. – To kontrowersyjne stanowisko. Nie można z góry uznać, że restaurator, odzyskując VAT, bezpodstawnie się wzbogaci. Nie wiadomo bowiem na przykład, ilu klientów stracił przez to, że stosował wyższe ceny (wskutek przyjęcia wyższych stawek podatku) – argumentuje ekspert.

W negatywnych interpretacjach skarbówka powołuje się na uchwałę Naczelnego Sądu Administracyjnego sprzed kilku lat ( sygn. I GPS 1/11). Stwierdzono w niej, że przekazanie przedsiębiorcy kwoty otrzymanej już od konsumenta prowadziłoby do uzyskania podwójnego zwrotu.

– Ta uchwała dotyczyła jednak podatku akcyzowego, nie można więc jej automatycznie stosować do rozliczeń w VAT – tłumaczy Tobiasz Dolny.

Opinia

Jakub 
Matusiak, doradca podatkowy, starszy menedżer w PwC

Wiele firm ma problemy z określeniem prawidłowej stawki podatku dla sprzedawanych towarów bądź świadczonych usług. Kryteria stosowania niższych stawek są bowiem bardzo nieprecyzyjne, a interpretacje i orzecznictwo niejednolite. Dlatego często zdarza się, że firma odprowadza wyższy VAT, a potem próbuje odzyskać jego nadpłaconą część. Fiskus odmawia, podpierając się klauzulą bezpodstawnego wzbogacenia.

To niezrozumiały dla mnie argument, bo polskie przepisy podatkowe nic o niej nie mówią. Zresztą niedawno Naczelny Sąd Administracyjny (sprawa o sygn. I FSK 1167-1168/15) wyraźnie podkreślił, że o zwrot nadpłaty ma prawo wystąpić także ten podatnik, który nie poniósł ekonomicznego ciężaru VAT.


Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Tobiasz Dolny

Pracodawca nie musi naliczać przychodu pracownikowi, któremu zwraca wydatki na benzynę do prywatnych wojaży służbowym samochodem.

Mamy coraz więcej wyroków potwierdzających korzystne dla podatników stanowisko w sprawie rozliczania firmowych aut. Sądy nie mają wątpliwości, że pracownik wykorzystujący służbowy samochód do celów osobistych nie zapłaci dodatkowego podatku za zużyte paliwo.
Chodzi o obowiązujące od 1 stycznia 2015 r. przepisy ustawy o PIT, z których wynika, że jeśli pracownik jeździ prywatnie firmowym samochodem, pracodawca powinien naliczać mu co miesiąc zryczałtowany przychód. Jest to 250 albo 400 zł (w zależności od pojemności silnika pojazdu).

Fiskus wypowiada się niekorzystnie...
Skarbówka od początku twierdziła, że ryczałt nie obejmuje wydatków na paliwo. Bardzo to skomplikowało rozliczenie firmowych samochodów. Pracodawca, oprócz ryczałtu, musiał bowiem doliczać do przychodu pracownika także wartość zużytej przez niego prywatnie (i sfinansowanej ze środków firmy) benzyny. A wiadomo, że liczenie ilości paliwa spalonego na cele służbowe oraz osobiste jest niełatwym zadaniem.

...ale przegrywa 
w sądach
Sądy stanęły jednak po stronie podatników. W pierwszym wyroku Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu (sygn. I SA/Wr 1595/15, opisywaliśmy go w „Rzeczpospolitej" 26 listopada 2015 r.) stwierdził, że ryczałt powinien obejmować wszystkie wydatki, które firma ponosi w związku z udostępnieniem auta pracownikowi. Odniósł się do celu nowelizacji ustawy o PIT, którym było uproszczenie zasad rozliczania firmowych samochodów i zwolnienie pracodawców z obowiązku prowadzenia dodatkowych ewidencji.
Podobnie jest w kolejnych sprawach. Zdaniem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu (sygn. I SA/Op 68/16) powiązanie ryczałtu z pojemnością silnika samochodu wskazuje na to, że odnosi się on także do zużycia paliwa. Powinien więc obejmować wszystkie wydatki, które firma ponosi w związku z udostępnieniem auta pracownikowi. Nie ma uzasadnienia, aby jeden rodzaj tych wydatków – na paliwo – uznać za odrębne świadczenie. Gdyby bowiem ustawodawca chciał te koszty wyłączyć, art. 12 ust. 2a ustawy o PIT miałby inne brzmienie.
Negatywny dla fiskusa był też wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (sygn. III SA/Wa 1925/15). Podkreślono w nim, że świadczeniem pracodawcy jest zapewnienie możliwości używania służbowego samochodu przez pracownika, a więc także pokrycie wszelkich związanych z nim wydatków, w tym na paliwo. Bez niego nie jest bowiem możliwe wykorzystywanie auta. Dlatego należy uznać, że wydatki na paliwo są uwzględnione w ryczałcie.
Opinia

Paweł 
Fałkowski, doradca podatkowy, partner w kancelarii FL Tax
Wiele firm, kierując się niekorzystnymi interpretacjami fiskusa, naliczało pracownikom wykorzystującym służbowe paliwo do celów prywatnych dodatkowy przychód i potrącało od niego podatek. Po pozytywnych dla nich wyrokach mogą zmienić zasady rozliczenia. Wprawdzie nie mamy jeszcze w tej sprawie orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale trudno sobie wyobrazić, że będzie inne niż wyroki sądów wojewódzkich. 
Pojawia się też oczywiście pytanie, czy firmy mogą korygować 
wstecznie rozliczenia. Mają do tego prawo, jednak to trudne 
i czasochłonne zadanie. Co więcej, oprócz korygowania rozliczeń 
przez pracodawcę także pracownicy powinni poprawić swoje roczne zeznania. Trzeba się więc zastanowić, czy gra jest warta świeczki.

Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Firmy, które dają zatrudnionym zniżki, mają 
problem. Skarbówka zmieniła zdanie, każe dopłacać podatek.

Karty sportowo-rekreacyjne, miejsca postojowe w firmowym garażu, wczasy w zakładowym ośrodku – minister finansów masowo zmienia korzystne dla podatników interpretacje dotyczące świadczeń dla pracowników. Argumentuje, że pracodawca i pracownik to podmioty powiązane i przy ich rozliczeniu należy stosować przepisy zapobiegające unikaniu opodatkowania.

– Pracodawcy z reguły przekazują takie świadczenia po niższej cenie albo nawet za symboliczną złotówkę – mówi Paweł Fałkowski, doradca podatkowy, partner w kancelarii FL Tax. – Jest to forma bonusu dla pracowników. Firmy odprowadzają od tego VAT, ale tylko od kwoty, jaką płaci pracownik. Skarbówka przez wiele lat się na to zgadzała.

Wolta ministra finansów

Co się zmieniło? W przepisach nic, natomiast stanowisko ministra finansów o 180 stopni. Teraz twierdzi, że VAT trzeba płacić od rynkowej wartości świadczenia. Jego zdaniem przepisy o podmiotach powiązanych mają zastosowanie także do transakcji między pracodawcą i pracownikiem. Urzędnicy mogą więc zastosować procedurę z art. 32 ustawy o VAT, czyli oszacować wartość bonusów i określić wyższą podstawę opodatkowania.

Jakie mogą być konsekwencje zmiany poglądów fiskusa?

– Skarbówka może zażądać dopłacenia różnicy w podatku, oczywiście wraz z odsetkami za zwłokę. I to za pięć lat wstecz – mówi Beata Hudziak, doradca podatkowy, partner zarządzający w kancelarii 8Tax. Dodaje, że takie sprawy są bardzo łatwe do skontrolowania. Urzędnicy po prostu sprawdzą, po jakich cenach pracodawca przekazuje bonusy pracownikom i jeśli wydadzą się im za niskie, naliczą wyższy VAT.

System motywacyjny, 
a nie optymalizacja

Stanowisko skarbówki budzi jednak wątpliwości.

– Minister finansów powołuje się na orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, zapomina jednak o wyroku w sprawie Hotel Scandic (sygn. C-412/03), w którym wyraźnie podkreślono, że pracodawca może sprzedać pracownikom świadczenia po niższej cenie i to ta cena stanowi podstawę opodatkowania – mówi Marta Szafarowska, doradca podatkowy w kancelarii MDDP. Paweł Fałkowski dodaje, że trudno wymagać, aby w relacjach pracodawca–pracownik stosować ceny z transakcji między zupełnie niezależnymi firmami.

Podobnie uważa Beata Hudziak. Argumentuje, że bonusy nie są przekazywane po to, aby unikać opodatkowania. To po prostu element systemu motywacyjnego, który ma zmobilizować do lepszej pracy.

– Niestety, zmiana podejścia fiskusa może zniechęcić pracodawców do takiej formy wynagradzania pracowników – podsumowuje.

Opinia

Andrzej 
Zubik, radca prawny, starszy menedżer w PwC

Niespodziewana zmiana stanowiska fiskusa postawiła wiele firm w trudnej sytuacji. Ośmielone korzystnymi interpretacjami przez lata płaciły niższy VAT, teraz okazuje się, że jest ryzyko naliczenia im zaległości podatkowej wraz z odsetkami. Z moich doświadczeń wynika, że przedsiębiorcy zachowują się w takich sytuacjach dwojako. Część koryguje rozliczenia (choć to żmudne i trudne zadanie), chcąc wyeliminować wszelkie ryzyko sporu ze skarbówką. Inni czekają na utrwalenie linii orzeczniczej. Oczywiście ci, którzy mają jeszcze korzystną interpretację, nie muszą na razie nic robić. Interpretacja nadal ich chroni. Firmy, którym minister finansów ją zmienił, mogą złożyć skargę do sądu.


Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Uprawnienia tłumacza przydadzą się w działalności notariusza. Tak uznał sąd i uchylił niekorzystną dla rejenta interpretację fiskusa.

Ciągle trwają spory o rozliczenie ponoszonych przez przedsiębiorców wydatków na dokształcanie. Skarbówka twierdzi często, że studia czy kursy podnoszą tylko ogólny poziom wiedzy, która nie przyda się w działalności gospodarczej. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi zakwestionował to podejście.

Rozpatrywana sprawa dotyczyła notariusza, który chciał uzyskać uprawnienia tłumacza przysięgłego języka angielskiego. Zainwestował w studia, materiały dydaktyczne oraz egzamin. Uważa, że wydatki mogą być kosztem uzyskania przychodów.

Jeden z argumentów to regulacje prawa o notariacie. Wynika z nich, że czynności notarialne mogą być dokonane w obcym języku (co jest zresztą coraz powszechniejsze). Warunkiem jest jednak posiadanie tytułu tłumacza przysięgłego. Oczywiste więc, że jego zdobycie przyczyni się do uzyskania dodatkowego przychodu z działalności.

Jednak nie dla fiskusa. Zdaniem łódzkiej Izby Skarbowej są to wydatki o charakterze osobistym i nie mają związku z prowadzeniem kancelarii notarialnej, nie przyczynią się więc do uzyskania przychodu z działalności.

Sąd jednak taki związek dostrzegł.

– Słusznie. Dzięki uprawnieniom tłumacza przysięgłego notariusz ma szanse na przyciągnięcie nowych klientów –mówi Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy z kancelarii FL Tax. – Niestety, skarbówka ciągle nie chce zrozumieć, że przedsiębiorca, który zamierza działać na zagranicznych rynkach lub też obsługiwać cudzoziemców, powinien się posługiwać nie tylko ojczystym językiem. Nawet jeśli nie ma zagranicznych klientów, angielski może mu się przydać w działalności gospodarczej, np. do korzystania z obcojęzycznych źródeł w internecie. Interpretację dotyczącą notariusza opisaliśmy w „Rzeczpospolitej" z 21 października 2015 r. Przedstawiliśmy też sprawę radcy prawnego, który nie mógł zaliczyć do podatkowych kosztów wydatków na doktorat z prawa autorskiego. W komunikacie wydanym dwa dni po naszym artykule minister finansów zapewnił, że niekorzystne dla przedsiębiorców interpretacje zostaną poddane analizie i ewentualnej zmianie. W sprawie radcy prawnego dotrzymał słowa. Zmienił interpretację, podkreślając, że wydatki na zdobywanie wiedzy i umiejętności potrzebnych w działalności mają związek z jej prowadzeniem. Przyznał, że opłaty za studia doktoranckie, które podnoszą kwalifikacje zawodowe, można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów.


Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Fiskus nie rezygnuje z podatku od pracowniczych świadczeń. Uważa, że przyznawane przez firmę rabaty należy doliczyć do wynagrodzenia zatrudnionego.

Skarbówka wygrała w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Krakowie spór o opodatkowanie nauczycieli, którzy dostali od szkoły zniżkę na czesne za naukę swoich dzieci. Będą musieli od rabatu zapłacić podatek.

Fiskus nie miał wątpliwości, że zniżka na czesne to dla pracowników korzyść majątkowa. Gdyby nie zatrudnienie w szkole, musieliby bowiem zapłacić za edukację dzieci pełną kwotę. Także Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie podkreślił, że pracownik, który nie płaci całej należności za usługę, uzyskuje podlegający opodatkowaniu profit (sygn. I SA/Kr 971/15).

Trybunał określił kryteria

Wartość takiego rabatu należy rozliczyć tak jak wynagrodzenie. Pracownik zapłaci więc – w zależności od wysokości pozostałych dochodów – 18 lub 32 proc. PIT.

– Ta sprawa pokazuje, że skarbówka nie rezygnuje z opodatkowania świadczeń dla pracowników – mówi adwokat Piotr Świniarski. – Nie zniechęcił jej korzystny dla podatników wyrok Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt K 7/13), choć w niektórych sprawach (zwłaszcza opodatkowania uczestników imprez integracyjnych) po nim ustąpiła.

Przypomnijmy, że Trybunał Konstytucyjny określił, jakie kryteria muszą być spełnione, aby zakwalifikować świadczenie dla pracownika jako jego przychód. Między innymi powinno być przekazane w interesie pracownika, a także przynieść mu korzyść w postaci powiększenia aktywów lub uniknięcia wydatku, który musiałby ponieść.

Promocja skierowana też do klientów

– Urzędy powinny przede wszystkim badać, jaki jest cel takiego świadczenia – mówi Piotr Świniarski. – Jeśli zniżka jest elementem systemu motywacyjnego i ma zachęcić do lepszej pracy, niewątpliwie jej przyznanie leży bardziej w interesie pracodawcy niż pracownika.

Sposobem na uniknięcie podatku jest przyznanie rabatu większej grupie osób, nie tylko pracownikom, ale także klientom. Takie wnioski można wyciągnąć z interpretacji Izby Skarbowej w Warszawie (nr IPPB2/415-184/11/15-5/S/MG), chociaż fiskus ustąpił w tej sprawie dopiero po interwencji Naczelnego Sądu Administracyjnego (sygn. II FSK 2451/12).

W ocenie NSA pracownicy korzystający z akcji promocyjnych nie różnią się od innych klientów (konsumentów) i nie mogą ponosić z tego tytułu dodatkowych obciążeń podatkowych. Sąd podkreślił, że pracownicy korzystający z programów rabatowych takich jak ogół klientów nie powinni być gorzej traktowani. Formalne kryterium statusu danej osoby nie może prowadzić do różnych konsekwencji podatkowych tego samego zdarzenia.

Opinia

Aleksandra 
Kasińska, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego wyłączył wiele świadczeń przekazywanych pracownikom przez pracodawców z opodatkowania. Nie oznacza to jednak, że żaden bonus nie stanowi już przychodu. Fiskus i sądy nadal uważają, że jeżeli dane świadczenie, 
np. rabat na sprzedawane przez pracodawcę towary 
czy usługi, dotyczy wyłącznie pracowników (a nie jest dostępne dla wszystkich klientów firmy), należy je co do zasady opodatkować. Oczywiście, jeśli jest wymierne, indywidualne i pracownik 
zgadza się na jego otrzymanie. W sprawie niższego czesnego dla nauczycieli sąd uznał, że te warunki są spełnione. Warto o tym pamiętać przy przyznawaniu świadczeń, za które beneficjent musiałby – gdyby nie był pracownikiem – zapłacić pełną kwotę.


Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Osoby oddelegowane przez pracodawcę nie mają prawa do wyższych kosztów. Tak twierdzą fiskus i sąd.

Zła wiadomość dla osób, które z racji tego, że pracują w innym miejscu, niż mieszkają, chcą w zeznaniu rocznym wykazać wyższe koszty uzyskania przychodów (i zapłacić dzięki temu niższy podatek). Skarbówka, a za nią sąd nie zgodziły się na korzystne rozliczenie pracowników, którzy zostali wysłani do Niemiec. Powód: w czasie oddelegowania mieszkają faktycznie w Niemczech, a nie w Polsce.

– Takie podejście kłóci się ze zdrowym rozsądkiem – mówi Grzegorz Gębka, doradca podatkowy, właściciel kancelarii podatkowej – i bardzo zawęża stosowanie tego przywileju.

Zakład w Niemczech, dom w Polsce

– Przepisy mówią, że prawo do wyższych kosztów ma ten, kto mieszka w innej miejscowości, niż pracuje – mówi Artur Kowalski, doradca podatkowy, współwłaściciel kancelarii podatkowo-rachunkowej. – Urzędnicy rozumieją to w ten sposób, że musi faktycznie do tego miejsca pracy stale dojeżdżać. Jeśli ma zapewniony nocleg, nie można powiedzieć, że mieszka w innej miejscowości, więc warunek zastosowania wyższych kosztów nie jest spełniony.

Tak było w sprawie wysłanych do Niemiec pracowników. Nie pomógł argument, że nie jest to miejsce ich zamieszkania, bo przebywają tam tylko tymczasowo (a na stałe mieszkają w Poznaniu). Fiskus uznał, że w czasie oddelegowania mieszkają i pracują w tym samym miejscu. Podobnego zdania był sąd (wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, sygn. II FSK 30/14).

Według danych ZUS w zeszłym roku oddelegowanych do pracy w innych krajach zostało ponad 400 tys. osób. Eksperci podkreślają jednak, że takie stanowisko skarbówki i sądu ogranicza prawo do wyższych kosztów u wszystkich zamiejscowych, nie tylko tych, którzy pracują za granicą.

Za rozliczenie odpowiada pracodawca

Przypomnijmy, że podstawowe pracownicze koszty uzyskania przychodów wynoszą 111,25 zł miesięcznie (za rok nie więcej niż 1335 zł). Jeśli pracownik mieszka (stale lub czasowo) poza miejscowością, w której znajduje się zakład pracy (i nie otrzymuje dodatku za rozłąkę), podwyższa się je do 139,06 zł miesięcznie (za rok nie więcej niż 1668,72 zł). Aby zastosować wyższe koszty, pracodawca musi otrzymać od pracownika oświadczenie o tym, że spełnia te warunki.

– Pracodawca odpowiada za prawidłowe rozliczenie podatku pracownika, w jego interesie jest więc sprawdzić, czy prawo do wyższych kosztów faktycznie mu przysługuje – mówi Artur Kowalski.

– Obawiam się, że w świetle interpretacji i orzecznictwa podatnicy mogą mieć opory przed korzystaniem z tego przywileju – podsumowuje Grzegorz Gębka.

Opinia

Aleksandra 
Kasińska, doradca podatkowy i radca prawny w kancelarii FL Tax

Skarbówka i sąd uznały, że za miejsce zamieszkania może być uznane każde miejsce, w którym pracownik przebywa. Nie ma przy tym znaczenia, że pobyt ma charakter tymczasowy, związany wyłącznie z wykonywaniem pracy. Tym samym miejscem zamieszkania nie jest miejsce, w którym dana osoba zwykle przebywa i można je uznać za tzw. centrum interesów życiowych. To surowe podejście, które w praktyce może istotnie ograniczyć stosowanie podwyższonych kosztów. Przyjęcie tak rygorystycznego stanowiska może doprowadzić bowiem do uznania, że prawa do wyższych kosztów nie ma nawet dojeżdżający regularnie do zakładu pracownik, któremu od czasu do czasu zdarza się przenocować w mieście, w którym jest firma. Taki nocleg spowoduje bowiem zmianę miejsca zamieszkania na miejscowość, gdzie znajduje się zakład. Taki kierunek interpretacji przepisów byłby niepokojący.


Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Fiskus twierdzi, że osoba, która dostała egzemplarze autorskie swojej książki, dodatkowo na tym zarobiła. Powinna więc wykazać przychód.

Nieodpłatne świadczenia to worek bez dna. Minister finansów wrzuca do niego też przysługujące pisarzom egzemplarze autorskie. Dlaczego? Bo każda książka – nawet własna – ma określoną, ekonomiczną wartość.

O interpretację przepisów wystąpiła autorka publikacji o księgowości i podatkach. Od wydawnictwa otrzymuje nieodpłatnie kilka egzemplarzy każdej pozycji. Nie są one przeznaczone do sprzedaży. Zapytała, czy musi je wykazywać jako swój przychód.

To nie wynagrodzenie

Pierwsza odpowiedź była dla autorki korzystna. Izba Skarbowa w Bydgoszczy podkreśliła, że egzemplarze przekazywane są w celu udokumentowania przez wydawcę sposobu wykonania umowy i umożliwienia twórcy nadzoru nad przestrzeganiem jego praw autorskich. Nie stanowią wynagrodzenia, nie powstaje więc przychód (interpretacja nr ITPB1/4511-491/15/AD).

Minister finansów miał jednak inne zdanie. Po pół roku zmienił interpretację i uznał, że autorka musi zapłacić podatek.

Zaoszczędzony koszt

Podkreślił, że wiedza zebrana w książce jest faktycznym dobrem nabywanym w zamian za jej cenę. Papierowa forma książki jest środkiem przekazu. Zapoznanie się z wiedzą autorki nie byłoby możliwe bez wykorzystania tej formy przekazu. Te dwa elementy składają się na książkę. I to, że wiedza była już wcześniej w posiadaniu autorki, nie oznacza, że egzemplarze nie mają żadnej wartości ekonomicznej.

Minister finansów dodał, że autorka może swobodnie dysponować książkami. Na przykład przekazać znajomym czy rodzinie. Gdyby ich nie dostała, musiałaby je kupić, czyli ponieść konkretny wydatek. Świadczenie od wydawcy pozwoliło zatem na jego zaoszczędzenie.

Reasumując, przyjmując egzemplarze, autorka nabyła nie tyle posiadaną przez siebie wiedzę, ile materialny utwór oferowany na rynku, który przedstawia obiektywną wartość ekonomiczną w postaci ceny książki. Z tego tytułu ma przychód, który należy opodatkować (interpretacja nr DD3.8222.2.451.2015.IMD).

– Idąc tym tokiem rozumowania, PIT muszą płacić nie tylko pisarze, ale też muzycy czy twórcy gier komputerowych, którzy dostają egzemplarze swoich dzieł – mówi doradca podatkowy Grzegorz Gębka. – To kontrowersyjne stanowisko.

– Uważam, że przychód mógłby powstać tylko wtedy, gdyby egzemplarze autorskie były częścią wynagrodzenia, co powinno wyraźnie wynikać z umowy – mówi Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax. – W innej sytuacji trudno mówić o uzyskaniu korzyści majątkowej przez autora.

Opinia

Sergiusz 
Sterna-Wachowiak, prezes Stowarzyszenia 
Pisarzy Polskich

Zdarza się, że autorzy otrzymują kilkaset egzemplarzy swoich książek zamiast czy tytułem honorarium i wówczas opodatkowanie takiego świadczenia wydaje się zrozumiałe. Bezzasadne jest natomiast obejmowanie podatkiem egzemplarzy przekazywanych twórcy w dowód wykonania zawartej z nim umowy – w liczbie kilkunastu czy kilku sztuk. Nie są one przecież przeznaczone na sprzedaż. Opodatkowanie ich, mówiąc krótko, grozi zmniejszeniem wydań przede wszystkim polskiej literatury współczesnej, szczególnie debiutów, dzieł poetyckich, eseistycznych, prozatorskich i dramatopisarskich, które wydawcy godzą się drukować najczęściej pod warunkiem otrzymania dotacji i rezygnacji z honorarium. Ten podatek nie jest tego wart i nie zrekompensuje strat, jakie poniesie literatura.


Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Pracownik, któremu pracodawca funduje przejazdy, uzyskuje przychód. 
Tak uważa skarbówka. Potwierdził to wojewódzki sąd administracyjny.

Fiskus złagodził ostatnio swoje stanowisko w sprawie świadczeń dla pracowników. Ciągle jednak spotykają ich niemiłe niespodzianki. W zeszłym tygodniu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku uznał, że muszą płacić podatek od fundowanej przez pracodawcę taksówki.

W rozpatrywanej sprawie chodziło o dojazdy na lotnisko, z którego pracownicy ruszali na służbowe eskapady. Zdaniem skarbówki pracodawca finansujący taksówki powinien naliczyć im z tego tytułu przychód. Nie jest to część podróży służbowej, zatrudnionym nie przysługuje więc zwolnienie z PIT. Potwierdził to sąd, podkreślając, że pracownicy sami powinni pokrywać koszty tych dojazdów (sygn. I SA/Gd 949/15).

Kiedy mamy korzyść majątkową

– To bardzo kontrowersyjne podejście – mówi Przemysław Bogusz, doradca podatkowy, właściciel kancelarii TuboTax. – Można bowiem dojść do wniosku, że pracodawca powinien opodatkować wszystkie finansowane pracownikom przejazdy: do kontrahenta, po zakupy, na konferencję.

– Należałoby jednak przede wszystkim się zastanowić, czy pracownik uzyskuje w ogóle korzyść majątkową. Trudno o niej mówić, skoro jedzie załatwiać sprawy pracodawcy. Nie będzie przecież opłacał przejazdów z własnej kieszeni. Dziwne, że skarbówka, a zwłaszcza sąd, tego nie zauważyły – dodaje ekspert.

Ważne w czyim interesie

Zdaniem Beaty Hudziak, doradcy podatkowego, partnera zarządzającego w kancelarii 8Tax, po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z zeszłego roku (sygn. akt K 7/13) powinno już być oczywiste, że świadczenia spełnianie w interesie pracodawcy nie powodują powstania przychodu u pracownika.

– Nie zarabia przecież na tym, że firma finansuje mu służbowy wyjazd – mówi ekspertka. – Dobrze by było jednak, gdyby pracodawcy szczegółowo określali regulaminy podróży służbowych, aby uniknąć ewentualnych sporów ze skarbówką. Trzeba w nich wyraźnie zapisać np. to, że podróż może rozpocząć się już w miejscu zamieszkania pracownika – dodaje.

Sąd konstytucyjny 
dał wskazówki

Przypomnijmy, że Trybunał Konstytucyjny określił, jakie kryteria muszą być spełnione, aby zakwalifikować przekazywane pracownikowi świadczenie jako jego przychód ze stosunku pracy.

Po pierwsze, powinien z niego korzystać dobrowolnie, bez żadnego przymusu ze strony firmy. Po drugie, świadczenie musi być spełnione w interesie pracownika, a nie pracodawcy. Po trzecie, powinno przynieść mu korzyść w postaci powiększenia aktywów lub uniknięcia wydatku, który musiałby ponieść. Po czwarte, korzyść ma być wymierna i przypisana indywidualnie.

Po tym orzeczeniu minister finansów zaczął masowo zmieniać – na korzyść podatników – interpretacje w sprawie imprez integracyjnych, wycieczek, pikników czy zajęć sportowych fundowanych pracownikom.

Jak jednak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej" z 27 lipca („Fiskus podatku łatwo nie odda"), odzyskanie nadpłaconej daniny będzie trudnym zadaniem. Osoby, które chcą zwrotu PIT od pracowniczych świadczeń, muszą bowiem robić żmudne korekty.

Opinia

Aleksandra 
Kasińska, doradca podatkowy i radca prawny w kancelarii FL Tax

Trybunał Konstytucyjny wyraźnie podkreślił, że świadczenia otrzymane w celu realizacji interesów firmy nie powodują powstania korzyści majątkowej u pracownika. Skarbówka powinna więc przede wszystkim analizować, w czyim interesie było przekazywane dane świadczenie. Podróże służbowe, jak sama nazwa wskazuje, służą pracodawcy. Przychód nie powinien więc w ogóle powstać. Można zresztą dojść do wniosku, że po wyroku Trybunału Konstytucyjnego regulacje o zwolnieniu z PIT świadczeń otrzymanych przez pracowników wyłącznie w interesie pracodawcy są zbędne. Z tytułu ich uzyskania nie powstaje bowiem przychód, nie trzeba się zatem 
w ogóle zastanawiać, czy przysługuje zwolnienie.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 22-10-2015

http://www.rp.pl/Podatek-dochodowy/310219898-PIT-sluzbowa-taksowka-to-przychod-pracownika.html

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Przedsiębiorca, który dobrowolnie opisze, jak rozlicza VAT, będzie lepiej traktowany przez fiskusa.

Ujawnij swoje rozliczenia, a jeśli urząd nie zakwestionuje ich w ciągu trzech miesięcy, unikniesz kary. To nowatorskie rozwiązanie proponuje PiS w nowej ustawie o VAT. Cel jest szczytny: budowanie zaufania obywateli do państwa.

– Faktycznie takie porozumienie z urzędem zabezpieczające podatnika przed karą może ucywilizować wzajemne relacje – mówi Mariusz Korzeb, doradca podatkowy, ekspert Pracodawców RP. – Teraz, gdy przedsiębiorca (albo osoba odpowiadająca za finanse firmy) popełni błąd w rozliczeniu, musi się liczyć z grzywną, z reguły kilku albo nawet kilkunastu tysięcy złotych. Dolegliwy jest też wpis do Krajowego Rejestru Karnego i zakaz pełnienia określonych funkcji.

Zgodnie z projektem, aby uniknąć tych sankcji, wystarczy przesłać do urzędu skarbowego pismo zwane zasadami rozliczania podatku. Można w nim opisać wszystko, co nas nurtuje – jak dokumentujemy transakcje, kiedy odliczamy VAT z faktur za zakupy, jakie stosujemy stawki podatku.

Urząd skarbowy może przedstawić zastrzeżenia do tych zasad. Ma trzy miesiące na ich doręczenie. Jeśli skarbówka nie zareaguje, podatnikowi nie grozi odpowiedzialność karnoskarbowa za ewentualne błędy.

– Oczywiście nie oznacza to, że fiskus zupełnie odpuści podatnikowi – mówi Roman Namysłowski, doradca podatkowy w Crido Taxand. – Może dopiero po jakimś czasie skontrolować jego rozliczenia i jeśli stwierdzi nieprawidłowości, naliczyć zaległość wraz z odsetkami za zwłokę. To całkiem realny scenariusz, gdyż aparatowi skarbowemu trudno będzie na bieżąco reagować na wszystkie informacje od przedsiębiorców.

– Składane przez firmy „zasady rozliczania podatku" będą dobrym źródłem wiedzy dla fiskusa. Nie można oczywiście wykluczyć, że będą wykorzystywane do typowania podmiotów do kontroli – mówi Mariusz Korzeb. – Uważam jednak, że nie taka jest intencja projektodawców.

Roman Namysłowski dodaje, że warto byłoby się zastanowić nad zwiększeniem gwarancji dla firm, które ujawnią swoje rozliczenia, np. odejściem od obowiązku zapłaty zaległego podatku bądź odsetek naliczonych wskutek późniejszej kontroli.

– Jednocześnie trzeba wprowadzić zabezpieczenia, aby nowa instytucja nie była wykorzystywana przez nieuczciwych podatników do legalizowania swoich działań – tłumaczy.

Nowa ustawa o VAT ma wejść w życie 1 stycznia 2016 r., jest jednak mało prawdopodobne, aby Sejm zdążył ją tak szybko uchwalić. Nie ma jednak przeszkód, aby zaczęła obowiązywać w trakcie roku (z początkiem dowolnego miesiąca). Jak pisaliśmy w „Rz" z 2 listopada, z nowych przepisów wynika, że skarbówka nie będzie już wydawać interpretacji indywidualnych w sprawie VAT. Wygląda na to, że rekompensatą ma być właśnie możliwość składania „zasad rozliczania podatku".

Opinia

Aleksandra 
Kasińska, doradca podatkowy i radca prawny w kancelarii FL Tax

Możliwość przedstawienia urzędowi „zasad rozliczenia podatku" i zabezpieczenia się w ten sposób przed karą wydaje się korzystnym dla podatników rozwiązaniem. Gdyby sprawdziło się w VAT, należałoby się zastanowić nad wprowadzeniem go również do innych podatków. Proponowane regulacje powinny być jeszcze dopracowane, np. w kwestii możliwości wypowiedzenia się przez podatnika co do zastrzeżeń urzędu. Wątpliwości budzi też postanowienie, że zwolnienie z kary nie obowiązuje, jeśli fiskus stwierdzi, iż rozliczenie nastąpiło na podstawie „danych niezgodnych z rzeczywistością". To nieostre pojęcie, może oznaczać zarówno obrót pustymi fakturami, jak i drobne pomyłki popełnione w działalności.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 13-11-2015

http://www.rp.pl/VAT/311139999-Dobrowolne-okreslenie-rozliczania-VAT-uchroni-przed-kara.html

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Rozmowa | Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy i radca prawny w kancelarii FL Tax

Rz: Nieodpłatne świadczenia to worek bez dna. Fiskus znajduje w nim różne rzeczy. Czy faktycznie firma, która dostaje coś za darmo, musi rozpoznać przychód i odprowadzić od niego podatek?

Aleksandra Kasińska: Generalnie tak. Urzędy skarbowe i sądy bardzo szeroko definiują bowiem pojęcie nieodpłatnych świadczeń. Uważają, że są to wszystkie zdarzenia prawne 
i gospodarcze, których skutkiem jest niezwiązane 
z kosztami lub inną formą ekwiwalentu przysporzenie majątkowe, mające konkretny wymiar finansowy. Pod pojęciem tym należy rozumieć każde działanie lub zaniechanie, którego następstwem jest uzyskanie korzyści kosztem innego podmiotu. Wykazanie przychodu z nieodpłatnych świadczeń nakazuje zarówno ustawa o PIT, jak i CIT. Najczęściej oblicza się go na podstawie cen rynkowych stosowanych przy świadczeniu podobnych usług lub udostępnianiu rzeczy tego samego rodzaju. Trzeba przy tym uwzględnić ich stan, stopień zużycia oraz miejsce i czas udostępnienia.

Czy wobec tego firmy, które korzystają z czegoś bezpłatnie, nie mają szans w sporach 
z fiskusem?

Nie jest to wcale takie oczywiste. Zwróćmy uwagę, że już od jakiegoś czasu korzystne stanowisko dla podatników prezentowane jest w sprawach dotyczących bezpłatnej służebności przesyłu. To problem dotykający głównie przedsiębiorstw energetycznych, wodociągowych czy telekomunikacyjnych. Fiskus uważa, że jeśli nie płacą właścicielowi gruntu za postawioną na jego terenie infrastrukturę, to uzyskują korzyść majątkową. Sądy mają jednak inne zdanie. Przykładowo niedawno Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach (wyrok z 6 listopada 2015 r., 
I SA/Gl 497/15) stwierdził, 
że ustanowienie służebności przesyłu na podstawie 
art. 3051 kodeksu cywilnego nie stanowi dla przedsiębiorstwa, 
na rzecz którego tę służebność ustanowiono, nieodpłatnego lub częściowo odpłatnego otrzymania rzeczy lub praw, o których mowa w art. 12 ust. 1 pkt 2 ustawy o CIT.

Czy z tych wyroków można wyciągnąć pozytywne wnioski dla przedsiębiorców, którzy spierają się z urzędami w innych sprawach?

W sprawie służebności przesyłu sądy podeszły bardzo liberalnie do kwestii nieodpłatnych świadczeń. W powołanym wyroku WSA w Gliwicach uznał m.in., 
że jeżeli dana czynność ze swojej istoty jest nieodpłatna, to nie może skutkować powstaniem przychodu. Argumentacja sądu może prowadzić do uznania, że przychód nie powstanie również w przypadku darowizny czy użyczenia. 
To jednak ryzykowna teza 
i obawiam się, że może się szerzej nie przyjąć.

—rozmawiał 
Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Spółka, która przejęła przedsiębiorstwo razem 
z kredytem, może odliczyć 
od przychodu związane 
z nim wydatki.

Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok korzystny dla firm spłacających zobowiązania związane z restrukturyzacją działalności. Pozwolił na rozliczenie w podatkowych kosztach odsetek od przejętego kredytu.

O interpretację wystąpiła spółka, która od swojego wspólnika otrzymała aportem przedsiębiorstwo. Na podstawie art. 519 kodeksu cywilnego nabyła zobowiązania wspólnika z tytułu kredytu i pożyczek na zakup gruntu oraz realizację inwestycji deweloperskiej. Będzie płacić od nich odsetki naliczone przed aportem. Nie zostały one zaliczone do podatkowych kosztów wspólnika, ponieważ nie zostały przez niego zapłacone.

Spółka zapytała, czy może rozliczyć odsetki w swoich kosztach. Jej zdaniem wydatki są związane z przychodami. Kredyt i pożyczki zostały zaciągnięte na zakup gruntu, na którym jest realizowana inwestycja mieszkaniowa. Spółka zapewnia, że będzie ją kontynuować – postawi budynki, a następnie sprzeda lokale.

Skarbówka nie zgodziła się z tym poglądem. Podkreśliła, że odsetki nie są związane z ogólną działalnością spółki, lecz z pozyskanym przez nią przysporzeniem w postaci zwiększenia kapitału zakładowego. Skoro operacje polegające na wniesieniu do spółki wkładu uznawane są za neutralne podatkowo, to i wydatki z tym związane nie mogą być kosztem.

Sądy stanęły jednak po stronie firmy. WSA w Warszawie uznał, że jeśli wykorzystanie przejętych przez spółkę aktywów przynosi jej przychody, to również towarzyszące temu wydatki, w tym obejmujące obsługę przejętych zobowiązań, które pozwoliły na sfinansowanie tych aktywów, nie powinny być wykluczone z kosztów. Wydatki na spłatę zobowiązań przejętych w związku z aportem nie mogą być uznane za związane z podwyższeniem kapitału zakładowego. Przejęcie zobowiązań i w rezultacie spłata odsetek od kredytów i pożyczek nie jest konieczne do podwyższenia kapitału.

Także NSA potwierdził, że wydatki na odsetki dotyczą działalności spółki, do której wniesiono aport. Można je zaliczyć do jej kosztów.

– Takie transakcje zdarzają się bardzo często, a kwestionowanie przez fiskusa rozliczenia odsetek w kosztach może być dla firmy bardzo dolegliwe – mówi Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy i radca prawny w kancelarii FL Tax. – Stanowisko zaprezentowane przez sąd rozwiązuje wiele praktycznych problemów, jest korzystne dla podatników i wynika z przepisów.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 14-12-2015

http://www.rp.pl/Podatek-dochodowy/312149975-Odsetki-od-przejetego-wskutek-aportu-kredytu-w-kosztach.html

Komentuje:
Aleksandra Kasińska

Firma może odliczyć połowę podatku od benzyny do osobowego auta także wtedy, gdy nie płaci gotówką. Choć fiskus czasami to kwestionuje.

 

Od 1 lipca przedsiębiorcy mogą odpisać 50 proc. VAT z faktury za zakup benzyny do osobowego samochodu. Wielu z nich korzysta z kart paliwowych. Muszą zwrócić uwagę na zasady rozliczania takich zakupów, nie zawsze bowiem dają prawo do odliczenia.

 

– Karty paliwowe są najczęściej oferowane przez firmy leasingowe bądź zarządzające flotami samochodowymi – mówi Paweł Fałkowski, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax. – Przedsiębiorcy płacą nimi na stacji, ta wystawia fakturę firmie leasingowej, która z kolei odsprzedaje paliwo przedsiębiorcy. Zarówno leasingodawca, jak i jego klient odliczają VAT.

 

Pusta faktura

Na czym polega problem? Otóż niektóre sądy oraz urzędy uważają, że firma leasingowa, która udostępnia karty paliwowe, świadczy jedynie usługę finansową. Nie jest natomiast sprzedawcą benzyny. Przy takim podejściu okazuje się, że faktura wystawiona przez firmę leasingową nie odzwierciedla rzeczywistości, klient nie odliczy więc VAT. Podobnie jak firma leasingowa z faktury ze stacji.

 

Taki pogląd zaprezentował np. Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. I FSK 1177/11), podpierając się wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (sprawa nr C-185/01).

 

Muszą być dwie transakcje

– To kontrowersyjne stanowisko. Przedsiębiorcy muszą jednak zwrócić uwagę, aby odpowiednio sformułować umowę o korzystanie z karty paliwowej – tłumaczy Paweł Fałkowski. – Chodzi o to, aby wyraźnie z niej wynikało, że benzynę najpierw kupuje firma leasingowa, a dopiero później odsprzedaje ją klientowi. – Te problemy nie dotyczą kart wydawanych przez dystrybutorów paliwa. Nie ma wątpliwości, że wtedy mamy do czynienia z jedną transakcją: zakupem benzyny. A karta jest tylko formą płatności – dodaje ekspert.

 

Przypomnijmy, że przedsiębiorcy, którzy jeżdżą samochodami osobowymi tylko służbowo, mają prawo do 100 proc. odliczenia VAT od paliwa (i nie musieli z tym czekać do 1 lipca).

 

Muszą jednak dokumentować przebieg pojazdu w szczegółowej ewidencji. Powinny się w niej znaleźć m.in. opis trasy, cel wyjazdu, stan licznika, liczba przejechanych kilometrów. Powinni też składać w urzędzie skarbowym specjalną informację o sposobie wykorzystywania auta (VAT-26).

 

Tym przedsiębiorcom, którzy nie są w stanie zagwarantować, że samochód nie zostanie użyty do celów prywatnych (a takich jest zdecydowana większość), przysługuje natomiast od 1 lipca 50-proc. odpis.


Łukasz Jamróz

doradca podatkowy w kancelarii Jamróz i Pogorzelski

 

Przedsiębiorcy korzystający z kart paliwowych wydawanych w związku z leasingiem aut powinni się zainteresować, czy ustalone z leasingodawcą zasady ich używania pozwalają na odliczenie VAT od zakupów. Firma leasingowa nie może być tylko pośrednikiem w transakcji. Musi mieć wpływ na jej warunki, np. możliwość negocjowania ceny, uzgadniania rabatów czy ustalania, jakie towary można nabyć za pomocą karty. Istotnym elementem jest też prawo do reklamacji u leasingodawcy. Wszystko to wskazuje, że firma leasingowa najpierw nabywa paliwo, a potem odsprzedaje klientowi. Przy takim schemacie klient ma prawo do odliczenia VAT z faktury od leasingodawcy. Fiskus z reguły to potwierdza. Jeśli jednak okaże się, że wystawca karty nie ma w ogóle wpływu na warunki transakcji, skarbówka może zakwestionować odliczenie.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 30-07-2015

http://prawo.rp.pl/artykul/756571,1218964-Karty-paliwowe-a-odliczenie-VAT.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Spółki komandytowo-akcyjne, których akcjonariuszami są osoby fizyczne, mogły przyjąć jako swój rok obrotowy okres inny niż odpowiadający kalendarzowemu i przedłużyć status podmiotu transparentnego podatkowo do 1 listopada 2015 r.

 

Takie stanowisko potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z 20 maja 2015 r. (III SA/Wa 3004/14).

 

Spółka komandytowo-akcyjna zmieniła swój statut w ten sposób, że rokiem obrotowym spółki stał się okres od 1 listopada do 31 października kolejnego roku kalendarzowego, 
przy czym pierwszy rok obrotowy po zmianie rozpoczął się 1 grudnia 
2013 r. i będzie trwał do 31 października 2015 r. Komplementariuszem w spółce była osoba prawna, natomiast status akcjonariuszy miały osoby fizyczne.

 

Wątpliwości spółki wiązały się 
z ustaleniem, czy stanie się ona podatnikiem CIT począwszy od 1 listopada 2015 r., kiedy to zgodnie ze zmienionym statutem, w spółce rozpocznie się pierwszy po 31 grudnia 2013 r. rok obrotowy. W jej ocenie, zgodnie 
z przepisami nowelizacji wprowadzającej opodatkowanie spółek komandytowo-akcyjnych, stanie się ona podatnikiem dopiero od 1 listopada 2015 r.

 

Ze stanowiskiem spółki nie zgodziła się Izba Skarbowa w Warszawie. Wskazała, że gdy akcjonariuszem spółki komandytowo-akcyjnej w danym roku kalendarzowym jest osoba fizyczna, rok obrotowy spółki będzie zawsze pokrywał się z rokiem kalendarzowym.

 

Spółka wniosła skargę na wydaną interpretację. Podniosła w niej m.in., że żaden z obowiązujących przepisów nie nakazuje spółce komandytowo-akcyjnej ustalać roku obrotowego zgodnie z rokiem podatkowym jej wspólników. Co więcej, sama konstrukcja przepisów ustawy nowelizującej pozwala na stwierdzenie, że spółka komandytowo-akcyjna, której wspólnikami są osoby fizyczne, może mieć rok obrotowy odbiegający od roku kalendarzowego. Wskazuje na to fakt, że przewidziany 
w tych przepisach wyjątek od uzyskania przez spółkę komandytowo-akcyjną statusu podatnika od 1 stycznia 2014 r. odnosi się również do wspólników – podatników podatku dochodowego od osób fizycznych.

 

Stanowisko spółki zostało potwierdzone przez WSA w Warszawie. 
W ustnym uzasadnieniu wyroku sąd wskazał, że przedmiotem sporu 
w sprawie jest kwestia możliwości określenia przez spółkę komandytowo-akcyjną, której akcjonariuszami są osoby fizyczne, a komplementariuszem osoba prawna, roku obrotowego innego niż rok kalendarzowy. Konsekwencją powyższego jest ustalenie, czy taka spółka była zobligowana do zamknięcia ksiąg rachunkowych i czy nie uzyskała statusu podatnika CIT już od 1 stycznia 2014 r.

 

Sąd zgodził się ze stanowiskiem fiskusa, że w przypadku podatników PIT rokiem podatkowym jest rok kalendarzowy. Nie można jednak utożsamić podatkowo spółki komandytowo-akcyjnej oraz jej akcjonariusza będącego osobą fizyczną. Nie ma też żadnej podstawy prawnej do tego, aby rok podatkowy, o jakim mowa w przepisach ordynacji podatkowej, utożsamiać z rokiem obrotowym, o którym mowa w ustawie nowelizującej ustawę o CIT. Prawidłowa wykładnia przepisów ustawy nowelizującej powinna opierać się na jej literalnym brzmieniu. W tym zakresie literalne brzmienie przepisu nie przewiduje żadnych zastrzeżeń odnośnie do wpływu składu wspólników spółki komandytowo-akcyjnej na określenie jej roku obrotowego. W analizowanej przez sąd sprawie prowadziło to do wniosku, że spółka nie stała się podatnikiem CIT od 1 stycznia 2014 r., ale stanie się nim dopiero 1 listopada 2015 r.


Zdaniem autorki

Aleksandra Kasińska,

doradca podatkowy, radca prawny, starszy konsultant w firmie FL Tax

 

Sądy wypracowały jednolite stanowisko

Powołane rozstrzygnięcie jest korzystne dla podatników. Uznanie, że spółka osobowa, której wspólnikami są osoby fizyczne, może przyjąć za rok obrotowy wyłącznie okres odpowiadający rokowi kalendarzowemu nie znajduje potwierdzenia w obowiązujących przepisach. Jednocześnie treść ustawy nowelizującej wprost umożliwia ustalenie przez SKA roku obrotowego innego niż kalendarzowy, bez względu na status wspólników SKA. Warto również zwrócić uwagę, że ustalenie przez SKA roku obrotowego zgodnego z rokiem podatkowym wspólników nie jest możliwe, gdy rok podatkowy poszczególnych wspólników – osób prawnych, jest odmienny. Co więcej, SKA nie ma obowiązku posiadać wiedzy na temat roku podatkowego akcjonariuszy, Stanowisko zaprezentowane w omawianym wyroku jest aktualnie prezentowane jednolicie w orzecznictwie sądów administracyjnych (np. wyrok WSA w Warszawie z 17 kwietnia 2015 r., III SA/Wa 2229/14 oraz wyrok WSA we Wrocławiu z 16 kwietnia 2015 r., I SA/Wr 177/15).

Autor:
Aleksandra Kasińska

Fiskus uważa, że od zakupów na potrzeby centrali firmy nie można odliczyć podatku.

 

Trybunał Sprawiedliwości UE rozstrzygnie, czy oddział spółki zagranicznej ma prawo odpisać VAT naliczony. Pytanie w tej sprawie skierował Naczelny Sąd Administracyjny.

 

Spór z fiskusem zaczął się od kontroli w zarejestrowanym w Polsce oddziale słowackiej spółki. Wykonuje on wyłącznie czynności wewnątrzzakładowe – techniczne opracowanie elementów oprogramowania dla jednostki macierzystej. Są one wykorzystywane do wytworzenia oprogramowania antywirusowego sprzedawanego za granicą i tam rozliczanego dla celów VAT. Oddział ponosił wydatki m.in. na najem biura, zakup wyposażenia, oprogramowania, urządzeń technicznych i maszyn, usługi telekomunikacyjne, transportowe, księgowe, dostęp do internetu, leasing auta.

 

Skarbówka uznała, że nie przysługiwało mu odliczenie VAT. Zakupy związane są bowiem z czynnościami wykonywanymi na rzecz centrali. Zdaniem fiskusa VAT naliczony można odpisać tylko wtedy, gdy dojdzie do odpłatnej dostawy towarów lub świadczenia usług na terytorium Polski. Oddział natomiast wykazywał w Polsce tylko sporadycznie podatek należny z tytułu czynności niezwiązanych bezpośrednio z przedmiotem działalności.

 

Ze stanowiskiem skarbówki nie zgodził się Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. Podkreślił, że zgodnie z zasadami unijnymi podatnicy mają prawo do odliczania VAT naliczonego związanego z nabyciem towarów i usług w innych krajach członkowskich i odliczenie to realizowane jest w kraju, w którym doszło do takiego nabycia. W przeciwnym razie musieliby ponieść koszt podatku, co byłoby sprzeczne z zasadą neutralności.

 

WSA uznał też, że prawo krajowe interpretowane zgodnie z zasadami i celami Unii Europejskiej daje dostateczną podstawę do rozstrzygnięcia, i nie wystąpił z pytaniem prejudycjalnym do Trybunału (o co wnioskowano w skardze). Na taki krok zdecydował się natomiast NSA, do którego trafiła skarga kasacyjna fiskusa (sygn. I FSK 544/14).

 

– Oddziały zagranicznych firm od lat mają problemy z rozliczeniem podatku – przypomina Paweł Fałkowski, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax. – Fiskus kwestionuje bowiem prawo do odliczenia VAT z ponoszonych przez nie wydatków nawet wtedy, gdy wykazują też w Polsce sprzedaż opodatkowaną, np. wynajem telefonów albo samochodów pracownikom. Bezpodstawnie, bo nie powinno się sztucznie rozdzielać działalności centrali i oddziału. Miejmy nadzieję, że Trybunał Sprawiedliwości opowie się przeciwko ograniczaniu prawa do odliczenia – mówi ekspert.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 29-05-2015

http://prawo.rp.pl/artykul/2,1204879-Odliczenie-VAT-oddzialu-w-unijnym-TSUE.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Jeśli przedsiębiorcy dogadają się ze stacją benzynową, mogą ominąć zakaz odliczania podatku od zakupów.

 

Choć dopiero od 1 lipca można będzie odpisać 50 proc. VAT od paliwa do osobowego auta, doradcy podatkowi znaleźli sposób na przyspieszenie korzystnego rozliczenia.

 

– Załóżmy, że firma umówi się ze stacją benzynową na miesięczne rozliczenie zakupów benzyny, np. od 1 czerwca do 1 lipca, z zapłatą na koniec tego okresu – mówi Adam Bartosiewicz, radca prawny i doradca podatkowy, wspólnik w kancelarii EOL. – Obowiązek podatkowy powstanie u sprzedawcy 1 lipca, wtedy też kupujący nabywa prawo do odliczenia od zakupów z całego okresu rozliczeniowego, czyli również czerwcowych. Korzyści mogą być spore, bo np. paliwo za 100 zł kupowane z 50-proc. odliczeniem VAT będzie dla firmy o prawie 10 zł tańsze.

 

Rachunki dopiero na koniec

– Przepisy na to pozwalają – potwierdza Joanna Rudzka, doradca podatkowy, właścicielka kancelarii doradztwa podatkowego. – Od 1 stycznia 2014 r. uzależniają prawo do odliczenia od momentu powstania obowiązku podatkowego u sprzedawcy. Wynika z nich, że przy dostawach ciągłych tym momentem jest koniec okresu rozliczeniowego. W naszym przykładzie właściciel stacji benzynowej wystawi więc fakturę zbiorczą na wszystkie tankowania od 1 czerwca do 1 lipca, a nabywca odliczy z niej połowę VAT. Z umowy i okoliczności transakcji musi wynikać, że dostawy paliwa mają ciągły charakter – tłumaczy ekspertka.

 

Adam Bartosiewicz dodaje, że powinno to być akceptowalne dla sprzedawców benzyny. Mają bowiem dzięki temu stałego klienta, a późniejszą płatność można zabezpieczyć np. wekslem.

 

Pełne odliczenie dla aut wyłącznie firmowych

Co na to urzędy? – Nie można wykluczyć, że umowy na ciągłą sprzedaż paliwa wzbudzą ich podejrzenia. Choć są interpretacje potwierdzające, że takie rozliczenie jest możliwe – mówi Paweł Fałkowski, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax.

 

Przypomnijmy, że od 1 kwietnia 2014 r. 100 proc. odliczenie VAT od wydatków na samochód osobowy przysługuje tylko tym przedsiębiorcom, którzy wykorzystują go wyłącznie na potrzeby działalności gospodarczej (co potwierdzać musi szczegółowa ewidencja ich przebiegu). Fiskus od początku nie ukrywał, że o pełen odpis będzie bardzo trudno, a śmiałkowie muszą się liczyć z kontrolami. Tym, którzy nie chcieli ryzykować sporu ze skarbówką, pozostało 50-proc. odliczenie. Z jednym zastrzeżeniem: VAT od paliwa nie można odpisywać w ogóle, będzie to możliwe dopiero od 1 lipca 2015 r.


Wojciech Kotowski

doradca podatkowy z kancelarii Ożóg Tomczykowski

 

Przepisy mówią, że odliczenia VAT nie stosuje się do paliw nabywanych do samochodów osobowych do 30 czerwca 2015 r. Jeśli jednak przedsiębiorca umówi się ze stacją benzynową na rozliczenie miesięczne, datą nabycia jest moment zakończenia tego okresu (wtedy też uznaje się dostawę za wykonaną i powstaje obowiązek podatkowy u sprzedawcy). Jeśli będzie to już lipiec, kupujący skorzysta z 50-proc. odliczenia VAT od zakupu paliwa, także tego tankowanego wcześniej. W momencie wykonania dostawy nie będzie już bowiem obowiązywał zakaz odpisywania podatku. Oczywiście strony mogą dowolnie ustalić okres rozliczeniowy, nie musi to być równy miesiąc, równie dobrze kwartał albo dziesięć dni. Pamiętajmy jednak, że urzędy mogą próbować podważać taki schemat transakcji.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 27-05-2015

http://www4.rp.pl/article/20150527/PCD/305279774

 

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Konwersja wierzytelności na udziały w kapitale zakładowym spółki z o. o. każdorazowo będzie stanowiła wniesienie do niej wkładu niepieniężnego.

 

Takie stanowisko wyraził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 25 marca 2015 r. (II FSK 349/13). W sprawie tej NSA zajmował się konwersją dokonywaną na zasadach ogólnych, bez zastosowania przepisów prawa upadłościowego i naprawczego.

 

Czego dotyczyły wątpliwości...

Rozpatrywana sprawa dotyczyła spółki, która zamierzała przeprowadzić konwersję wierzytelności wobec spółki córki na udziały w tej spółce. Wystąpiła w związku z tym o interpretację indywidualną i zadała pytanie, w jaki sposób powinna ustalić koszty uzyskania przychodu w momencie zbycia objętych w ten sposób udziałów.

 

Spółka stała na stanowisku, że kosztem uzyskania przychodu będzie w takim przypadku równowartość wydatków poniesionych na objęcie udziałów (art. 16 ust. 1 pkt 8 ustawy o CIT). Ze stanowiskiem tym nie zgodził się organ podatkowy. Wyjaśnił, że w przypadku konwersji wierzytelności z tytułu umowy pożyczki na kapitał zakładowy mamy do czynienia
z zamianą wierzytelności na inne prawo majątkowe. W związku z tym nie można uznać takiej operacji za wkład pieniężny, bo za taki uważa się jedynie wpłatę pieniądza (gotówki) lub przelew bankowy.

 

Z tego powodu, w opinii organu podatkowego, konwersję wierzytelności na kapitał należało utożsamić z wniesieniem wkładu niepieniężnego (aportu). W konsekwencji za koszt uzyskania przychodów ze sprzedaży objętych w ten sposób udziałów należy uznać jedynie wartość nominalną udziałów objętych w zamian za aport. Spółka zaskarżyła to rozstrzygnięcie.

 

...i jak zostały rozstrzygnięte

WSA w Warszawie oddalił skargę spółki, argumentując, że ustawodawca wyraźnie rozgraniczył wkład pieniężny od niepieniężnego, decydując, że wkładem pieniężnym może być tylko gotówka wniesiona do kasy spółki lub wpłacona na jej konto. Przychylił się jednocześnie do stanowiska organu podatkowego, zgodnie z którym konwersja wierzytelności wobec spółki na udziały w jej kapitale oznacza wniesienie do tej spółki wkładu niepieniężnego w postaci wierzytelności, niezależnie od kwalifikacji takiej czynności 
w prawie cywilnym (jako potrącenia, nowacji, przelewu wierzytelności czy zwolnienia z długu). Sąd przytoczył również wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 28 lutego 2005 r. (FSK 1434/ 04) prezentujący analogiczne stanowisko.

 

Spółka zaskarżyła wyrok do Naczelnego Sądu Administracyjnego, jednak nie przychylił się on do jej argumentacji i oddalił skargę. W krótkim ustnym uzasadnieniu wyroku zgodził się z wykładnią ustaloną przez organ podatkowy oraz WSA w Warszawie, zgodnie z którą konwersja wierzytelności na kapitał zakładowy zawsze będzie wkładem niepieniężnym do spółki, ze wszystkimi tego konsekwencjami podatkowymi.

 


Zdaniem autorki

Aleksandra
Kasińska,

doradca podatkowy, starsza konsultantka w FL Tax

 

Zmiana stanowiska niekorzystna dla podatników

Kwalifikacja konwersji wierzytelności na kapitał zakładowy jako wkładu pieniężnego bądź niepieniężnego budzi spore wątpliwości w praktyce. Jeszcze do niedawna dominowało stanowisko, że konwersja wierzytelności na kapitał zakładowy polegająca w istocie na potrąceniu wzajemnych pieniężnych wierzytelności wspólnika i spółki stanowi wkład pieniężny. Pogląd ten został jednak zakwestionowany w wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 17 grudnia 2014 r. (II FSK 2758/12). Sąd rozpatrywał sprawę konwersji wierzytelności na kapitał, dokonywanej na podstawie przepisów prawa upadłościowego 
i naprawczego. Uzasadnienie wyroku zapadłego 25 marca br. będzie prawdopodobnie bazować na prezentowanej już wcześniej argumentacji, zakładającej, że wkład pieniężny to wyłącznie wpłata gotówkowa 
lub wpłata na konto bankowe (a nie potrącenie wzajemnych wierzytelności). Jednak wczorajszy wyrok odnosi się bezpośrednio do konwersji przeprowadzanej na ogólnych zasadach wynikających z prawa handlowego i cywilnego, czyli konwersji występującej w praktyce 
dużo częściej.

 

Stanowisko zaprezentowane w omawianym wyroku jest niekorzystne dla podatników. Po pierwsze, wniesienie wkładu niepieniężnego powoduje co do zasady powstanie przychodu po stronie wspólnika 
w wysokości wartości nominalnej udziałów (art. 12 ust. 1 pkt 7 ustawy 
o CIT). Po drugie, mogą się pojawić problemy z ustaleniem wysokości kosztów uzyskania przychodów związanych z objęciem udziałów 
– nie jest bowiem jasne, jak należy określić taki koszt w przypadku potrącenia wierzytelności traktowanego jako wkład niepieniężny 
(art. 15 ust. 1j ustawy o CIT). Po trzecie, kosztem uzyskania 
przychodów przy zbyciu udziałów objętych za taki wkład niepieniężny będzie wartość nominalna udziałów, a nie wartość wydatków 
poniesionych na ich nabycie (art. 15 ust. 1k pkt 1 ustawy o CIT).


Autorzy: Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy i straszy konsultant w FL Tax i Maciej Kokot, konsultant w FL Tax

 

Źródło: Rzeczpospolita, 30-03-2015

http://prawo.rp.pl/artykul/1189419.html

Autor:
A. Kasińska, M. Kokot

Wypłata wspólnikowi środków finansowych z tytułu likwidacji spółki osobowej nie skutkuje powstaniem po jego stronie przychodu. Nawet jeśli otrzymał kwotę, która przewyższa jego udział w zyskach.

 

Spółki osobowe (jawne, partnerskie i komandytowe) nie są podatnikami podatków dochodowych. Uzyskiwane przez nie dochody opodatkowane są na poziomie ich wspólników stosownie do zasad, które wynikają z odpowiednich ustaw podatkowych. Dochody z udziału w zysku wypracowanym przez te spółki w ramach ich działalności są opodatkowywane przez wspólników – osoby fizyczne – według zasad określonych 
w ustawie o PIT. Warto się jednak zastanowić, jak są opodatkowane przychody uzyskiwane przez wspólników w przypadku likwidacji takiej spółki.

 

Odpowiedź na wątpliwości

Zgodnie z art. 14 ust. 3 pkt 10 i pkt 12 lit. b ustawy o PIT do przychodów z działalności gospodarczej nie zalicza się:

 

- 
środków pieniężnych otrzymanych przez wspólnika spółki osobowej z tytułu jej likwidacji oraz

- 
przychodów z odpłatnego zbycia (np. sprzedaży) składników majątku tej spółki otrzymanych w związku z jej likwidacją, jeżeli od zbycia upłynęło sześć lat.

 

Regulacje te były odpowiedzią na wątpliwości interpretacyjne pojawiające się przed 2011 r. odnośnie do skutków podatkowych tej operacji. Kwestia opodatkowania zwrotu majątku wspólnikowi w przypadku likwidacji spółki była bowiem niejednolicie rozstrzygana przez sądy i organy podatkowe.

 

Wyłączenie podwójnego obciążenia

Takie brzmienie przepisów podyktowane było uznaniem, że dochody osiągane przez spółkę osobową są opodatkowane podczas prowadzenia przez nią działalności gospodarczej na poziomie wspólników. Przysporzenie uzyskiwane przez wspólnika przy likwidacji spółki było już raz opodatkowane i sam fakt przekazania go wspólnikowi przy likwidacji nie generuje nowego przychodu, który powinien być opodatkowany. Zwyżka wartości majątku przypadającego wspólnikowi przy likwidacji nad wartością majątku wniesionego do spółki będzie wynikać z reinwestycji wypracowanych przez spółkę zysków. Nałożenie podatku na środki wypłacane przy likwidacji oznaczałoby zatem ponowne opodatkowanie dochodu, który został już raz opodatkowany.

 

Zgodnie z postanowieniami umowy

Uzasadnione wątpliwości może jednak budzić sytuacja, 
w której udział wspólnika w majątku likwidacyjnym przewyższa jego udział w zysku spółki. Taka możliwość została wprost przewidziana w przepisach prawa handlowego. Zgodnie z 82 
§ 2 kodeksu spółek handlowych majątek spółki pozostały po spłacie lub zabezpieczeniu wierzycieli spółki dzieli się między wspólników stosownie do postanowień umowy spółki, a dopiero w przypadku nieuregulowania tej kwestii w umowie przyjmuje się proporcję zgodną z udziałem w zyskach. Przepis ten, chociaż dotyczy bezpośrednio spółki jawnej, znajduje zastosowanie również do pozostałych spółek osobowych. W takim przypadku dochody uzyskiwane przez spółkę były co prawda opodatkowane przez wspólników, jednak w innej proporcji niż ta, która wynika z podziału zysku. Czy w takim przypadku podwyższona wartość majątku przekazanego wspólnikowi również powinna zostać uznana za opodatkowaną w toku działalności spółki?

 

Organy przychylne biznesowi

Organy podatkowe stoją na stanowisku, że wydanie wspólnikowi spółki osobowej w ramach jej likwidacji majątku 
w proporcji większej niż udział w zyskach przypadający na tego wspólnika nie powoduje powstania dla niego przychodu. Przykładowo, w interpretacji z 2 października 2014 r. (IPPB1/415-895/14-2/EC) Izba Skarbowa w Warszawie potwierdziła, że wypłata wspólnikowi pieniędzy z tytułu likwidacji spółki osobowej nie będzie skutkować powstaniem po stronie wspólnika przychodu – nawet jeśli jego udział w majątku likwidacyjnym spółki jest wyższy niż jego udział w zyskach. Organ podatkowy zgodził się, że przepisy ustawy o PIT wyłączają z opodatkowania środki pieniężne otrzymane przez wspólnika spółki komandytowej z tytułu likwidacji takiej spółki bez względu na ich wartość. Dodał również, że umowne zróżnicowanie udziału wspólników w majątku likwidacyjnym spółki jest dopuszczalne na gruncie kodeksu spółek handlowych. W związku z tym należy przyjąć, że powiększona wartość środków pieniężnych otrzymanych przez wspólnika w wyniku likwidacji spółki osobowej będzie w całości podlegać regulacji art. 14 ust. 3 
pkt 10 ustawy o PIT.

 

Podobną sytuację rozpatrywała Izba Skarbowa w Poznaniu, która w piśmie z 4 listopada 2013 r. (ILPB1/415-949/13-5/AG) uznała, że przy interpretacji art. 14 ust. 3 pkt 10 ustawy o PIT powinna zostać uwzględniona wykładnia celowościowa, a celem ustawodawcy było uniknięcie podwójnego opodatkowania środków pieniężnych otrzymywanych przez wspólnika spółki osobowej w związku z jej likwidacją, będących skutkiem operacji gospodarczych wykonywanych w ramach pozarolniczej działalności gospodarczej. Na tej podstawie organ przychylił się do stanowiska wnioskodawcy uważającego, że w takiej sytuacji nie powstanie po stronie wspólnika przychód do opodatkowania.

 

WNIOSEK

Stanowiska organów podatkowych często ulegają zmianie. Także w tym przypadku trudno jest mówić o utrwalonej linii interpretacyjnej fiskusa. Dlatego wspólnicy, którzy mogą uzyskać udział w majątku likwidacyjnym inny niż udział w zysku, powinni rozważyć uzyskanie interpretacji indywidualnej w zakresie skutków podatkowych likwidacji spółki osobowej dla wspólników.


Autorzy: Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy i straszy konsultant w FL Tax

oraz Maciej Kokot, konsultant w FL Tax

 

Źródło: Rzeczpospolita, 09-03-2015

http://prawo.rp.pl/artykul/1184281.html

Autor:
A. Kasińska, M. Kokot

Organy coraz częściej odmawiają wydawania interpretacji, gdy podatnicy przedstawiają we wniosku wiele ewentualnych, wzajemnie się wykluczających wariantów zdarzenia przyszłego. Prawidłowość takiego stanowiska potwierdził niedawno WSA w Bydgoszczy.

 

Interpretacje indywidualne wydawane w imieniu ministra finansów pozwalają podatnikom na bezpieczne rozliczenia podatkowe. Informują ich o stanowisku organów podatkowych odnośnie do wykładni określonych przepisów, a także gwarantują brak negatywnych konsekwencji w przypadku zastosowania się do wydanej interpretacji. Z tych względów interpretacje indywidualne cieszą się niesłabnącą popularnością wśród podatników.

 

Jednak w pewnych sytuacjach organy odmawiają udzielenia interpretacji. W ostatnich latach wykształciła się kontrowersyjna praktyka odmawiania wydawania interpretacji w sytuacji, gdy podatnicy przedstawiają wiele ewentualnych, wzajemnie się wykluczających wariantów i opcji zdarzenia przyszłego, opisanego we wniosku o wydanie interpretacji. Zdaniem organów podatkowych takie przedstawienie zdarzenia przyszłego służy otrzymaniu porady z zakresu obowiązków podatkowych, służącej optymalizacji podatkowej, a to sprzeciwia się celom instytucji indywidualnych interpretacji.

 

Co gorsza, postanowienia o odmowie udzielenia interpretacji z tych względów są zazwyczaj utrzymywane w mocy przez Naczelny Sąd Administracyjny. W ostatnich latach wykształciła się jednolita linia orzecznicza tego sądu, która wskazuje, że interpretacje indywidualne nie służą do oceny potencjalnych działań podatników pod kątem zoptymalizowania obciążeń podatkowych wynikających z tych działań, a organy nie są uprawnione do merytorycznego rozpoznania wniosków z wielowariantowym, alternatywnym zdarzeniem przyszłym i formułowanymi na jego tle kilkunastoma pytaniami (tak np. NSA w wyroku z 25 lipca 2013 r., I FSK 1116/12, w wyroku z 6 lutego 2014 r., II FSK 201/13 i w wyroku 
z 10 września 2014 r., II FSK 23/14).

 

W praktyce naturalną odpowiedzią podatników na takie zastrzeżenia może być rozdzielanie alternatywnych zdarzeń przyszłych na kilka osobnych wniosków o interpretację. Jednak takie działania również mogą okazać się nieskuteczne. Przykładowo WSA w Bydgoszczy w uzasadnieniu wyroku z 20 sierpnia 2014 r. (I SA/Bd 744/14) powołał się na łączną liczbę alternatywnych zdarzeń przyszłych i pytań przedstawionych
w różnych wnioskach o interpretację przez tego samego podatnika, przedstawiając to jako argument przemawiający za odmową udzielenia interpretacji w konkretnej sprawie.

 

Wyrok ten jest istotny także z tego względu, że uchylił interpretację indywidualną zawierającą merytoryczne rozstrzygnięcie, nakazując organowi odmowę wydania interpretacji. Tym samym podatnicy mogą ryzykować odmowę udzielenia interpretacji w sytuacji, gdy skarżą do sądów administracyjnych niekorzystne dla siebie interpretacje indywidualne. Ryzyko to jest istotne zwłaszcza wtedy, gdy w zakresie jednego zdarzenia przyszłego podatnicy przedstawiają kilka pytań dotyczących rozliczeń podatkowych, uzyskując pozytywną odpowiedź na tylko niektóre z nich. Kwestionowanie przed sądem administracyjnym negatywnego stanowiska organu podatkowego w zakresie pozostałych pytań może skończyć się uchyleniem przez sąd całej interpretacji i nakazaniem odmowy jej udzielenia, także w zakresie pytań rozstrzygniętych na korzyść podatnika.


Zdaniem autora

Wojciech Węgrzyn, konsultant w FL Tax, aplikant adwokacki

 

Wiele zależy od właściwego zredagowania pisma

Z punktu widzenia podatników coraz bardziej istotne staje się właściwe redagowanie wniosków interpretację oraz zastosowana taktyka. Umiejętne przedstawienie zdarzenia przyszłego oraz odnoszących się do niego pytań może pozwolić na zaskarżenie do sądu administracyjnego tylko negatywnej części wydanej interpretacji. Zgodnie bowiem z uzasadnieniem do uchwały siedmiu sędziów NSA z 7 lipca 2014 r. (II FPS 1/14) podatnik dysponuje możliwością zaskarżenia do sądu stanowiska organu odnośnie do każdego zdarzenia przyszłego z osobna, nawet jeżeli zostały one objęte jedną interpretacją indywidualną. W konsekwencji można uniknąć ryzyka nakazania odmowy wydania interpretacji przez sąd w stosunku do niezaskarżonej do sądu pozytywnej dla podatnika części interpretacji. Oczywiście prawidłowo sporządzony wniosek powinien także pozwolić na uniknięcie niebezpieczeństwa odmowy udzielenia interpretacji przez organ lub nakazania takiej odmowy przez sąd. Pomoc fachowego doradcy przy sporządzaniu wniosków o interpretację wydaje się więc nieoceniona.


Źródło: Rzeczpospolita, 23-02-2015

http://prawo.rp.pl/artykul/1180939.html?

Autor:
Wojciech Węgrzyn

Tylko 65 tysięcy firm zdecydowało się na pełen odpis VAT od aut. Teraz są wzywani do urzędów.

 

Fiskus od początku zniechęcał do pełnego odpisu podatku od służbowych samochodów. Większość firm wystraszyła się jego pogróżek. Z informacji Ministerstwa Finansów przesłanych „Rzeczpospolitej" wynika, że w zeszłym roku zaryzykowało około 65 tys. przedsiębiorców. Śmiałkowie są już sprawdzani.

 

– Wielu moich klientów, którzy zadeklarowali, że będą odliczać 100 proc. VAT od samochodów, dostało wezwania do przedstawienia ewidencji przejazdów – mówi Beata Hudziak, doradca podatkowy, partner zarządzający w kancelarii 8Tax. – Teraz czekają na następny ruch urzędników.

 

Odliczenie tylko 
w połowie

Przypomnijmy, że od 
1 kwietnia 2014 r. przy zakupie samochodu osobowego można odliczyć 50 proc. VAT. Podobnie jest z wydatkami na benzynę i kosztami eksploatacji (przy czym prawo do odliczenia 50 proc. wydatków na paliwo ma obowiązywać dopiero od 1 lipca 2015 r.). Cały podatek naliczony (zarówno przy zakupie auta, jak i od kosztów eksploatacji) wolno odliczyć tylko od samochodów wykorzystywanych wyłącznie na potrzeby działalności gospodarczej.

 

Fiskus od początku nie ukrywał – o pełen odpis będzie bardzo ciężko, a ci, którzy się odważą, muszą się liczyć z kontrolami. Na wielu firmach te zapowiedzi zrobiły wrażenie.

 

– Żaden z moich 200 klientów nie zdecydował się na złożenie informacji VAT-26 i pełen odpis podatku – mówi Janusz Menkina, właściciel biura rachunkowego. – Nawet ci, którzy wykorzystują auto wyłącznie na potrzeby działalności, obawiają się sporu z fiskusem.

 

Ewidencja postrachem księgowych

Ekspert dodaje, że przedsiębiorców odstrasza przede wszystkim obowiązek prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu. Z przepisów wynika, że powinny się w niej znaleźć m.in. opis trasy, cel wyjazdu, stan licznika, liczba przejechanych kilometrów. Fiskus uważa, że te dane powinny być bardzo szczegółowe. To, że w opisie wyjazdów muszą się znaleźć konkretne miejsca i adresy, potwierdził Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie (sygn. I SA/Rz 1073/14). Jego zdaniem tylko wtedy da się porównać trasy z liczbą przejechanych kilometrów.

 

– Wśród przedsiębiorców krążą pogłoski, że urzędnicy jeżdżą po parkingach i robią zdjęcia samochodom z firmowymi oznaczeniami – mówi Beata Hudziak. – Trudno się dziwić, że księgowi odpowiedzialni za finanse firm nie chcą ryzykować kar za nieprawidłowe rozliczenie. Nie są przecież w stanie upilnować wszystkich pracowników dysponujących służbowymi samochodami.

 

Jakie mogą być konsekwencje wykrycia błędu w rozliczeniu? W broszurze objaśniającej nowe przepisy Ministerstwo Finansów sugerowało, że jeden przejazd prywatny wyklucza 100-proc. odliczenie VAT za cały okres używania auta. Może z tego wyjść spora zaległość podatkowa (plus możliwość nałożenia grzywny z kodeksu karnego skarbowego).

 

Restrykcyjne interpretacje

Zdaniem skarbówki do zakwestionowania pełnego odliczenia wystarczy nawet to, że istnieje „potencjalna możliwość" użycia auta do celów osobistych. Spójrzmy przykładowo na interpretację Izby Skarbowej w Warszawie.

 

Wystąpiła o nią spółka, która ma około 500 samochodów. Zważywszy na to, że każdy z nich może być użytkowany przez kilka osób, istnieje ryzyko, że w zapisach pojawią się błędy, np. brak właściwego opisu trasy czy nieprawidłowa liczba przejechanych kilometrów. Spółka zapewnia, że jest w stanie wykryć je po pewnym czasie (np. podczas wewnętrznej kontroli prawidłowości prowadzenia ewidencji). Zdaniem stołecznej Izby Skarbowej nie oznacza to, że wyeliminowała skutecznie możliwość wykorzystania pojazdów również do celów niezwiązanych z działalnością gospodarczą (interpretacja nr IPPP3/443-618/14-2/ISZ).

 

Na łaskawość fiskusa nie mogą także liczyć małe firmy. Niekorzystna dla nich jest przykładowo interpretacja Izby Skarbowej w Łodzi (nr IPTPP4/443-304/14-4/UNR) dotycząca serwisanta sprzętu informatycznego. Prowadzi  on ewidencję, w której wpisuje dojazdy do siedziby firmy i klientów. Zdaniem skarbówki jednak, ponieważ parkuje samochód w miejscu zamieszkania, nie można stwierdzić, że jest on wykorzystywany wyłącznie do działalności.

 

– Nie mam wątpliwości, że celem fiskusa jest ograniczenie liczby firm, które odliczają cały VAT od wydatków na auta – mówi Janusz Menkina. – Z danych ministerstwa wynika, że udało się to osiągnąć.

 

W sukurs przedsiębiorcom przychodzi wyrok WSA w Krakowie. Uznał on, że firmie przysługuje pełne odliczenie, chociaż pracownik teoretycznie może zboczyć ze służbowej trasy.


Paweł 
Fałkowski, doradca podatkowy w FL Tax

 

Przepisy ograniczające odliczenie VAT od aut mocno skomplikowały firmowe rozliczenia. Na przedsiębiorców, którzy wykorzystują samochody tylko do celów działalności gospodarczej i powinni mieć prawo do pełnego odpisu, ustawodawca nałożył uciążliwe i kosztowne obowiązki. Opisywanie każdego wyjazdu w ewidencji przebiegu, weryfikowanie jej (często za pomocą drogich systemów GPS), sprawdzanie rozliczeń przez księgowych, składanie informacji 
w urzędzie – to wszystko zajmuje dużo czasu i energii.

 

Dlatego nie dziwi mnie, że wielu przedsiębiorców wolało machnąć ręką na pełne odliczenie i nie bawić się w dodatkową biurokrację. Choć stracili finansowo na tej decyzji, uznali, że ryzyko sporu 
z fiskusem jest zbyt duże.

 

Trudno wykluczyć skok w bok

Dopóki mamy do czynienia z człowiekiem, zawsze istnieje potencjalne zagrożenie, że pojazd może zostać wykorzystany 
do celów innych niż związane z działalnością spółki. Okoliczności tej nie da się całkowicie wyeliminować, powinno się jedynie wprowadzić takie zasady używania samochodów, które dadzą maksymalną gwarancję używania ich wyłącznie w firmie. Wydaje się, że sporządzenie stosownego regulaminu obwarowanego sankcjami 
za nieprzestrzeganie zapisów w nim zawartych, zapoznanie z nim użytkowników pojazdów, kontrola okresowa oraz kontrola w czasie rzeczywistym stanowią wystarczające i obiektywne środki dla zabezpieczenia wykorzystania pojazdów do celów działalności gospodarczej. Natomiast stanowisko skarbówki powoduje, że prawo do pełnego odliczenia nigdy nie mogłoby zostać zastosowane.

 

Wyrok WSA w Krakowie z 20 stycznia 2015 r. (sygn. I SA/Kr1834/14)


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 16-02-2015

http://prawo.rp.pl/artykul/1179262-Przedsiebiorcy-wystraszyli-sie-skarbowki.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Spółka komandytowo-akcyjna spełnia warunki zwolnienia z PCC określone w unijnej dyrektywie.

 

Rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej wypowiedział się w czwartek w sprawie nakładania podatku od czynności cywilnoprawnych na czynności restrukturyzacyjne w spółkach osobowych. Spór ze skarbówką toczy drukarnia Multipress (sygn. C-357/13). Opinia rzecznika jest dla niej korzystna.

 

– Na rozstrzygnięcie Trybunału czeka wiele spółek komandytowo-akcyjnych, które były zmuszone płacić podatek od przekształceń i aportów – mówi Konrad Turzyński, doradca podatkowy z kancelarii KNDP, pełnomocnik podatnika w tej sprawie. – W razie korzystnego orzeczenia, a na takie się zanosi, bo Trybunał z reguły zgadza się z rzecznikiem, będą go mogły odzyskać. Chodzi o dziesiątki, a nawet setki milionów złotych.

 

Z polskich przepisów wynika, że PCC trzeba płacić m.in. w razie wnoszenia wkładu do spółki osobowej, podwyższania kapitału zakładowego z wkładów w spółce kapitałowej, niektórych przekształceń lub łączenia spółek. Z opodatkowania wyłączone są m.in. aporty do spółki kapitałowej, ale za taką ustawa o PCC uważa spółkę z o.o., akcyjną i europejską. W związku z tym fiskus twierdzi, że zwolnienia nie można stosować do spółki komandytowo-akcyjnej.

 

– Rygorystyczne podejście skarbówki powodowało, że notariusze, którzy jako płatnicy PCC odpowiadają za jego rozliczenie, pobierali podatek podczas sporządzania umów. Wynosi on 0,5 proc. wartości wnoszonego wkładu – mówi Paweł Fałkowski, doradca podatkowy z kancelarii FL Tax. – Z wyroków polskich sądów wynika jednak, że spółka komandytowo-akcyjna spełnia przesłanki wynikające z unijnych dyrektyw. Polska jest więc zobowiązana do uznania jej za spółkę kapitałową. Powinna też stosować przewidziane tam zwolnienie z PCC – dodaje ekspert.

 

Podobne wnioski można wyciągnąć z opinii rzecznika generalnego. Jego zdaniem spółkę komandytowo-akcyjną należy uznać za spółkę kapitałową, mimo że tylko część kapitału i wspólników spełnia wymogi przewidziane dyrektywą.

 

– Rzecznik sugeruje więc, że PCC był pobierany nienależnie. Trudno sobie wyobrazić, że Trybunał będzie miał inne zdanie – konkluduje Paweł Fałkowski.

 

– Część podatników poskładała już wnioski o stwierdzenie nadpłaty po korzystnych wyrokach polskich sądów – mówi Konrad Turzyński. – Pozostali będą mogli je złożyć w ciągu 30 dni od ogłoszenia pisemnego uzasadnienia wyroku TS UE (oczywiście jeśli będzie po ich myśli).

 

Przekształcenia w spółki komandytowo-akcyjne były szczególnie popularne pod koniec zeszłego roku. Prowadzenie w nich biznesu dawało duże możliwości zaoszczędzenia na podatku dochodowym. 1 stycznia 2014 r. zmieniły się jednak przepisy (szerzej pisaliśmy o tym 18 grudnia).


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 19-12-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/758336,1166150-PCC--Spolki-chca-odzyskac-podatek-od-przeksztalcen.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Wiele tegorocznych wyroków mocno zaskoczyło podatników.

Kłopoty z fiskusem mają często te firmy, które restrukturyzują swoją działalność. I zdarza się, że sądy niespodziewanie stają po stronie skarbówki.

 

Przykładem jest wyrok NSA z 4 listopada 2014 r. (sygn. II FSK 3078/12). Dotyczy aportu przedsiębiorstwa, którego częścią było zobowiązanie z tytułu kredytu. Został on zaciągnięty przez podmiot wnoszący aport, spłacany zaś przez nabywcę przedsiębiorstwa.

 

Zdaniem NSA odsetki płacone przez tego drugiego nie mogą być jego podatkowym kosztem. Budzi to duże wątpliwości. Środki z kredytu zaciągniętego przez wnoszącego aport z zasady zwiększają majątek przedsiębiorstwa otrzymanego przez nabywcę i służą prowadzonej przez niego działalności. Spłata odsetek jest więc uzasadniona ekonomicznie i powinna być dla niego kosztem.

 

Drugi przykład to wyrok NSA z 25 czerwca 2014 r. (sygn. II FSK 1799/12) mówiący o wkładzie pieniężnym do spółki akcyjnej. Ponieważ wnoszący posiadał wobec spółki wierzytelność, ustalono, że zobowiązanie do zapłaty wkładu zostanie z niej potrącone. Rozwiązanie to często jest stosowane podczas restrukturyzacji i wydawało się bezpieczne, ponieważ wkład pieniężny jest neutralny na gruncie CIT. NSA uznał jednak, że podatnik nie wniósł środków pieniężnych, lecz wierzytelność. W konsekwencji powstał po jego stronie przychód w wysokości wartości objętych akcji.


Źródło: Rzeczpospolita, 12-12-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/1164288.html

Autor:
A. Kasińska, T. Dolny

Osoby, którym wymierzono 75-proc. podatek od nieujawnionych przychodów, ciągle nie wiedzą, jak się skończą ich spory z fiskusem.

 

Trybunał Konstytucyjny uznał (wyrok z 29 lipca 2014 r., sygn. P 49/13), że przepisy, na podstawie których skarbówka wydawała od początku 2007 r. decyzje wymierzające 75-proc. PIT, są wadliwe. Na to orzeczenie wielu czekało z utęsknieniem. Niestety, końca sporów nie widać.

 

Zdaniem Trybunału przepisy o sankcyjnym podatku są zbyt ogólne i niejednoznaczne, by pozostawać w zgodzie z konstytucyjną zasadą poprawnej legislacji (chociaż sama 75-proc. stawka PIT jest zgodna z ustawą zasadniczą). Jednocześnie jednak Trybunał określił datę utraty mocy wadliwych przepisów dopiero na 18 miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku. W konsekwencji, mimo że regulacje te były niezgodne z ustawą zasadniczą od początku ich obowiązywania, pozostaną w obrocie prawnym maksymalnie do 6 lutego 2016 r.

 

W uzasadnieniu wyroku czytamy, że zastosowanie 18-miesięcznego okresu obowiązywania przepisów podyktowane jest chęcią realizacji zasad sprawiedliwości, powszechności i równości opodatkowania.

 

Powstaje jednak pytanie, czy jest to wystarczający powód do zachowania obowiązującej mocy niekonstytucyjnych przepisów, które dotyczą tak istotnego zagadnienia, jakim jest opodatkowanie dochodów 75-proc. stawką.

 

Dodatkowo takie podejście Trybunału spowodowało istotne wątpliwości co do stosowania niekonstytucyjnych przepisów przez sądy administracyjne. Niektóre z nich stwierdziły, że przepisy powinny być stosowane przez 18 miesięcy. Inne uznały, że skoro regulacje są niezgodne z konstytucją, sądy nie powinny brać ich pod uwagę podczas orzekania już od daty publikacji wyroku TK.

 

Z perspektywy podatników najważniejszym skutkiem wyroku jest możliwość wznowienia postępowań w sprawach opodatkowania dochodów ze źródeł nieujawnionych za okres obowiązywania wadliwych przepisów. Wnioski o wznowienie postępowania mogą być składane w ściśle określonych przedziałach czasowych (miesiąc lub trzy miesiące od dnia wejścia w życie wyroku TK).

 

I tutaj ważna uwaga – Trybunał w uzasadnieniu wyroku wskazał, że termin ten należy liczyć od momentu ustania obowiązywania wadliwych przepisów, jeżeli nie zostaną one wcześniej zmienione. Należy zatem pilnie śledzić ewentualne zmiany, tym bardziej że nowelizacja jest już przygotowywana przez Ministerstwo Finansów.

 

Roszczenia podatników związane z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego o braku zgodności z konstytucją tych przepisów mogą sięgnąć nawet 1 mld zł.


Źródło: Rzeczpospolita, 12-12-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/756571,1164343-Przepisy-o-75-proc--podatku-sa-niekonstytucyjne--ale-dalej-maja-obowiazywac.html

Autor:
Marek Karasiewicz

Firma, która dostaje karę od kontrahenta rozwiązującego przedwcześnie umowę najmu, musi odprowadzić od niej podatek.

 

Naczelny Sąd Administracyjny (wyrok z 10 czerwca 2014 r., sygn. I FSK 981/13) orzekł, że kwota uiszczona przez najemcę z tytułu przedwczesnego rozwiązania umowy najmu nie jest odszkodowaniem. Stanowi formę wynagrodzenia za możliwość odstąpienia od umowy. Tym samym podlega opodatkowaniu VAT.

 

Stanowisko NSA budzi wątpliwości zarówno na gruncie przepisów krajowych, jak i całego europejskiego systemu VAT. Wystąpienie odpłatnej usługi opodatkowanej VAT wymaga bowiem istnienia bezpośredniego związku między wykonywanym świadczeniem a wynagrodzeniem.

 

Tymczasem jeżeli strony umawiają się na zapłatę przez najemcę określonej kwoty jako rekompensaty za przedwczesne rozwiązanie umowy najmu, to kwota taka z reguły ma charakter odszkodowawczy. Wynajmujący dąży przecież do zminimalizowania strat związanych z wcześniejszym zakończeniem umowy.

 

Pogląd, że umieszczenie w umowie kary za jej niewykonanie lub wcześniejsze rozwiązanie jest równoznaczne ze zgodą stron na takie okoliczności, wydaje się pozbawiony uzasadnienia prawnego oraz ekonomicznego. Zatem identyfikowanie jakiegokolwiek świadczenia usługi, które miałoby istnieć między stronami, nawet w formie tolerowania czy godzenia się na taką sytuację, jest – moim zdaniem – nieuprawnione.

 

Najważniejsze jest jednak to, że tezy omawianego wyroku mogą być brzemienne w skutki dla wielu podatników. W związku z tym warto przeanalizować wszystkie zawierane umowy, a także porozumienia, w których umawiamy się, że w określonych okolicznościach zostanie wypłacone odszkodowanie bądź kara.  Rozstrzygnięcie NSA może bowiem zmienić praktykę rozliczania wypłat o charakterze odszkodowawczym również w wypadku innych umów niż najem.


Źródło: Rzeczpospolita, 12-12-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/1164290.html

Autor:
Kamil Lewandowski

Rozmowa z Pawłem Fałkowskim, doradcą podatkowym, partnerem w FL Tax

 

Rz: Do sądu po sprawiedliwość – czy to powiedzenie pasuje do podatków?

Paweł Fałkowski: Tak, czasami podatnikom nie pozostaje bowiem nic innego, niż właśnie iść do sądu. Skarżyć decyzje fiskusa powinien każdy, kto czuje się pokrzywdzony działaniami urzędów skarbowych i jest przekonany, że rozlicza się zgodnie z przepisami. W sądzie ma szanse na obiektywne rozstrzygnięcie. Choć i sędziom zdarzają się wpadki. Stąd wziął się pomysł na ranking – chcemy pokazać najbardziej kontrowersyjne tegoroczne orzeczenia. Na lidera wybraliśmy wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie PIT od nieujawnionych źródeł przychodów – ze względu na jego wagę i znaczenie.

 

Podatnicy coraz częściej mówią, że sądy kierują się interesem fiskalnym państwa. Czy to prawda?

Faktycznie, w ostatnich latach można zauważyć w orzecznictwie taką tendencję. Pokazują to chociażby sprawy rozliczeń spółek komandytowo-akcyjnych. W legalny sposób unikały one podatku, a teraz sądy, żeby naprawić tę „niesprawiedliwość", nakazują płacić daninę podczas ich likwidacji.

 

Jakie są przyczyny takiego zaostrzenia kursu?

Głównie chyba kryzys
i kłopoty budżetu państwa. Poza tym sądy zostały zalane sporami o interpretacje 
i wiele spraw siłą rzeczy jest rozpatrywanych powierzchownie. Mam też wrażenie, że sędziowie stali się ostrożniejsi i bardziej podejrzliwi. W wielu sprawach zresztą słusznie, bo tam, gdzie mamy do czynienia z oszustwami podatkowymi, należy je zwalczać. Ale przy tej okazji warto zaapelować o bardziej wyważone podejście w orzecznictwie.

 

Podsumowując, jaki był ten rok dla sądownictwa podatkowego?

Nie najgorszy. Wprawdzie nie było kłopotów z zebraniem kontrowersyjnych wyroków do rankingu, ale trzeba też przyznać, że sądy stawały wiele razy w obronie podatników i piętnowały nadużycia fiskusa. A zadanie mają niełatwe, bo przepisy podatkowe to ciągle dżungla, w której trudno znaleźć drogę nawet specjalistom.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 12-12-2014

http://archiwum.rp.pl/artykul/1263029-Przepisy-to-ciagle-dzungla-w-ktorej-trudno-znalezc-droge.html#.VI_80SuG-WU

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Akcjonariusz spółki komandytowo-akcyjnej musi zapłacić daninę podczas jej likwidacji, choć obowiązek ten nie wynika z przepisów.

 

Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu (wyrok z 6 marca 2014 r., sygn. I SA/Wr 2376/13) orzekł, że majątek otrzymany przez akcjonariusza spółki komandytowo-akcyjnej (SKA) w związku z jej likwidacją  jest opodatkowany. Rozstrzygnięcie to stanowi próbę załatania luki istniejącej do końca 2013 r.

 

Przepisy wskazują jednoznacznie, że otrzymanie majątku wskutek likwidacji spółki osobowej nie powoduje powstania przychodu u wspólnika. Dochody spółki osobowej są bowiem co do zasady rozliczane na poziomie wspólników (osób fizycznych lub prawnych) na bieżąco.

 

Problem się pojawił, gdy w dwóch uchwałach NSA orzekł, że akcjonariusz spółki komandytowo-akcyjnej osiąga przychód nie na bieżąco, lecz dopiero w momencie uzyskania dywidendy. Chodzi o to, że jeśli akcjonariusz otrzyma majątek SKA nie w formie dywidendy, lecz w wyniku likwidacji, dochód ten nigdy nie będzie opodatkowany. Skarbówka kwestionuje takie podejście, a stanowisko sądów jest dotychczas niejednolite.

 

Wyrok WSA we Wrocławiu to przykład niekorzystnego dla podatników poglądu. Kontrowersyjnego, bo zastosowanie przez sąd wykładni systemowej i celowościowej, która prowadzi do rezultatu sprzecznego z niebudzącą wątpliwości treścią przepisu, jest niedopuszczalne, zwłaszcza na gruncie prawa podatkowego.

 

W uzasadnieniu wyroku sąd powołał się na konstytucyjne zasady powszechności opodatkowania oraz równości. Wydaje się jednak, że zapomniano o innych, równie ważnych regułach konstytucyjnych – że obowiązki podatkowe powinny być jasno określone w ustawach, a rolą sądów nie jest tworzenie przepisów i naprawianie błędów ustawodawcy, lecz stosowanie przepisów w brzmieniu, w jakim zostały zapisane.


Źródło: Rzeczpospolita, 12-12-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/757647,1164292-Majatek-otrzymany-przez-akcjonariusza-spolki-komandytowo-akcyjnej-w-zwiazku-z-jej-likwidacja--jest-opodatkowany.html

Autor:
Paweł Fałkowski

Beneficjenci unijnych dotacji masowo występują o interpretacje. 
Chcą potwierdzić, że nie mają prawa do odzyskania podatku od inwestycji.

 

Gmina ociepla szkołę, parafia remontuje kolumnę w kościele, stowarzyszenie organizuje festyn ekologiczny, a fundacja buduje świetlicę dla dzieci. Co je łączy? Chcą zakazu odliczenia VAT od inwestycji.

 

– W bazie Ministerstwa Finansów jest ostatnio mnóstwo interpretacji, z których wynika, że wnioskodawcom bardzo zależy na potwierdzeniu braku prawa do odliczenia podatku przy inwestycjach finansowanych z unijnych środków – mówi Tobiasz Dolny, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax. – Jeśli fiskus się z tym zgodzi, rosną szanse na zaliczenie VAT do kosztów kwalifikowalnych i jego refundację.

 

Interpretacja pomaga

– Interpretacja indywidualna nie jest   niezbędna  do uznania VAT za koszt kwalifikowalny – wyjaśnia Edyta Al-Tawil z Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych. – Oceniamy to sami, w szczególności podczas prowadzonych u beneficjentów kontroli. Niemniej indywidualna interpretacja odgrywa ważną rolę w razie sporów.

 

– Instytucje przyznające środki unijne często się dziwią, że beneficjent nie ma prawa do odliczenia VAT, dlatego interpretacje się przydają – mówi Joanna Rudzka, doradca podatkowy, właścicielka kancelarii podatkowej. – Problemy mogą się jednak pojawić wtedy, gdy zostanie przeprowadzona kontrola wykorzystania dofinansowania i okaże się, że nastąpiła zmiana przeznaczenia inwestycji. Załóżmy, że gmina wybudowała boisko i halę sportową. Zamierza je nieodpłatnie udostępniać mieszkańcom. Nie są to czynności opodatkowane, nie ma więc prawa do odliczenia VAT, który zostaje jej dofinansowany z unijnych środków. Jeśli okaże się, że wynajmuje obiekty odpłatnie, będzie musiała refundację zwrócić. Aby uniknąć takich sytuacji, należy wcześniej dokładnie przeanalizować inwestycję pod względem podatkowym – tłumaczy ekspertka.

 

Tobiasz Dolny dodaje, że kłopoty są też często przy rozliczaniu infrastruktury wodno-kanalizacyjnej. Gminy twierdzą, że nie mogą odliczać od niej VAT, i dostają jego refundację.

 

Wystarczy mieć prawo

– Potem np. okazuje się, że pobierają odpłatność za udostępnianie infrastruktury spółce, która ma nią zarządzać. Jest to czynność opodatkowana, która daje prawo do odzyskania VAT. I to wystarczy (nie trzeba faktycznie skorzystać z odliczenia), aby stracić refundację. Trzeba wtedy korygować rozliczenia – wyjaśnia Tobiasz Dolny.


Opinia

Łukasz Jamróz

doradca podatkowy w kancelarii Jamróz i Pogorzelski

 

Podmioty prowadzące inwestycje finansowane ze środków unijnych chętnie ubiegają się też o dofinansowanie VAT. Nie powinno być z tym kłopotów, jeśli beneficjent nie wykonuje żadnych opodatkowanych czynności. Przykładowo, gdy o dotację ubiega się parafia, która nie prowadzi w ogóle działalności. Wtedy wiadomo, że nie ma prawa do odliczenia. Choć może się zdarzyć, że dostanie dofinansowanie na remont wieży kościelnej, którą potem wynajmie operatorowi telefonii komórkowej w celu umieszczenia urządzeń nadawczych. I właśnie z tym jest główny problem; w momencie rozpoczynania inwestycji, czyli wtedy, gdy musimy zadeklarować, czy VAT jest kosztem kwalifikowalnym, nie zawsze da się  przewidzieć, jakie będą jej dalsze losy. W razie pomyłki trzeba się niestety liczyć z negatywnymi konsekwencjami.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 02-12-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/756571,1161640-Nie-mozesz-odliczyc-VAT--dostaniesz-dofinansowanie.html

 

Komentuje:
Tobiasz Dolny

Zaliczenie wydatków na zakup materiałów 
w całości do kosztów podatkowych jako zużycie materiałów podstawowych jest dopuszczalne 
na podstawie art. 17 ust. 2 pkt 4 ustawy o rachunkowości.

 

Spółka z o.o. z branży meblarskiej jest komplementariuszem spółki komandytowej, która będzie kupować wszelkiego rodzaju surowce niezbędne do wyprodukowania gotowego wyrobu pod konkretne zamówienia. Podatniczka zapytała, czy zakup surowców do produkcji będzie kosztem uzyskania przychodu w momencie zakupu, proporcjonalnie do posiadanych udziałów. Koszt ten następnie będzie korygowany na podstawie przeprowadzanej dwa razy w roku inwentaryzacji uwzględniającej surowce niewydane do produkcji oraz niesprzedane wyroby gotowe.

 

Urzędnicy nie potwierdzili tego stanowiska. Zauważyli, że spółki osobowe prawa handlowego nie posiadają podmiotowości prawnopodatkowej. Dla celów podatkowych są transparentne. Skutki podatkowe związane z funkcjonowaniem spółek osobowych, a odnoszące się do jej wspólników będących osobami prawnymi należy rozpatrywać na podstawie przepisów ustawy o CIT. Konstrukcja art. 9 ust. 1 ustawy o CIT stanowi, że przepisy o rachunkowości określają jedynie sposób prowadzenia ewidencji księgowej i mają stworzyć możliwość ustalenia wysokości dochodu lub straty. Dlatego obowiązkiem spółki jest prowadzić księgi rachunkowe w taki sposób, aby możliwe było wyodrębnienie przychodów 
i kosztów ich uzyskania.  Wydatki na zakup surowców do produkcji będą bezpośrednimi kosztami sp. z o.o. z udziału w spółce komandytowej w dacie sprzedaży wyrobów gotowych proporcjonalnie do posiadanych przez sp. z o.o. udziałów.

 

WSA w Poznaniu nie podzielił argumentacji niekorzystnej dla podatniczki. Zwrócił uwagę, że w ocenie fiskusa wzajemna relacja prawa bilansowego i prawa podatkowego, w zakresie ustalenia wysokości dochodu czy straty, przyznaje prymat normom prawa podatkowego. Podkreślił jednak, że skarżąca tej zasady nie kwestionowała, a organ nie wskazał, dlaczego spółka nie może zastosować metody określonej w art. 17 ust. 2 
pkt 4 ustawy o rachunkowości. Uproszczona metoda ewidencji bilansowej kosztów wynikająca z tego przepisu jest jedną z czterech metod dopuszczoną przez ustawę o rachunkowości. Spółka postanowiła zastosować jedną z nich, nie kwestionując zasad wynikających z art. 15 ustawy o CIT. 
W ocenie sędziów prowadzona na podstawie 
art. 17 ust. 2 pkt 4 ustawy o rachunkowości ewidencja nie modyfikuje tych zasad i pozwala 
na prawidłowe ustalenie zobowiązania spółki 
w podatku dochodowym.

 

Wyrok WSA w Poznaniu z 22 października 
2014 r. (I SA/Po 327/14).


Komentarz eksperta

 

Tobiasz Dolny

doradca podatkowy, starszy konsultant w FL Tax

 

WSA w Poznaniu słusznie zauważył, że nie ma przeszkód, aby pod pewnymi warunkami księgowa metoda rozpoznawania kosztów była stosowana także do obliczania zaliczek na podatek dochodowy.

 

Spór podatnika z organem dotyczył szerszego zagadnienia. Mianowicie,  na ile przepisy prawa bilansowego mogą wpływać na rozliczenia podatkowe. Z jednej strony trudno nie zgodzić się z fiskusem, że prawo podatkowe ma charakter autonomiczny względem ustawy o rachunkowości, a tym samym rachunkowe sposoby uwzględniania wydatków w kosztach nie mogą być stosowane wprost do celów podatkowych.

 

Z drugiej strony art. 9 ust. 1 ustawy o CIT wskazuje, że dochód podatkowy powinien być obliczany na podstawie ewidencji rachunkowej prowadzonej zgodnie z przepisami prawa bilansowego. Podatek dochodowy jest daniną rozliczaną w trybie rocznym. W tym kontekście popieram stanowisko sądu, że stosowanie uproszczonej metody obliczania kosztów bezpośrednich powinno być dopuszczalne, jeżeli skutkuje wyliczeniem prawidłowego dochodu podatkowego na koniec roku. Jest to o tyle istotne, że w praktyce obliczenie rzeczywistej wysokości kosztów bezpośrednich w ujęciu miesięcznym (lub kwartalnym) mogłoby być nadmiernie uciążliwe dla podatnika, np. poprzez konieczność przeprowadzania kosztownych i czasochłonnych inwentaryzacji. Przepisy ustawy o CIT dopuszczają co prawda możliwość stosowania uproszczonej metody kalkulacji zaliczek na podatek (w wysokości 1/12 podatku za poprzedni rok), jednak nie wszyscy podatnicy spełniają warunki do jej stosowania.

 

Aby uniknąć podobnych sporów w przyszłości, należałoby rozważyć wprowadzenie zmian do ustaw podatkowych, tak aby 
w większym zakresie dopuszczały one stosowanie uproszczonych księgowych metod kalkulacji kosztów. W ogólnym rozrachunku nie powinno to wpłynąć negatywnie na dochody budżetu państwa, 
a jednocześnie wpisywałoby się 
w pozytywny trend upraszczania rozliczeń podatkowych, który do tej pory był realizowany przez ustawodawcę z różnym skutkiem.


Źródło: Rzeczpospolita | Ekspert Księgowego, 01-12-2014

http://archiwum.rp.pl/artykul/1261775-Data-sprzedazy-wyrobow-gotowych-nie-jest-decydujaca.html

Komentuje:
Tobiasz Dolny

Pożyczki są często udzielane spółkom przez ich udziałowców. Taka forma pozyskania kapitału może jednak nieść za sobą niekorzystne skutki w zakresie rozliczenia odsetek płaconych w związku z zadłużeniem.

 

Nie ma wątpliwości, że spółki dla prowadzenia działalności gospodarczej zaciągają pożyczki i kredyty. Często pożyczki te udzielane są bezpośrednio przez wspólników, co pozwala na szybkie uzyskanie środków – bez formalności, których raczej nie da się uniknąć, idąc do banku. Udzielenie pożyczki przez wspólnika spółki osobowej wyłącza jednak możliwość rozliczenia podatkowego odsetek płaconych w związku ze spłatą długu. Może to również dotyczyć udzielania pożyczek pomiędzy spółkami osobowymi.

 

Niejasne zasady

Zgodnie z przepisami obu ustaw o podatkach dochodowych nie uważa się za koszty uzyskania przychodów odsetek od własnego kapitału włożonego przez podatnika 
w źródło przychodów (art. 23 ust. 1 pkt 9 ustawy o PIT oraz art. 16 ust. 1 pkt 13 ustawy
o CIT). Przepis ten nie wskazuje na konkretne przypadki, które są objęte jego zastosowaniem.

Najczęściej przyjmuje się, że znajduje on zastosowanie 
m.in. w przypadku udzielenia przez wspólnika spółki osobowej pożyczki tej spółce. Zawarcie umowy pożyczki pomiędzy wspólnikiem spółki osobowej a samą spółką osobową skutkuje bowiem tym, że wspólnik pożycza sam sobie w części, 
w jakiej ma udział w spółce. Dlatego odsetki od takiej pożyczki nie będą dla niego przychodem. Taki pogląd jest potwierdzany  w orzecznictwie administracyjnym (por. wyroki Naczelnego Sądu Administracyjnego z 12 lipca 2013 r., 
II FSK 2142/11, oraz z 8 kwietnia 2011 r., III FSK 2114/09). Analogiczne stanowisko zajmują organy podatkowe.

 

Organy podatkowe rozszerzają jednak zastosowanie tego przepisu również na sytuację, w której umowa zawarta jest pomiędzy spółkami osobowymi, które nie są podatnikami i które są ze sobą powiązane. W takiej sytuacji, zdaniem organów, uznaje się, że to nie spółki udzielają sobie pożyczki, ale w istocie robią to ich wspólnicy. Spółki osobowe, które nie są podatnikami, nie mają co do zasady podmiotowości podatkowej na gruncie ustaw o PIT i o CIT. Stąd przy analizowaniu omawianej sytuacji możliwe jest w istocie ich pominięcie i rozpoznanie skutków podatkowych wyłącznie na poziomie wspólników.

 

Do spółek osobowych niebędących podatnikami zaliczamy spółki jawne, partnerskie, komandytowe oraz niektóre spółki komandytowo-akcyjne, które zgodnie z przepisami przejściowymi nie stały się jeszcze podatnikami CIT.

 

Wyłączenie z kosztów znajdzie zatem zastosowanie 
w przypadku, gdy jedna spółka osobowa będzie miała udziały w drugiej spółce. Jeżeli spółki te zawrą umowę pożyczki, to odsetki od pożyczki nie będą stanowiły kosztów dla wspólnika spółki spłacającej pożyczkę, gdyż uznajemy, że to ten sam wspólnik 
w istocie udzielił pożyczki, 
a nie spółka osobowa.


Przykład

Pan Adam Wiśniewski jest wspólnikiem spółki komandytowej. Spółka komandytowa posiada akcje spółki komandytowo-akcyjnej niebędącej jeszcze podatnikiem CIT (mającej przesunięty rok podatkowy) oraz jest wspólnikiem spółki jawnej. Pomiędzy spółką komandytowo-akcyjną i spółką jawną zostaje zawarta umowa pożyczki, gdzie spółka jawna jest pożyczkobiorcą. Pan Adam nie będzie mógł zaliczyć do kosztów podatkowych odsetek zapłaconych przez spółkę jawną na rzecz spółki komandytowo-akcyjnej w części przypadającej na jego udział w zysku w spółce komandytowej.


Niekorzystne stanowisko organów...

Takie stanowisko prezentowane jest w indywidualnych interpretacjach wydawanych z upoważnienia ministra finansów. Organy wskazują, że co prawda według prawa cywilnego stronami umowy pożyczki są spółki osobowe, jednak zgodnie z przepisami o podatku dochodowym spółki te nie mają podmiotowości podatkowej. Na gruncie ustawy o PIT należy zatem uznać, że pożyczki udzielił w istocie wspólnik, 
a nie spółka. W konsekwencji wszelkie przychody i koszty należy rozpatrywać z perspektywy wspólnika, który ma podmiotowość podatkową. Taką argumentację znajdziemy np. w interpretacji Izby Skarbowej w Poznaniu z 8 lipca 2014 r. (ILPB2/415-462/14-3/JK).

 

...i sądów

Stanowisko organów podatkowych zostało zaaprobowane w niedawnym wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Poznaniu (wyrok 
z 11 września 2014 r., I SA/Po 270/14). Sąd wskazał, że 
w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych spółki osobowe są transparentne podatkowo, więc nie są one podatnikami tego podatku, a przychody i koszty ich uzyskania są uwzględniane na poziomie wspólników tych spółek. W konsekwencji sąd uznał, że osoba ponosząca koszt, w proporcji do uczestnictwa w kosztach spółki osobowej, jest jednocześnie osobą uzyskującą przychód w postaci odsetek. W osobie tego samego podatnika PIT zostaną zatem skupione przychody 
i koszty wynikające z tego samego zdarzenia.

 

Brak jednolitej linii

Odmienne, korzystne dla wspólnika stanowisko, przyjęła Izba Skarbowa w Poznaniu w interpretacji z 10 września 2013 r. (ILPB1/ 415-746/13-2/AG). Z wnioskiem o interpretację zwróciła się osoba fizyczna będąca wspólnikiem dwóch spółek komandytowych. Organ uznał, że w przypadku umowy pożyczki udzielonej pomiędzy tymi spółkami art. 23 ust. 1 pkt 9 ustawy o PIT nie znajdzie zastosowania, gdyż 
w tym przypadku to nie podatnik (czyli wspólnik) dokapitalizuje spółkę osobową, angażując swój „prywatny kapitał" na cele prowadzonej działalności za stosownym wynagrodzeniem. 
W konsekwencji odsetki od kredytu mogą być dla wspólnika kosztami uzyskania przychodów.

 

W ramach świadczenia 
usług

Korzystne stanowisko wynika również z interpretacji wydanej 8 lipca 2014 r. przez Izbę Skarbową w Łodzi (IPTPB1/ 415-183/14-4/MD). Wspólnik udzielający pożyczki spółce prowadził działalność gospodarczą w zakresie usług obejmujących udzielanie pożyczek poza systemem bankowym. Pożyczki były udzielane w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. Organ podatkowy uznał, że w takim przypadku stronami umowy pożyczki są dwa odrębne podmioty gospodarcze. W konsekwencji pożyczka nie została udzielona 
z prywatnego majątku wspólnika, lecz przez wspólnika prowadzącego działalność gospodarczą w zakresie udzielania pożyczek. W takim przypadku, zdaniem organu, odsetki są kosztem uzyskania przychodów.

 

Wyłączenie 
tylko w części

Bez względu na kwestię wykładni i zastosowania omawianych przepisów warto podkreślić, że odsetki wypłacane danemu wspólnikowi nie są kosztem uzyskania przychodów tylko dla tego wspólnika, który uznawany jest za udzielającego pożyczki. Względem pozostałych wspólników odsetki nie stanowią odsetek od własnego kapitału włożonego w źródło przychodów i mogą być kosztem podatkowym. Tym samym korzystne może być takie ułożenie finansowania, aby pożyczka była udzielana przez wspólnika, który ma minimalny udział w zysku.

 

Omawiane wyłączenie 
z kosztów nie będzie miało zastosowania, jeżeli pożyczka zostanie udzielona przez odrębną spółkę, która nie jest powiązana ze wspólnikami pożyczkobiorcy. Rozważając alternatywne sposoby finansowania, trzeba jednak mieć na uwadze przepisy o niedostatecznej kapitalizacji.


Nie można się zgodzić z argumentacją fiskusa

 

Aleksandra Kasińska

doradca podatkowy, starsza konsultantka w firmie FL Tax

 

W mojej ocenie istnieją argumenty za uznaniem, że odsetki od umowy pożyczki zawartej pomiędzy spółkami osobowymi nie mieszczą się w omawianym wyłączeniu z kosztów. Nie można bowiem zapominać, że przepisy ustawy o PIT i ustawy o CIT bezpośrednio odnoszą się do sytuacji, w której to podatnik inwestuje swój kapitał w źródło przychodów. W przypadku umowy pożyczki zawartej pomiędzy spółkami osobowymi, to nie podatnik inwestuje swój kapitał, ale spółka osobowa. Trudno jest zatem uznać, że spółka osobowa, która ma podmiotowość prawną potrzebną do zawarcia umowy pożyczki, traci ją wtedy, gdy ta sama umowa jest analizowana poprzez pryzmat regulacji podatku dochodowego od osób prawnych czy podatku dochodowego od osób fizycznych.


Autor: Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy w FL Tax

 

Źródło: Rzeczpospolita, 28-11-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/1160658-Oprocentowanie-dla-wspolnika-nie-powiekszy-jego-kosztow.html?p=3

Autor:
Aleksandra Kasińska

Firmy, które nie pobierały podatku od bezpłatnego dowozu pracowników do zakładu, będą musiały uregulować zaległość. Pytanie, jak to zrobić, jeśli nie ewidencjonowały, kto jechał

 

Obowiązek zapłaty podatku potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 20 listopada 2014 r. (sygn. akt II FSK 2771/14). Nie miał wątpliwości, że bezpłatny transport jest dla pracownika przychodem, a brak ewidencji nie zwalnia pracodawcy jako płatnika z obowiązku zapłaty podatku. Do takiego wniosku skłonił NSA wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 8 lipca 2014 r. (sygn. akt K 7/13).

 

Problem jest podobny jak przy pakietach medycznych – wiele firm również nie odprowadzało od nich zaliczek na PIT. O ile jednak wtedy nie było problemów z ustaleniem, kto korzystał z abonamentów (z reguły – imiennych), o tyle teraz może być kłopot ze wskazaniem, kto jechał firmowym autobusem, jeśli pracodawca nie prowadził ewidencji.

 

Sąd nie dał żadnych wskazówek, w jaki sposób obliczyć wysokość zaliczek. Tym bardziej że każdy z pracowników może zaprzeczyć, że jechał. Ponadto każdy może być objęty inną stawką PIT – 18 lub 32 proc. Dlatego zdaniem ekspertów wyrok NSA nie zakończy sporów.

 

Kto to zapłaci

Zdaniem Pawła Fałkowskiego, partnera w FL Tax, skoro nie wiadomo, kto jechał, i tym samym, kto uzyskał przychód, to nie wiadomo, komu potrącić z wynagrodzenia zaległą zaliczkę. W takiej sytuacji – według eksperta – pracodawcy będą musieli zapłacić PIT z własnej kieszeni, i to z odsetkami. Ewentualnie, jeśli później zdobędą dowody na to, kto jechał, kiedy i na jaką odległość, to będą mogli mieć roszczenie do pracownika, ale już na drodze cywilnej – wyjaśnia ekspert. W praktyce może to być jednak trudne do udowodnienia.

 

Łukasz Bączyk, doradca podatkowy w Crido Taxand, nie wyklucza, że część pracodawców będzie próbowała szybciej przerzucić ciężar podatku na pracowników, np. potrącając uiszczone przez siebie kwoty z ich bieżących wynagrodzeń. Nadal jednak pozostaje problem, jak wyliczyć kwotę do zapłaty. Zdaniem części ekspertów organy podatkowe wybiorą najprostsze rozwiązanie – będą chciały oszacować przychód pracowników, dzieląc miesięczne koszty przejazdów poniesione przez pracodawcę przez liczbę dni roboczych i liczbę pracowników. Pytanie tylko których – czy tych, którzy skorzystali, czy wszystkich zatrudnionych w firmie.

 

Z tego powodu – zdaniem Konrada Piłata, doradcy podatkowego w kancelarii KNDP Kolibski Nikończyk Dec & Partnerzy – nie jest możliwe szacowanie przychodu pracowników.

 

– Nie ma podstaw do tego, aby organ podatkowy określił wysokość zaległej zaliczki w sposób uproszczony, tj. dzieląc kwotę zapłaconą za wynajęcie autobusu przez liczbę pracowników – mówi ekspert. Określając wysokość zaliczki, trzeba bowiem m.in. wziąć pod uwagę stawkę podatku, według której powinna być obliczana zaliczka. Należałoby również uwzględnić nieobecności w pracy, czyli urlopy lub zwolnienia lekarskie.

 

Eksperci wskazują, że organy podatkowe powinny sięgnąć po całkiem inny przepis, mówiący o odpowiedzialności płatnika za niedobrane zaliczki na podatek.

 

– W takiej sytuacji będzie miał zastosowanie art. 26a par. 1 ordynacji, który wyłącza odpowiedzialność pracownika jako podatnika – wskazuje Konrad Piłat.

 

– To oznacza, że decyzja wydana przez organ powinna wskazywać nie tylko ogólną kwotę, którą powinien uiścić płatnik z tytułu swojej odpowiedzialności za niedobrane zaliczki, ale także kwoty przypadające na poszczególnych pracowników – wyjaśnia ekspert. W przeciwnym razie to samo świadczenie mogłoby zostać opodatkowane dwukrotnie – raz u płatnika (z tytułu jego odpowiedzialności), a drugi raz u pracownika – na zasadach ogólnych.

 

Będzie zmiana

Problem opodatkowania dojazdów do pracy zakończy się wraz z nowym rokiem. Od 1 stycznia 2015 r. pojawi się w ustawie o PIT zwolnienie dla pracowników z tytułu organizowanego przez pracodawcę dowozu do pracy transportem zbiorowym (autobusem, busem). Nie zakończy to jednak sporów w sprawach dotyczących przewozów organizowanych do końca 2014 r.


Autor: Agnieszka Pokojska, Patrycja Dudek

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 24-11-2014

http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=497814

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Firma, która chce kupić alkohol w zagranicznym sklepie, przegra z naszą biurokracją.

 

Zezwolenia, zabezpieczenia, deklaracje, dokumenty, banderole – zwykły zakup świątecznego prezentu może się przerodzić w drogę przez mękę.

 

Przekonał się o tym jeden z naszych czytelników, przedsiębiorca, który chciał obdarować swoich klientów winem zamówionym w zagranicznym sklepie.

 

Transakcja z pozoru wydaje się łatwa. Doradcy podatkowi nie mają jednak wątpliwości – z powodu przepisów akcyzowych to zadanie wręcz niewykonalne.

 

Obowiązków jest cała masa. Przede wszystkim firma nabywająca za granicą wino musi nałożyć na nie znaki akcyzowe, i to jeszcze przed przemieszczeniem towaru na nasze terytorium.

 

Sam kup banderole

Mówiąc prościej, polski przedsiębiorca powinien kupić banderole i wysłać je sprzedawcy, który naklei je na butelkę.

 

– Przedsiębiorca, który sprowadzi alkohol bez dopełnienia tego obowiązku, naraża się na odpowiedzialność karnoskarbową – mówi Krzysztof Rutkowski, radca prawny, menedżer w PwC. – Przy czym banderoli nie można tak po prostu kupić na ulicy, trzeba spełnić określone warunki.

 

Konrad Staniec, konsultant podatkowy w kancelarii FL Tax, tłumaczy, że firma, która chce samodzielnie sprowadzić wino na terytorium Polski, musi się zarejestrować jako podatnik akcyzy, zgłosić przemieszczenie towaru, potwierdzić dokonanie transportu na stosownym dokumencie, opłacić zabezpieczenie akcyzowe, a także zadeklarować i odprowadzić podatek (jest to tzw. procedura z zapłaconą akcyzą).

 

Trzeba też prowadzić szczegółową ewidencję wykorzystanych towarów i banderol.

 

Potrzebny skład podatkowy

– W teorii przedsiębiorca może też skorzystać z procedury zawieszenia poboru akcyzy – dodaje Konrad Staniec. – Wiąże się to jednak z koniecznością uzyskania stosownych zezwoleń: na prowadzenia składu podatkowego lub na nabywanie wyrobów jak zarejestrowany odbiorca. Uzyskanie ich jest bardzo skomplikowane i czasochłonne, wymaga przygotowania obszernej dokumentacji, ewidencji oraz zabezpieczenia akcyzowego – tłumaczy ekspert.

 

– Najmniej pracy mają ci, którzy zlecą zakup alkoholu podmiotowi zewnętrznemu prowadzącemu skład podatkowy – mówi Krzysztof Rutkowski. – Oczywiste jest jednak, że wtedy cała transakcja robi się droższa.

 

Biurokratycznych obowiązków można czasami uniknąć, jeśli zagraniczny alkohol kupuje osoba fizyczna.


Wojciech Kotala

doradca podatkowy z kancelarii DLA Piper

 

Przepisy o akcyzie przewidują zwolnienie z podatku dla osób fizycznych, które kupują za granicą niewielkie ilości alkoholu na własne potrzeby. Warto, aby ustawodawca pomyślał nad wprowadzeniem takiego zwolnienia także dla przedsiębiorców. Oczywiście dotyczyłoby tych, którzy nabywają alkohol nie do celów handlowych, ale na własny użytek. Przykładowo jako prezent świąteczny albo gratis dodawany do transakcji. Wręczanie klientom butelki czy nawet skrzynki wina to przecież normalny biznesowy zwyczaj. Konieczność nabycia banderoli oraz spełnienia innych biurokratycznych wymagań skutecznie zniechęca większość firm do takich zakupów. Nie ma jednak powodów, aby obarczane były masą administracyjnych obowiązków.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 21-11-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/758336,1158956-Wino-w-prezencie---czyli-akcyzowa-meczarnia.html

Komentuje:
Konrad Staniec

Jakie mogą być powody podwyższenia kapitału własnego w spółce z o.o.?

 

Paweł Fałkowski: Przede wszystkim potrzeba zyskania nowych środków na działalność, a także podniesienia wiarygodności finansowej spółki. Może to być też konieczność pokrycia straty czy poszerzenia grona wspólników. Od 2015 r. przyczyną dokapitalizowania spółek może być też chęć uniknięcia nowych – znacznie bardziej rygorystycznych – przepisów o tzw. niedostatecznej kapitalizacji.

 

Jak można dokapitalizować spółkę?

Sposobów jest kilka. Wspólnicy mogą wnieść wkłady, dopłaty. Można też rozważać udzielenie pożyczki, choć ta czynność nie skutkuje zwiększeniem kapitałów własnych.

 

Czy takie operacje obciążone są podatkiem od czynności cywilnoprawnych?

 

Dużo zależy od tego, w jaki sposób ten zastrzyk finansowy zostanie dokonany, oraz od formy prawnej spółki. W spółkach kapitałowych czynnością podlegającą PCC będzie podwyższenie kapitału zakładowego. W spółkach osobowych PCC podlega każde wniesienie wkładu powodujące zwiększenie majątku spółki. Daniną obciążone jest też wniesienie dopłaty. 
W każdym z tych przypadków podatek płacony jest według stawki 0,5 proc.

 

Czy nie ma więc żadnego sposobu na uniknięcie PCC?

Przy wkładach do spółek kapitałowych często wnosi się na kapitał zakładowy niewielką kwotę, resztę przelewając na kapitał zapasowy (tzw. agio). Wtedy podatek płaci się tylko od tej pierwszej kwoty.

 

Czy urząd nie zakwestionuje takiej operacji?

W spółkach kapitałowych takiego ryzyka nie ma. Inaczej wygląda sprawa w spółkach komandytowo-akcyjnych (SKA), które są spółkami osobowymi. Do niedawna urzędy i sądy prezentowały stanowisko, że PCC trzeba płacić od całej wartości wkładu do SKA, bez względu na to, czy będzie on alokowany na kapitał akcyjny, czy na zapasowy. Moim zdaniem stanowisko to nie jest jednak uzasadnione.

 

A pożyczki?

Zasadniczo pożyczka jest obciążona PCC według stawki 2 proc. Od tej reguły są jednak wyjątki. Przykładowo, jeżeli uznamy, że pożyczka jest czynnością zwolnioną z VAT, to nie będzie ona podlegać PCC. Do zastosowania tego wyłączenia konieczne jest wykazanie, że pożyczka jest udzielana w ramach działalności gospodarczej prowadzonej przez pożyczkodawcę.

 

Czy te same zasady dotyczą pożyczek dla spółek osobowych?

Tutaj sprawa wygląda inaczej. Pożyczka udzielona spółce osobowej przez wspólnika jest traktowana jako zmiana umowy spółki 
i podlega PCC według stawki 0,5 proc. Z jednej strony jest to mniej niż 2 proc., z drugiej – skorzystanie z wyłączenia 
z PCC, np. ze względu na zwolnienie z VAT, nie jest możliwe.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 18-11-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/792808,1157840-Podniesienie-kapitalu-w-spolce-a-PCC.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Przy sprzedaży wierzytelności z tytułu pożyczki kosztem jest nie tylko należność główna, ale także odsetki.

 

Polska firma miała zbyć na rzecz spółki kapitałowej z Portugalii wierzytelności przysługujące jej z tytułu pożyczek i odsetek. Cena zbycia wierzytelności ustalona została w wysokości nominalnej (kwota kapitału głównego pożyczki wraz z kwotą naliczonych odsetek). Celem transakcji była restrukturyzacja zadłużenia w grupie kapitałowej, do której należały wszystkie firmy biorące w niej udział. Podatniczka zapytała, w jakiej wysokości powinna ustalić koszt uzyskania przychodów z tytułu zbycia wierzytelności.

 

Fiskus odpowiedział, że do kosztów uzyskania przychodów z tytułu zbycia wierzytelności można zaliczyć kwotę udzielonych pożyczek, tj. należności głównej. Udzielenie pożyczki wiązało się bowiem z faktycznym pomniejszeniem majątku pożyczkodawcy. Nie zgodził się natomiast na zaliczenie odsetek do kosztów, ponieważ w ocenie urzędników nie wystąpił tu element poniesienia wydatku. Za takim stanowiskiem przemawia też to, że w odniesieniu do odsetek od należności (i zobowiązań) ustawa o CIT stosuje kasową metodę ujmowania ich w przychodach i kosztach.

 

WSA w Krakowie nie potwierdził stanowiska urzędników. Zauważył, że interpretując określenie „koszty poniesione", utożsamili je z poniesionymi wydatkami. Tymczasem ustawa podatkowa nie traktuje jako kosztów wyłącznie wydatków. Kosztami są np. ujemne różnice kursowe, odpisy amortyzacyjne, odpisy na wymienione w ustawie fundusze czy nieściągalne wierzytelności. Sąd nie miał wątpliwości, że należne odsetki są wierzytelnością, a więc prawem majątkowym o określonej wartości nominalnej. Prawo to jest składnikiem mienia każdego wierzyciela w rozumieniu art. 44 kodeksu cywilnego. Zbycie przez wierzyciela przysługującej mu wierzytelności z tytułu należnych od pożyczki odsetek oznacza zmniejszenie jego mienia (majątku) o wartość zbywanego prawa. W tym przypadku – o wartość nominalną należnych odsetek. Nie ma przeszkód, aby uznać przeniesienie prawa do żądania należnych odsetek za poniesiony koszt, jeżeli czynność ta jest podejmowana w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia ich źródła. Sędziowie zwrócili uwagę, że w spornej sprawie zbycie wierzytelności obejmującej należność główną i odsetki było odpłatne. Podlegało więc opodatkowaniu podatkiem dochodowym
i nie przyniosło straty. Kosztem powinny być odsetki i wartość nominalna wierzytelności, której z tytułu sprzedaży zbywca wyzbywa się ze swojego majątku.

 

Wyrok WSA w Krakowie z 10 września 2014 r. (I SA/Kr 1023/14).


Komentarz eksperta

 

Tobiasz Dolny

doradca podatkowy, starszy konsultant w kancelarii FL Tax

 

WSA w Krakowie przyjął korzystną dla podatnika, szeroką definicję kosztu uzyskania przychodu. Zgodnie z tym podejściem poniesienie kosztu niekoniecznie musi się wiązać z poniesieniem wydatku. Podstawowym warunkiem jest to, aby nastąpiło uszczuplenie majątku podatnika związane z osiągnięciem, zachowaniem lub zabezpieczeniem źródła przychodów.

 

Specyfika cesji wierzytelności polega na tym, że w ramach takiej transakcji wierzyciel zbywa określone prawo majątkowe (wierzytelność) na rzecz podmiotu trzeciego. Artykuł 509 kodeksu cywilnego precyzuje, że na nabywcę wierzytelności przechodzą wszelkie związane z nią prawa, a za takie należy uznać również prawo do otrzymania odsetek. W tej sytuacji sąd słusznie zauważył, że w sensie ekonomicznym uszczuplenie majątku wierzyciela związane 
z cesją obejmuje nie tylko należność główną, ale również naliczone odsetki. Warto ponadto podkreślić, że takie uszczuplenie majątku jest ściśle związane z uzyskaniem przychodu podlegającego opodatkowaniu. Przychodem jest bowiem cena uzyskana od nabywcy wierzytelności. W uproszczeniu można założyć, że gdyby cesja nie obejmowała odsetek, to cena wierzytelności, a w efekcie przychód, byłyby odpowiednio niższe.

 

Omawiany wyrok nie jest jedynym korzystnym dla podatników rozstrzygnięciem
w podobnych sprawach. Tożsame stanowisko wyraził również NSA w wyroku
z 21 listopada 2012 r. (II FSK 1509/11). Niestety, organy podatkowe ciągle uważają, że odsetki od pożyczki nie mogą być zaliczane do kosztów podatkowych w przypadku zbycia wierzytelności. Argumentują to tym, że odsetki takie nie wiążą się z poniesieniem żadnego wydatku przez podatnika. Sprawy nie ułatwia to, że również sądy administracyjne nie prezentują w tym zakresie jednolitej linii orzeczniczej. Negatywne dla podatnika stanowisko wyraził ostatnio w podobnym stanie faktycznym WSA w Poznaniu (wyrok
z 18 czerwca 2014 r., I SA/Po 104/14).

 

 

Źródło: Rzeczpospolita, 27-10-2014

http://archiwum.rp.pl/artykul/1258344-Nie-tylko-wydatki-daja-korzysci-podatkowe.html#.VE5IAvmG-WV

 

Komentuje:
Tobiasz Dolny

Przedstawiamy negatywne dla siebie stanowisko, a skarbówka się z nim nie zgadza i rozstrzyga korzystnie? To nie utopia, zdarzają się i takie interpretacje.

 

Doradcy podatkowi są zgodni: o korzystną dla podatnika wykładnię przepisów niełatwo i wielokrotnie trzeba iść po nią aż do sądu. Ale niektórych składających wnioski o interpretacje spotyka niespodzianka.

 

Oto najświeższy przykład. Spółka zamierza sfinansować pracownikom jednorazowe badania krwi. We wniosku o interpretację zastrzega, że obowiązek ich przeprowadzenia nie jest zapisany w umowie ani regulaminie pracy, nie wynika też z przepisów BHP czy kodeksu pracy.

 

Wydatek na badanie jest kosztem

Spółka sama argumentuje, że badania nie wpłyną na zwiększenie wydajności pracy, nie można więc powiązać ich z przychodami.  A co za tym  idzie, wydatki nie są podatkowym kosztem.

 

Tymczasem fiskus – wręcz przeciwnie. Wyniki badań mogą się przyczynić do poprawy zdrowia pracowników, co przełoży się na ich efektywność. Wydatki mają więc związek z przychodami spółki, która może je zaliczyć do podatkowych kosztów – czytamy w interpretacji Izby Skarbowej w Bydgoszczy (nr ITPB3/423-258/14/PS).

 

Dofinansowanie
to nie przychód

Ta sama izba skarbowa niedawno uznała, że radni, którzy nieodpłatnie uczestniczą w szkoleniach, nie uzyskują przychodu. Mimo że gmina pokrywająca koszty transportu, wyżywienia i noclegu chciała ich opodatkować (interpretacja nr ITPB2/415-968/13/BK).

 

– Fiskus zajmuje czasami korzystne dla podatników stanowisko w sprawie rozliczeń dokonywanych przez płatników, czyli podmioty odpowiedzialne za pobranie zaliczki na podatek (przede wszystkim są to pracodawcy). Aby uniknąć ewentualnych sporów, wolą na wszelki wypadek opodatkować przyznawane świadczenia i proponują to we wnioskach o interpretacje – mówi Przemysław Bogusz, doradca podatkowy w kancelarii TuboTax.

 

– Często też na wyrost wystawiane są informacje PIT-8C. Podmioty, które je sporządzają (np. wspólnoty mieszkaniowe, spółdzielnie, różne organizacje), bezpodstawnie zakładają, że przekazywane przez nich świadczenia są przychodem u beneficjentów, i występują do skarbówki o potwierdzenie prawidłowości swojego postępowania. I zdarza się, że urzędy je prostują, uznając, iż dane świadczenie wcale nie powinno być opodatkowane – opowiada ekspert.

 

Korzyści tylko pozorne

Niekiedy jednak odpowiedzi skarbówki są tylko pozornie korzystne.

 

– Czasami interpretacje, w których fiskus nie zgadza się ze stanowiskiem podatnika, mają tzw. drugie dno – mówi Tobiasz Dolny, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax. – Przykładowo gminy często piszą we wnioskach, że nie mają prawa do odliczenia VAT od inwestycji. Liczą na to, że zostanie im dofinansowany jako koszt kwalifikowany. Skarbówka odpowiada natomiast, że takie prawo mają.

 

Ochrona dla pytającego

Podatnik, który dostanie korzystną interpretację, nie musi w razie późniejszego sporu z urzędem przejmować się odsetkami za zwłokę i odpowiedzialnością karnoskarbową. Jeśli otrzymał odpowiedź przed transakcją, nie zapłaci też podatku. Nawet jeśli kontrolerzy będą mieli inne zdanie. Inaczej będzie ze zdarzeniami, które wywołają skutki podatkowe przed doręczeniem interpretacji. Nie grozi kara i odsetki, ale trzeba będzie zapłacić podatek wynikający z decyzji.


Opinia dla „Rz"

 

Hanna Filipczyk

doradca podatkowy w kancelarii Enodo Advisors

 

Interpretacje, w których administracja przedstawia korzystniejsze niż podatnik stanowisko, zdarzają się bardzo rzadko. I wywołują duże zdziwienie, z reguły bowiem fiskus zabiega bardziej o swoje interesy. Wiele jest kwestii, w których organy – mimo seryjnych przegranych w sądach – upierają się przy swoim, niepotrzebnie utrudniając życie podatnikom, a przy okazji sobie. A przecież instytucja interpretacji została wprowadzona po to, aby ułatwić współpracę z administracją, która sama powinna informować o korzystnych rozwiązaniach. Niestety, rzeczywistość rozminęła się z tymi założeniami – interpretacje zamiast zmniejszać liczbę sporów, powodują wszczynanie nowych. Podatnicy często muszą wręcz wyszarpywać pozytywną wykładnię przepisów i sporo też się nagłowić przy sporządzaniu wniosku. Od jego umiejętnego zredagowania często bowiem zależy treść odpowiedzi.


Autor: Przemysław Wojtasik

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 22-10-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/1150920.html

Komentuje:
Tobiasz Dolny

Działalność tam, gdzie zaplecze personalne i techniczne.

Usługi są opodatkowane VAT w kraju, w którym znajduje
się stałe miejsce prowadzenia biznesu przez ich odbiorcę.

 

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał wczoraj wyrok w sprawie polskiej spółki z o.o. Welmory. Chodziło o to, gdzie mają być opodatkowane wykonywane przez nią usługi (sygnatura akt: C-605/12).

 

Firma nawiązała współpracę ze spółką cypryjską, która zajmuje się organizacją aukcji na platformie sprzedaży internetowej. Welmory zobowiązała się głównie do sprzedaży towarów za pośrednictwem aukcyjnej strony internetowej. Na początku 2010 r. wystawiła cztery faktury za usługi świadczone na rzecz spółki cypryjskiej (reklama, obsługa, dostarczanie informacji i przetwarzanie danych).

 

Uznała, że usługi te były świadczone w siedzibie spółki cypryjskiej i w konsekwencji powinny być objęte VAT na Cyprze. Podatek powinien więc zapłacić odbiorca usługi. Dlatego polska spółka nie wykazała VAT na fakturach.

 

Fiskus miał jednak inne zdanie i nakazał opodatkować usługi w Polsce. Stwierdził, że były świadczone na rzecz stałego miejsca prowadzenia działalności cypryjskiej firmy, które znajdowało się na polskim terytorium.

 

– O tym, gdzie jest opodatkowana usługa, decyduje miejsce, w którym jej odbiorca (będący podatnikiem VAT) ma siedzibę działalności gospodarczej – tłumaczy Paweł Fałkowski, doradca podatkowy z kancelarii FL Tax. – Chyba że usługi są świadczone dla stałego miejsca prowadzenia działalności, które znajduje się gdzie indziej. W tej sprawie skarbówka uznała, że takie miejsce jest w Polsce.

 

Jak rozumieć pojęcie „stałe miejsce prowadzenia działalności"?

 

Zdaniem Trybunału Sprawiedliwości UE jest to miejsce charakteryzujące się wystarczającą stałością oraz odpowiednią strukturą w zakresie zaplecza personalnego i technicznego, aby umożliwić odbiór usług i wykorzystywanie ich do celów działalności gospodarczej. Nie zmienia tego szczególny charakter prowadzonej przez cypryjską spółkę działalności. Także ona wymaga przynajmniej odpowiedniej struktury, w szczególności w zakresie zaplecza personalnego i technicznego, takiego jak wyposażenie informatyczne, serwery i odpowiednie oprogramowanie.

 

– Trybunał wskazał, co należy wziąć pod uwagę podczas ustalania stałego miejsca prowadzenia działalności gospodarczej, wyraźnie jednak podkreślił, że badanie tych przesłanek należy do kompetencji sądu krajowego – mówi Paweł Fałkowski. – Warto jednak przestrzec polskie firmy, aby sprawdzały, jaki jest model prowadzenia biznesu przez kontrahenta. Jeśli bowiem okaże się, że działa na stałe w Polsce, na fakturze za świadczone dla niego usługi trzeba wykazać VAT – podkreśla.


Źródło: Rzeczpospolita, 17-10-2014 r.

http://prawo.rp.pl/artykul/792737,1149813-VAT-w-Polsce-czy-na-Cyprze.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Fiskus chce, aby firmy z branży rent a car prowadziły ewidencję przejazdów dla każdego samochodu.

 

Wynajem samochodu osobowego daje prawo do pełnego odliczenia VAT bez uciążliwych administracyjnych obowiązków – tak wynika z obowiązujących od 1 kwietnia przepisów. Skarbówka rozumie je jednak inaczej – każe ewidencjonować przejazdy auta wtedy, kiedy nie jest u klienta.

 

– Takie interpretacje nowych przepisów zelektryzowały całą branżę – mówi Dominika Kozłowska, dyrektor finansowy w Sixt rent a car Polska. – Okazuje się, że firmy, które mają na stanie tysiące samochodów do wynajęcia, muszą ewidencjonować ich przejazdy na myjnię, stację benzynową, a nawet na tzw. podstawki, czyli podwożenie auta klientowi, np. na lotnisko. Skarbówka argumentuje, że w tym czasie auto nie jest wynajęte. Ponadto trzeba każdy samochód wykazywać w deklaracji VAT-26. A przecież wynajem miał być zwolniony z tych obowiązków – dodaje dyr. Kozłowska.

 

Pełne odliczenie dla wyłącznie firmowych

Przypomnijmy, że od 1 kwietnia przy zakupie samochodu osobowego można odliczyć 50 proc. VAT. Podobnie jest z wydatkami na benzynę i kosztami eksploatacji (prawo odliczenia 50 proc. wydatków na paliwo ma obowiązywać dopiero od 1 lipca 2015 r.). Cały podatek naliczony (zarówno przy zakupie auta, jak i od kosztów eksploatacji) wolno odliczyć tylko od samochodów typowo firmowych, czyli wykorzystywanych wyłącznie na potrzeby działalności gospodarczej.

 

 

Decyduje przeznaczenie pojazdu

Firmy, które zdecydują się na pełne odliczenie, muszą złożyć w urzędzie specjalną informację o sposobie wykorzystywania pojazdu (VAT-26) i prowadzić ewidencję jego przebiegu. Powinny się w niej znaleźć m.in. opis trasy, cel wyjazdu, stan licznika, liczba przejechanych kilometrów.

 

– Przepisy mówią jednak wyraźnie: tego obowiązku nie stosuje się do samochodów przeznaczonych wyłącznie do wynajmu – tłumaczy Paweł Fałkowski, doradca podatkowy z kancelarii FL Tax. – Podjechanie do klienta czy też na stację benzynową albo myjnię jest elementem tego wynajmu. Dziwi mnie więc rygorystyczne podejście fiskusa utrudniające życie przedsiębiorcom działającym w tej branży.

 

Skarbówka nie ma jednak wątpliwości. Zwolnienie z obowiązku prowadzenia ewidencji przebiegu nie obejmuje sytuacji, w których samochody są wykorzystywane, choćby przejściowo, do innych celów, np. jazdy próbnej czy dojazdu do klienta – czytamy w interpretacji Izby Skarbowej w Warszawie (nr IPPP3/443-486/14-4/KT).


Kinga Baran, doradca podatkowy w kancelarii Mazars Audyt

 

Specyfiką branży rent a car jest to, że auta z reguły są wynajmowane na krótkie okresy. W międzyczasie wykorzystuje się je do podstawek albo innych służbowych celów. Opisywanie wszystkich takich przejazdów w ewidencji i zgłaszanie każdego samochodu do urzędu to olbrzymia biurokracja. Skarbówka bezpodstawnie nakłada te obowiązki, bo przecież wtedy, gdy auto jedzie na myjnię albo na podstawkę, nie zmienia się jego przeznaczenie. Cały czas jest to wynajem. Firma powinna więc odliczać 100 proc. podatku naliczonego od wydatków na samochód bez uciążliwej ewidencji i składania VAT-26. Problem w tym, że w świetle negatywnych interpretacji grozi to długim sporem z fiskusem, którego pozytywnego zakończenia możemy spodziewać się dopiero przed sądem.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 22-09-2014 r.

http://prawo.rp.pl/artykul/792747,1143036-Fiskus-chce-ewidencji-VAT-na-kazde-wynajete-auto.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Tylko umowa o pracę chroni przedsiębiorcę przed VAT.

Kto bez ryzyka wykonuje zlecenie i świadczy takie same czynności w ramach firmy, nie uniknie podatku.

 

Eksperci tłumaczą, że osoba prowadząca działalność nie może świadczyć usług w sposób dowolny. Raz jako przedsiębiorca, a innym razem jako zleceniobiorca. – Gdyby to było możliwe, to każdy profesjonalista wybierałby umowę-zlecenie i nie płacił podatku – mówi Rajmund Polkowski, doradca podatkowy w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy.

 

– W momencie, gdy ktoś zostaje przedsiębiorcą wykonującym określone czynności, staje się podatnikiem VAT w zakresie wszystkich świadczonych przez siebie usług, które pokrywają się z przedmiotem działania jego firmy – wyjaśnia ekspert.

 

Dla nieprofesjonalistów

Umowa-zlecenie jest świadczona odrębnie pod warunkiem, że spełnia przesłanki wynikające z art. 15 ust. 3 pkt 3 ustawy o VAT. Po pierwsze, zlecający powinien zapewniać warunki do jej wykonywania (miejsce, czas i narzędzia). Po drugie, powinien ponosić odpowiedzialność wobec osób trzecich. Przepis ten zwalnia zatem z VAT wyłącznie nieprofesjonalistów.

 

Dlatego np. fryzjerka, która dodatkowo jest dozorczynią na umowę-zlecenie, płaci VAT tylko od obrotów swojego salonu fryzjerskiego.

 

Nie uniknie natomiast podatku np. malarz prowadzący własną działalność gospodarczą, który chce wykonywać część swoich prac na umowę-zlecenie. Zapłaci VAT od całości obrotów.

 

Radca na zleceniu

Przekonał się o tym mężczyzna, który początkowo pracował na umowę o pracę, a dodatkowo świadczył usługi prawne w ramach zlecenia. Nie płacił od niego VAT, bo nie miał takiego obowiązku. Problem powstał po zdobyciu przez niego tytułu radcy prawnego i otwarciu własnej kancelarii. Kontynuując umowę-zlecenie, radca myślał, że nadal nie będzie musiał płacić od niej VAT. Uważał, że skoro porad prawnych udziela w siedzibie zleceniodawcy, w stałych dniach i godzinach, z wykorzystaniem materiałów i sprzętu zleceniodawcy i pod jego kierownictwem, a w zamian za to otrzymuje stałe wynagrodzenie, to podatek się nie należy. Powołał się przy tym na art. 15 ust. 3 pkt 3 ustawy o VAT.

 

Innego zdania był fiskus. Uznał, że radca powinien płacić VAT od wszystkich porad prawnych – zarówno tych udzielanych w ramach kancelarii, jak i na umowę-zlecenie. Zdaniem fiskusa przepis, na który powołał się radca, nie miał w tej sprawie zastosowania, bo dotyczy on tylko czynności świadczonych przez nieprofesjonalistów.

 

Inaczej w pracy

Podobnie orzekł WSA w Lublinie. Stwierdził, że zawód radcy prawnego polega na świadczeniu usług prawnych. Dlatego pomoc prawna, choćby wykonywana na zlecenie, i tak będzie uznana za świadczoną w ramach działalności gospodarczej. Samo podporządkowanie zleceniodawcy w zakresie warunków wykonywania czynności (miejsce i czas) oraz brak odpowiedzialność wobec osób trzecich za rezultat tych czynności nie wyklucza działalności gospodarczej – stwierdził WSA.

 

Tego samego zdania był NSA w wyroku z 9 września 2014 r. (sygn. akt I FSK 1366/13). Sędzia Sylwester Marciniak zwrócił uwagę, że inaczej byłoby, gdyby radca te same porady – zamiast na zlecenie – wykonywał na podstawie umowy o pracę. W tej sprawie nie było przeszkód ku temu.


Co nie jest działalnością gospodarczą

Trzeba z góry przewidzieć konsekwencje

 

Piotr Gaczyński doradca podatkowy FL Tax

Według mnie zarejestrowanie działalności gospodarczej nie powinno być decydujące dla uznania kogoś za podatnika VAT, w szczególności w stosunku do czynności, które zaczął wykonywać w ramach umowy-zlecenia jeszcze przed rejestracją działalności. Pomocnicze stosowanie przepisów ustawy o PIT wskazuje na uznanie za opodatkowane VAT wyłącznie czynności wykonywanych w ramach działalności gospodarczej. Jeżeli radca prawny faktycznie wykonywał czynności niesamodzielnie (zależnie od zleceniodawcy), to trudno uznać, że wykonywał je w ramach działalności gospodarczej opodatkowanej VAT.

 

Z drugiej strony świadczenie usług w ramach działalności gospodarczej może być w pewnych okolicznościach korzystniejsze dla przedsiębiorcy niż dzielenie czynności pomiędzy działalność a umowę-zlecenie. Podatnik będzie wówczas płacił jedną składkę zdrowotną oraz może skorzystać z podatku liniowego.

 

Problem radcy prawnego polega na tym, że zawarł on umowę-zlecenie, zanim otworzył działalność gospodarczą, w związku z tym, stosując się do orzeczenia NSA, musiałby teraz rozliczyć VAT z własnej kieszeni (metodą w stu). Gdyby najpierw założył działalność, a potem przyjął zlecenie jako niezależny przedsiębiorca, mógłby umówić się ze zleceniodawcą na kwotę netto powiększoną o VAT.


Wykluczenie odpowiedzialności nie może być podatkową furtką

 

Beata Hudziak partner zarządzający w 8Tax Doradztwo Podatkowe Sp. z o.o.

W sprawie rozstrzyganej przez NSA za kluczowe należy uznać zrozumienie definicji działalności gospodarczej wynikającej z ustawy o VAT. Jest ona szersza od tej w ustawie o PIT. Może się zdarzyć, że osoba fizyczna będzie prowadziła działalność gospodarczą w rozumieniu ustawy o VAT, a nie będzie prowadziła pozarolniczej działalności gospodarczej w rozumieniu ustawy o PIT. Ustawa o VAT i dyrektywa zakładają, że podatnikiem VAT jest każdy podmiot, który w sposób samodzielny prowadzi działalność. Samodzielnie oznacza między innymi na własną rękę, we własnym zakresie i o własnych siłach, niezależnie, bez niczyjego wpływu i podporządkowania.

 

Niekonsekwencję w takim rozumieniu pojęcia samodzielności wprowadza art. 15 ust. 3 ustawy o VAT. Wskazuje, że nie jest samodzielną działalnością ta, z której przychody są kwalifikowane do źródła przychodu wymienionego w art. 13 pkt 2–9 ustawy o PIT, pod warunkiem że z umowy wynika odpowiedzialność zlecającego wobec osób trzecich. Nie jest to zgodne z dyrektywą. Status podmiotu jako podatnika VAT nie może być uzależniony od tego, do jakiego źródła przychodów jest zakwalifikowane jego wynagrodzenie na gruncie ustawy o PIT. Nie jest też wystarczające wskazanie w umowie, że odpowiedzialność za wykonywane prace ponosi zlecający.

 

Intencją prawodawcy wspólnotowego było wyłączenie z zakresu opodatkowania VAT tylko tych czynności, które są wykonywane w ramach stosunku pracy lub na podstawie umów tworzących stosunek w pełni tożsamy ze stosunkiem pracy. Warunek odpowiedzialności zleceniodawcy jest podany jako jeden z trzech elementów służących prawidłowemu określeniu tych relacji. Jak podkreślił TSUE w wyroku z 25 lipca 1991 r. (sygn. akt C-202/90), to, że zleceniodawca może zostać pociągnięty do odpowiedzialności za czynności wykonywane przez zleceniobiorcę w czasie, gdy występuje on jako jego przedstawiciel, nie wystarcza do stwierdzenia, że występują relacje charakterystyczne dla stosunku pracownik – pracodawca.

 

Należy uznać, że każda działalność, która jest wykonywana w sposób samodzielny, bez cech charakterystycznych dla podległości, jaka występuje w relacji pracownik – pracodawca, będzie – co do zasady – objęta VAT. Dotyczy to także wszelkich umów-zleceń oraz kontraktów menedżerskich realizowanych poza zakresem (przedmiotem) prowadzonej działalności.

 

Należy więc stwierdzić, że radca prawny świadczący odpłatnie usługi prawne w ramach działalności wykonuje ją samodzielnie w rozumieniu ustawy o VAT. W przeciwnym razie podatnik mógłby wybierać, które usługi opodatkuje, zastrzegając w umowie-zleceniu, że odpowiedzialność wobec osób trzecich ponosi zlecający.

 

Inaczej sytuacja przedstawiałaby się, gdyby podatnik wykazał, że umowę-zlecenie realizuje pod czyimś kierownictwem, czyli w warunkach charakterystycznych dla stosunku pracy. W takim wypadku wynagrodzenie nie podlegałoby opodatkowaniu VAT, także wówczas gdy zakres takiej umowy pokrywałby się z zakresem prowadzonej samodzielnie działalności gospodarczej.


Autor: Patrycja Dudek

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 15-09-2014

http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=491806

Komentuje:
Piotr Gaczyński

Rozbicie transakcji na części może dać oszczędności w VAT.

 

Rz: Zwolnieni z VAT są przedsiębiorcy, których roczne obroty nie są wyższe niż 
150 tys. zł. Jeśli przekroczą ten limit, to płacą podatek. Tylko od nadwyżki czy od całej transakcji?

 

Piotr Gaczyński: Przedsiębiorca musi opodatkować całą wartość transakcji, która spowodowała przekroczenie limitu zwolnienia. Ta zasada obowiązuje od 1 stycznia br. Poprzednio było inaczej – VAT płaciliśmy tylko od nadwyżki ponad limit. Załóżmy, że firma A sprzedała od początku roku towary za 140 tys. zł. Teraz szykuje jej się kontrakt na 20 tys. zł netto. Od tej transakcji musi zapłacić 4600 zł VAT. W zeszłym roku zapłaciłaby tylko 2300 zł podatku.

 

Czy można w takiej sytuacji podzielić transakcję na dwie części?

 

Jeśli pozwalają na to warunki umowy z klientem, to tak. Przepisy nie zabraniają takiego postępowania. A oszczędności mogą być czasami spore. Załóżmy, że firma B ma dotychczas obroty na poziomie 50 tys. zł. Teraz szykuje jej się sprzedaż za 200 tys. zł. Jeśli podzieli kontrakt na pół, to zapłaci VAT tylko od 100, a nie  od 200 tys. zł. Aby uniknąć kłopotów, musi tylko zadbać, żeby obowiązek podatkowy od obu transakcji nie powstał jednocześnie.

 

Taki patent możemy też zastosować przy sprzedaży towarów opodatkowanych różnymi stawkami VAT. Te, które są obciążone 23-proc. podatkiem, sprzedajemy przed utratą prawa do zwolnienia, a rozliczane niższą stawką – później.

 

Skarbówka może zakwestionować taką optymalizację?

 

Wprawdzie w ordynacji podatkowej nie ma jeszcze klauzuli obejścia prawa (zapowiadanej przez Ministerstwo Finansów), ale fiskus może oczywiście sprawdzić, czy podział sprzedaży na części nie jest sztuczny i czy nie mamy faktycznie do czynienia z jedną transakcją dla celów VAT. Uważam jednak, że to mało prawdopodobne, gdyż przepisy prawa cywilnego pozwalają na dowolne kształtowanie umów z kontrahentami (zasada swobody umów). Przedsiębiorca może więc zamiast jednej dużej umowy podpisać dwie mniejsze, rozłożone w czasie.

 

O czym jeszcze muszą pamiętać przedsiębiorcy?

 

O tym, że jeśli rozpoczynają działalność w trakcie roku, to limit liczymy w proporcji do okresu sprzedaży. Dlatego trzeba na bieżąco monitorować obroty. Ważne jest też to, że powrót do zwolnienia może nastąpić nie wcześniej niż po upływie roku, licząc od końca roku, w którym przedsiębiorca utracił prawo do zwolnienia lub z niego zrezygnował.

 

Oczywiście niektóre branże w ogóle nie skorzystają ze zwolnienia, np. osoby świadczące usługi prawnicze albo w zakresie doradztwa (z pewnymi wyjątkami).

 

—rozmawiał Przemysław Wojtasik


Źródło: Rzeczpospolita, 09-09-2014 r.
Komentuje:
Piotr Gaczyński

Czy oddział musi prowadzić działalność w Polsce?

Z WOKANDY. Sądy odmawiają prawa 
do odliczenia VAT z tytułu 
zakupów realizowanych przez wyodrębnioną jednostkę zagranicznego podatnika, jeśli nabycia te służą wyłącznie świadczeniom na rzecz centrali.

 

W wyrokach z 15 lipca 2014 r. (I FSK 568/13, I FSK 301/13, I FSK 1291/13) Naczelny Sąd Administracyjny uznał, 
że prawo do odliczenia VAT przez polski oddział zagranicznej spółki nie przysługuje w sytuacji, gdy oddział nie przeprowadza na terytorium Polski transakcji opodatkowanych VAT, lecz realizuje działania wyłącznie na rzecz centrali znajdującej 
się za granicą. Transakcje pomiędzy centralą a oddziałem nie są czynnościami opodatkowanymi VAT, a zatem zakupy dokonywane w związku 
z takimi transakcjami nie spełniają zdaniem NSA podstawowego warunku dla ich odliczenia, czyli związku 
ze sprzedażą opodatkowaną w Polsce.

 

Kształtująca się w ostatnim czasie linia orzecznicza wprowadza dodatkowy, choć niewynikający z przepisów, warunek dla odliczenia VAT przez polskie oddziały zagranicznych spółek – dokonanie przez oddział czynności opodatkowanych 
w Polsce. Prezentowane w orzeczeniach stanowisko jest jednak sprzeczne zarówno z polskimi, jak 
i unijnymi regulacjami.

 

Nowy dodatkowy warunek

Polska ustawa o VAT stanowi wprost, że prawo do odliczenia VAT przysługuje również w odniesieniu do tych zakupów, które mają związek z czynnościami realizowanymi za granicą, jeżeli prawo to przysługiwałoby podatnikowi w przypadku wykonywania takich czynności w kraju. Warunkiem jest, aby podatnik posiadał dokumenty potwierdzające związek podatku odliczonego z tymi czynnościami (art. 86 ust. 8 pkt 1 ustawy o VAT). Niniejsza regulacja jest implementacją art. 169 lit. a dyrektywy VAT. Z treści przepisów nie wynika zatem, jakoby prawo do odliczenia było uzależnione od wystąpienia podatku należnego w Polsce.

 

Co z zasadą neutralności

Należy podkreślić, że podmiot zagraniczny i jego polski oddział są jednym podatnikiem na gruncie VAT. Oddział nabywa towary i usługi 
w celu realizowania określonych działań na rzecz centrali, która następnie wykonuje czynności opodatkowane VAT. Spełnione jest zatem kryterium związku nabywanych przez oddział towarów i usług 
z czynnościami opodatkowanymi VAT. Tymczasem sądy administracyjne stoją na stanowisku, że realizowane przez centralę czynności będą opodatkowane podatkiem od wartości dodanej (VAT należny za granicą), którego nie należy utożsamiać z podatkiem od towarów 
i usług, o którym jest mowa w polskich przepisach o prawie do odliczenia.

 

Z takim stanowiskiem nie sposób się zgodzić, zwłaszcza mając na względzie zasady rozliczania VAT obowiązujące w całej Unii Europejskiej. Brak prawa do odliczenia VAT przez polski oddział spółki zagranicznej godzi w podstawową zasadę neutralności tego podatku, która ma na celu całkowite uwolnienie przedsiębiorcy od ciężaru VAT oraz jego przeniesienie na ostatecznego konsumenta. Co ciekawe, to właśnie na zasadę neutralności powołują się sądy, konkludując, że w przypadku gdy oddział nie prowadzi sprzedaży w Polsce, powinien on ponieść ciężar ekonomiczny podatku.

 

Niezrozumiałe jest również powoływanie się przez sądy na zasadę terytorialności VAT przy rozstrzyganiu o prawie do odliczenia przez polski oddział zagranicznej spółki. Zasada ta stanowi jedynie o opodatkowywaniu czynności w miejscu ich świadczenia, jednak w żadnym sensie nie stanowi o terytorialności prawa do odliczenia. Powodowałoby to bowiem nierówności pomiędzy podatnikami prowadzącymi działalność w Polsce i prowadziło do wyraźnego zakłócenia konkurencji.

 

Zmiana linii orzeczniczej

Jeszcze do niedawna orzecznictwo sądów nie było tak niekorzystne 
w zakresie prawa do odliczenia VAT przez oddziały podmiotów zagranicznych. Przykładowo w wyroku NSA z 26 lutego 2013 r. (I FSK 493/12) czy 
w wyroku WSA w Krakowie z 19 marca 2014 r. (I SA/Kr 2054/13) wskazywano na konieczność prowspólnotowej wykładni przepisów o odliczaniu VAT przez polskie oddziały. Być może nadszedł czas, aby sprawę rozstrzygnął poszerzony skład sędziowski NSA. Charakter podatku od towarów i usług oraz zasada neutralności wymagają bowiem bardziej kompleksowego spojrzenia na działalność oddziałów i ich prawa do odliczania VAT w Polsce.


Autor: Alicja Giebień,
 konsultant w FL Tax

 

Źródło: Rzeczpospolita, 08-09-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/2,1138940-Oddzial-w-Polsce-a-odliczenie-VAT-przez-

zagraniczna-firme.html

Autor:
Alicja Giebień

Przestrogi ministra finansów dla uczciwych podatników przed oszustami z branży elektronicznej nie rozwiązują żadnego problemu – pisze doradca podatkowy Paweł Fałkowski.

 

Minister finansów – wraz z ministrem gospodarki – napisał list. Ostrzegł podatników, że w branży elektronicznej działają oszuści, i wskazał, w jakich okolicznościach najczęściej dochodzi do wyłudzeń. Na koniec poprosił podatników o informacje, gdyby natknęli się na próby „uwikłania" w oszukańczy proceder. List odbił się głośnym echem wśród doradców oraz ludzi z branży. W wielu komentarzach zarzucano ministrowi przenoszenie odpowiedzialności na podatników.

 

Na czym polegają wyłudzenia VAT

Plaga wyłudzeń VAT jest zmorą branży elektronicznej oraz budżetu państwa. Schemat oszustwa polega na stworzeniu łańcucha sprzedaży tego samego towaru. W jego ramach jeden z podmiotów nie rozlicza VAT od sprzedaży towarów w Polsce. Tymczasem VAT z faktury wystawionej przez ten podmiot podlega odliczeniu przez kolejną firmę.

 

Schemat jest prosty w realizacji, zaś sprzęt elektroniczny to wdzięczny materiał do takich transakcji. Aczkolwiek skądinąd wiadomo, że podobny schemat działania bywa stosowany – choć może na mniejszą skalę – także w innych branżach.

 

Treść listu napisanego przez ministra nie zawiera żadnych kontrowersji, a nerwowe reakcje na jego publikację mogą być dla zewnętrznego obserwatora przesadzone. Aby je wytłumaczyć, warto przedstawić, jak organy podatkowe radzą sobie z wyłudzeniami VAT.

 

Niestety, czasami działania te sprowadzają się do przyjęcia, że skoro od prawdziwych oszustów nie można wyegzekwować żadnych należności, należy łapać tych, którzy są na miejscu i uciec nie mogą albo nie chcą. Organy podatkowe ochoczo zabrały się zatem do kontrolowania firm, które z oszustwem mają tyle wspólnego, że brały udział w obrocie towarem, który na wcześniejszym etapie służył do wyłudzenia VAT.

 

Co więcej, pozbawienie prawa do odliczenia VAT jednej firmy w ramach danego łańcucha dostaw nie jest dla fiskusa wystarczające i kłopoty z urzędem mają także kolejni kontrahenci. Przykładowo, jeżeli w łańcuchu dostaw danego towaru podatku nie rozliczyła firma A, fiskus będzie ściągał ten podatek nie tylko od firmy B, ale także od C, D... Kwota podatku zabezpieczonego przez urzędy może więc wielokrotnie przewyższać kwotę VAT wyłudzonego przez oszustów.

 

I co dalej

Przedstawiciele branży wyrażają obawę, że po publikacji listu każdy podmiot, który nabędzie towary, od których ktoś wcześniej nie zapłacił VAT, będzie potraktowany przez fiskusa jako oszust. Wierzę, że tak się nie stanie. Z orzeczeń sądowych wynika przecież, że aby pozbawić podatnika prawa do odliczenia VAT, należy wykazać, że nie dochował on należytej staranności w celu upewnienia się, że transakcja nie jest wykorzystywana do wyłudzenia VAT. Nie wystarczy więc wykazać, że oszustwo miało miejsce. Należy udowodnić, że podatnik powinien był to podejrzewać w momencie dokonania transakcji, posiadając wiedzę znacznie mniejszą niż ustalenia urzędu skarbowego.

 

Ważniejsze pytanie jest może takie, czy list rozwiązuje jakiekolwiek problemy branży. Otóż moim zdaniem nie. Realna zmiana może nastąpić dopiero w momencie planowanego przez rząd wprowadzenia odwrotnego obciążenia w obrocie sprzętem elektronicznym. Dla uczciwych przedsiębiorców będzie to rozwiązanie korzystne, gdyż wykluczy możliwość dokonywania oszustw podatkowych. Nie należy się jednak łudzić, że problem zniknie – on po prostu przeniesie się na inne branże.

 

 

Jakie jest więc wyjście z sytuacji? Prostego rozwiązania nie ma. Konieczna jest jeszcze ściślejsza współpraca międzynarodowa, i to nie tylko między organami podatkowymi, ale także policją i innymi służbami powołanymi do zwalczania zorganizowanej przestępczości. Informowanie podatników o istniejących zagrożeniach może stanowić uzupełnienie tych działań. Pozostaje wierzyć, że okażą się one skuteczne wobec oszustów, a nie będą uderzały w uczciwych przedsiębiorców.


Autor: Paweł Fałkowski, partner, doradca podatkowy w FL Tax

 

Źródło: Rzeczpospolita, 03-09-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/756571,1138021-Wyludzenia-VAT--Minister-listy-pisze--ale-nie-rozwiazuje-problemow.html

Autor:
Paweł Fałkowski

Z WOKANDY. Gdy artysta zawrze umowę 
o dzieło przenoszącą prawa autorskie i przysługujące mu 50-proc. koszty uzyskania przychodów okażą się wyższe niż określona w przepisach wartość, będzie musiał zacząć płacić PIT od całej kwoty przychodu.

 

Obecnie twórcy rozporządzający prawami autorskimi mogą odliczać zryczałtowane 
50-proc. koszty uzyskania przychodów do określonego 
w ustawie limitu. Stanowi 
o tym art. 22 ust. 9a ustawy o PIT. W praktyce wielu z nich ma jednak wątpliwości co do sposobu zastosowania tej regulacji. Pojawiły się pytania, czy po przekroczeniu ustawowego limitu możliwe jest dalsze korzystanie ze zryczałtowanych kosztów w wysokości 20 proc.

 

Utwory literackie, plastyczne i muzyczne

Ustawodawca przewiduje dla twórców limitowane 
50-proc. koszty uzyskania przychodów z tytułu korzystania z praw autorskich lub praw pokrewnych lub rozporządzania tymi prawami. Z omawianych kosztów będą zatem korzystać umowy dotyczące udzielenia licencji oraz przeniesienia praw autorskich. Przedmiotem takiej umowy będzie utwór, czyli każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Koszty takie będą zatem dotyczyły umów mających za przedmiot m.in. utwory literackie, publicystyczne, naukowe, plastyczne, muzyczne i słowno-muzyczne, sceniczne czy audiowizualne. Do utworów zalicza się również programy komputerowe.

 

Niezależnie od rodzaju kontraktu

Limit, do którego twórcy mogą odliczać koszty uzyskanych przychodów w 2014 roku (tak samo jak w 2013 roku), wynosi 42 764 zł (jest to połowa kwoty stanowiącej górną granicę pierwszego przedziału skali podatkowej). Limit ma zastosowanie do przychodów z umów przenoszących prawa autorskie i prawa własności do utworów. Nie ma przy tym znaczenia, na podstawie jakiego stosunku prawnego przenoszone są prawa. Może to być zarówno umowa o dzieło, umowa-zlecenie, jak i umowa o pracę.

 

Podatnicy mieli wątpliwości

W praktyce stosowania omawianych przepisów pojawiły się wątpliwości, co się stanie w sytuacji, kiedy podatnik przekroczy limit. Niektórzy podatnicy stali na stanowisku, że po przekroczeniu limitu możliwe jest zastosowanie 20-proc. kosztów uzyskania przychodów, które przysługują przy tradycyjnych umowach-zleceniach i umowach 
o dzieło.

 

Podatnicy zwracali uwagę, że odebranie im 20-proc. zryczałtowanych kosztów uzyskania przychodów narusza zasadę równości podatników. Byliby oni wówczas gorzej traktowani niż pozostali podatnicy wykonujący swoje usługi na podstawie umów o dzieło czy zlecenie nieobejmujących praw autorskich. Dodatkowo, powoływany był argument, że celem zmian w ustawie o PIT nie było całkowite pozbawienie twórców 
i wykonawców praw do zryczałtowanych kosztów 
w przypadku przekroczenia limitu, a jedynie ich ograniczenie.

 

Fiskus konsekwentnie odmawia

Wątpliwości te są konsekwentnie rozstrzygane przez organy podatkowe na niekorzyść podatników. Przykładowo w interpretacji z 14 sierpnia 2013 r. Izba Skarbowa w Katowicach (IBPBII/1/415-548/13/MK) wskazała, że jeżeli przychód twórców i artystów wykonawców z tytułu korzystania i rozporządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi uzyskany w ramach zawartych umów cywilnoprawnych przekroczy w danym roku podatkowym kwotę 85 528 zł, to płatnik powinien odstąpić od potrącania 
50 proc. kosztów uzyskania przychodów i nie ma możliwości uwzględnienia 20-proc. kosztów uzyskania przychodów.

 

WSA rozstrzygnął

Poglądy organów podatkowych znajdują odzwierciedlenie w orzecznictwie sądowym. W wyroku WSA w Warszawie 
z 11 lipca 2014 r. (III SA/Wa 39/14) jednoznacznie stwierdzono, że w odniesieniu do umowy o dzieło przenoszącej prawa autorskie, w przypadku przekroczenia limitu 50 proc., twórcy nie mogą skorzystać 
z 20-proc. kosztów uzyskania przychodów. Sąd przychylił się tym samym do stanowiska Izby Skarbowej w Warszawie.

 

W uzasadnieniu ustnym sąd podkreślił, że kwalifikacja przychodu zależy od jego źródła, dlatego należy wyraźnie odróżnić przychody 
z działalności wykonywanej osobiście od przychodów
z praw majątkowych. W tym względzie był to w pełni racjonalny zabieg ustawodawcy, aby dokonać takiej klasyfikacji, biorąc pod uwagę źródło przychodu, nie zaś formę stosunku prawnego, z tytułu którego podatnik otrzymuje wynagrodzenie. Sąd zwrócił również uwagę, że uprawnienie zastosowania 50-proc. kosztów uzyskania przychodu jest wyjątkiem od zasady powszechności opodatkowania wynikającej z konstytucji oraz że przyjęte rozwiązanie 
w stosunku do twórców i kwalifikacji ich dzieł do praw majątkowych jest już samo w sobie bardzo korzystne.

Analogiczne stanowisko zajął również WSA we Wrocławiu w wyroku z 30 kwietnia 
2014 r. (I SA/Wr 298/14).

 

Niezbyt korzystny przywilej

Biorąc pod uwagę te niekorzystne dla twórców stanowiska, może się zdarzyć, że korzystanie przez twórców i artystów wykonawców z 50-proc. kosztów z limitem (przy umowach dotyczących korzystania przez nich z praw autorskich 
i z praw pokrewnych lub rozporządzania przez nich tymi prawami) będzie mniej korzystne niż korzystanie 
z 20-proc. kosztów przy innych umowach-zleceniach czy o dzieło. Jednak trzeba pamiętać, że twórca nie może zrezygnować z kosztów 50-proc.
i rozliczać koszty 20-proc. – ustawodawca wprost wskazuje, że w przypadku korzystania z praw autorskich i z praw pokrewnych lub rozporządzania tymi prawami podatnik rozlicza koszty 50-proc. do wysokości określonego w ustawie limitu.


Przykład

Adam Kowalski i Krzysztof Nowak uzyskują z tytułu umowy o dzieło takie same przychody 
w wysokości 300 tys. zł rocznie (pomijamy koszty składek na ubezpieczenie społeczne).

Pan Adam w ramach umowy przenosi prawa autorskie, dlatego też obowiązuje go limit i będzie mógł uwzględnić w ciągu całego roku koszty uzyskania przychodu w wysokości 42 764 zł.

Pan Krzysztof realizuje natomiast umowę o dzieło, która nie przenosi praw autorskich. W jego przypadku koszty wyniosą zatem 60 000 zł.


Można uwzględnić faktycznie poniesione

Warto pamiętać, że twórca, który przenosi prawa autorskie do swoich dzieł, może uwzględnić koszty, które zostały przez niego faktycznie poniesione, jeżeli są one wyższe niż procentowo określony limit. Rozliczenie wyższych kosztów uzyskania przychodów jest możliwe, jeśli podatnik będzie w stanie wykazać wysokość poniesionych kosztów. Konieczne jest zatem gromadzenie przez podatnika stosownej dokumentacji – rachunków czy faktur. W przypadku działalności, która generuje duże, ponad 50-proc. koszty, możliwe jest zatem uwzględnienie takich kosztów w rachunku podatkowym.


Autor:
Aleksandra Kasińska

Tylko nauka i badania nie wymagają rozliczenia się z fiskusem.

Organy podatkowe żądają od stypendystów podatku od zwrotu kosztów podróży i pobytu w zagranicznym ośrodku naukowym. Uważają, że zwolnione jest tylko samo stypendium.

 

W praktyce chodzi o koszty podróży i pobytu związane z uczestnictwem w różnego rodzaju programach, np. Erasmus, Etiuda itp.

 

Zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 39 ustawy o PIT, jeśli regulamin stypendium uzyskał akceptację właściwego ministra i zostało ono wpisane na listę ministra nauki i szkolnictwa wyższego, to danina się nie należy. Problem tylko w tym, na jaki cel stypendysta dostał pieniądze.

 

– Część uczelni, podobnie jak organy podatkowe, twierdzi, że środki na pokrycie kosztów stażu oraz podróży są opodatkowane, nawet jeżeli stypendium znajduje się na liście ministra – wskazuje jeden z doktorantów programu NCN Etiuda. Osobiście się z tym nie zgadza – jego zdaniem uczelnie, jako płatnicy, niesłusznie pobierają podatek od dodatkowych kwot refundowanych stypendyście.

 

Alicja Giebień, konsultant w kancelarii FL Tax – Paweł Fałkowski, Kamil Lewandowski, przyznaje, że przepis mówi o zwolnieniu z podatku stypendiów, a nie wszelkich kwot, które są otrzymywane z tytułu uzyskania statusu stypendysty. Dlatego – co podkreśla – istotne znaczenie ma to, czy środki te są wliczane do kwoty stypendium, czy są wypłacane odrębnie.

 

Pieniądze na podróż

Rafał Dąbrowski, starszy konsultant podatkowy w Russell Bedford Poland, przytacza jeszcze inną podstawę zwolnienia – art. 21 ust. 1 pkt 16 lit. b ustawy o PIT. Zwalnia on z podatku diety i inne należności otrzymywane w związku z szeroko rozumianą podróżą (np. wyżywienie) przez osoby niebędące pracownikami, o ile są spełnione przesłanki wymienione w art. 21 ust. 13 ustawy o PIT.

 

Zdaniem eksperta, środki na pokrycie kosztów stażu oraz kosztów podróży również powinny być zwolnione z podatku jako bezpośrednio związane z realizacją celu stypendium. W tej kwestii jednak stanowisko fiskusa jest także niekorzystne.

 

Organy podatkowe konsekwentnie stoją na stanowisku, że stypendysta niebędący pracownikiem np. uczelni musi zapłacić podatek od kwot, które dostaje na pokrycie kosztów stażu i podróży. Stwierdził tak m.in. dyrektor Izby Skarbowej w Bydgoszczy w interpretacji z 30 stycznia 2014 r. (nr ITPB2/415-953a/13/MU). Wyjaśnił, że pieniądze wypłacane doktorantom na koszty stażu w zagranicznym ośrodku i podróży nie są zwolnione z PIT, bo nie są to diety na wyżywienie i inne drobne wydatki.

 

Odmienne stanowisko zajął jednak WSA w Poznaniu z 25 czerwca 2014 r. (sygn. akt I SA/Po 163/14, nieprawomocny). Orzekł, że biolog, który będzie prowadzić badania na uczelni w Australii, może skorzystać ze zwolnienia dla diet wypłacanych w podróży służbowej. Pieniądze na ten cel przekazało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego uniwersytetowi, w którym naukowiec był zatrudniony. Następnie uczelnia zawarła z nim umowę. W efekcie podatnik dalej był zatrudniony w kraju, a w Australii przebywał w podróży służbowej.

 

Na dokształcanie się

Pracownicy uczelni mogą również skorzystać ze zwolnienia z podatku na innej podstawie – art. 21 ust. 1 pkt 90 ustawy o PIT. Przepis ten zwalnia z daniny świadczenia przyznane zgodnie z odrębnymi przepisami przez pracodawcę na podnoszenie kwalifikacji zawodowych.

 

W wyroku z 3 grudnia 2013 r. (sygn. akt I SA/Gd 1296/13, nieprawomocny) WSA w Gdańsku orzekł, że na tej podstawie adiunkt w Polskiej Akademii Nauk, który uczestniczy w pracach naukowych za granicą (program zatwierdzony przez ministerstwo), nie zapłaci podatku. Sąd uznał, że PAN, gdzie naukowiec jest zatrudniony, mógł skierować go do uczestnictwa w projekcie w celu podniesienia kwalifikacji zawodowych.

 

Zarobek podczas stażu

Z problemem zgłaszają się również stażyści np. programu Erasmus+, którzy przebywając za granicą, tam zarabiają, a ich dochód przekracza kwotę wolną od podatku (3091 zł). Nie wiedzą, czy mają ten dodatkowy zarobek opodatkować, czy jest on zwolniony z daniny w tym wypadku odpowiedź jest prosta.

– Jeżeli stypendysta uzyska inne dochody w trakcie odbywanego stażu czy wymiany zagranicznej (np. programu Erasmus+), to będą one co do zasady opodatkowane – tłumaczy Alicja Giebień. Co więcej, jeśli dochody są uzyskane za granicą, to miejsce opodatkowania (w Polsce lub w tym drugim kraju) takiego dochodu należy ustalić na podstawie przepisów stosownej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania.

 

 

Zarobki na stażu przekraczające 3 091 zł rocznie są opodatkowane.


Autor: Łukasz Zalewski

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 18-08-2014

http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/

816359,tylko-nauka-i-badania-nie-wymagaja-rozliczenia-

z-fiskusem.html

Komentuje:
Alicja Giebień
Kiedy najczęściej fiskus policzy bądź oszacuje nasze dochody?
  • Jeśli wydatki i majątek podatnika nie znajdują pokrycia w ujawnianych przez niego zarobkach, organy podatkowe mogą same określić ich wysokość
  • W przypadku przedsiębiorcy, który nie ma ksiąg podatkowych lub prowadzi je nierzetelnie, urzędnicy oszacują dochody
  • Tak się stanie także w firmach naruszających warunki rozliczania się ryczałtem ewidencjonowanym czy kartą podatkową

 

W przypadku większości danin podatnicy sami ustalają podstawę opodatkowania i podatek do zapłaty (samowymiar). A urzędnicy w toku postępowań sprawdzających, podatkowych czy kontrolnych weryfikują te obliczenia, biorąc pod uwagę dokumenty i inne dowody. W razie potrzeby wydają decyzje wskazujące wielkość zobowiązania podatkowego. W pewnych szczególnych sytuacjach – kiedy brak odpowiednich danych lub z różnych względów nie można im ufać – organy mogą nie ustalić, ale oszacować podstawę opodatkowania i na tej podstawie określić należną daninę. Kierują się przy tym metodami szacowania przewidzianymi w przepisach (ordynacja podatkowa). Kiedy podatnik musi się szczególnie liczyć z tym, że urzędnicy zabiorą się do obliczania lub szacowania jego dochodu?

 

Dochody nieujawnione

Niektórzy ukrywają swoje dochody przed fiskusem. Po pierwsze, można zataić dochód ze źródła, które jest znane. Przykładowo: pracownik faktycznie otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 5000 zł miesięcznie, ale jego umowa z pracodawcą opiewa jedynie na 2000 zł. I tylko ta ostatnia kwota jest deklarowana w rozliczeniach z urzędem skarbowym. Po drugie, ukryte może być samo źródło dochodu, np. gdy ktoś pracuje na czarno, a oficjalnie od dawna jest zarejestrowany jako bezrobotny i już nawet nie pobiera zasiłku. Pierwszy płaci niższy podatek, niż powinien, drugi nie płaci w ogóle. Jednocześnie może tak być, że obaj żyją na wyższym poziomie, niż wskazywałyby ich oficjalne dochody. Jeśli fiskus to dostrzeże lub w inny sposób dowie się o ukrywaniu dochodów, to – stosując art. 21 par. 3 ordynacji podatkowej w związku z art. 20 ust. 3 ustawy o PIT – sam ustali podstawę opodatkowania, biorąc pod uwagę z jednej strony poniesione przez podatnika w danym roku wydatki i zgromadzony majątek oraz z drugiej – przychody uprzednio opodatkowane lub wolne od podatku. Na różnicę nałoży – zgodnie z art. 30 ust. 1 pkt 7 ustawy o PIT – podatek dochodowy według stawki 75 proc.

 

Zainteresowani unikną tej sankcji, jeśli wskażą, że uzyskali dochody w ogóle wyłączone spod PIT, np. z czynności, które nie mogą być przedmiotem prawnie skutecznej umowy, jak działalność przestępcza czy nierząd. Jednak sama deklaracja nie wystarczy. Fiskus zakwestionuje to tłumaczenie, jeśli uzna, że nie ma przesłanek świadczących, że to np. usługi seksualne są źródłem utrzymania danej osoby. Zgodnie zaś z projektem zmian w ustawie o PIT przygotowanym niedawno przez Ministerstwo Finansów – w przepisach wprost zostanie powiedziane, że ciężar dowodu w takich przypadkach spoczywa na tym, który powołuje się na daną okoliczność. Innymi słowy, podatnik będzie musiał udowodnić, że faktycznie trudni się nierządem.

 

Kluczową częścią wspomnianego projektu są zmiany w regulacjach dotyczących opodatkowania ukrywanych dochodów. To efekt uznania ich przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z ustawą zasadniczą (wyrok z 29 lipca 2014 r., sygn. akt P49/13). Jednocześnie jednak TK orzekł, że stracą one moc po upływie 18 miesięcy i zalecił, zarówno administracji skarbowej, jak i sądom administracyjnym, ich stosowanie do tego czasu.

 

Brak ksiąg podatkowych

W przypadku firm fiskus, sprawdzając rozliczenia, w pierwszej kolejności analizuje księgi podatkowe, np. księgi rachunkowe, przychodów i rozchodów czy ewidencje i rejestry, do których prowadzenia zobowiązani są prowadzący działalność gospodarczą.

 

Zdarza się jednak, że ksiąg nie ma – z różnych przyczyn. Mogą np. spłonąć lub zostać skradzione. Mogą też zostać ukryte lub zniszczone przez podatnika, albo okazuje się, że po prostu nie chciał ich prowadzić (wszystko to rodzi odpowiedzialność karną skarbową). Bez względu na przyczynę w takiej sytuacji – zgodnie z art. 23 par. 1 pkt 1 ordynacji – organy są uprawnione do oszacowania podstawy opodatkowania. Podatnik może tego uniknąć, jeśli posiada inne niż księgi dowody pozwalające obliczyć przychód i koszty jego uzyskania. Mogą to być faktury, rachunki itp. Jeśli urzędnicy uznają je za wiarygodne, to wymierzą podatek na ich podstawie. Jeśli nie – dokonają szacunku według jednej z wybranych metod, a firma będzie musiała zapłacić (ew. dopłacić) tak ustalony podatek plus odsetki od części, której nie uregulowała na czas.

 

Wady i nieprawidłowości

A jeśli księgi podatkowe są prowadzone nierzetelnie? Kluczowe jest to, czy dane z nich wynikające pozwalają na określenie podstawy opodatkowania. Jeśli nie – konieczne będzie jej oszacowanie (art. 23 par. 1 pkt 2 ordynacji podatkowej). W praktyce rozstrzyga charakter i skala nieprawidłowości. Z pierwszym przypadkiem będziemy mieli do czynienia np. gdy podatnik ujął fakturę w księgach w niewłaściwej dacie albo wpisał kwotę transakcji wyrażoną w euro i nie przeliczył jej na złotówki. Czyli popełnił błędy, które można skorygować i które nie uniemożliwiają prawidłowego ustalenia przychodów, kosztów i kwot niezbędnych do ustalenia zobowiązania.

 

Gorzej, jeśli urząd ustali, że zapisy nie odpowiadają rzeczywistości. Przykładowo: firma zaniżyła obrót, ewidencjonując inne wielkości niż te, które naprawdę osiągała, czy też nie ujawniła transakcji w księgach. Albo zawyżyła koszty uzyskania przychodu, wykorzystując do tego celu puste faktury. Firmy, które kupują takie dokumenty i uwzględniają w rozliczeniach, nie dość, że płacą niższy podatek dochodowy, to zawyżają VAT naliczony do odliczenia – oczywiście wbrew prawu.

 

Kiedy fiskus odkryje nieprawidłowości, to znów najważniejsze będzie dla niego, czy mimo to może uznać, iż dane w księgach pozwalają na określenie podstawy opodatkowania, choćby z wykorzystaniem innych dowodów zgromadzonych w czasie postępowania. Jeśli księgi razem z dowodami nie dają takiej możliwości – konieczne będzie oszacowanie dochodu (art. 23 par. 1 pkt 2 ordynacji podatkowej).

 

Naruszenie ryczałtu

Niektórzy przedsiębiorcy rozliczają się z fiskusem kartą podatkową lub odprowadzają daninę na podstawie ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym. Ryczałtowcy korzystają z niższych stawek niż przewidziane w ustawie o PIT (z tym, że odnoszą się one do przychodów) i prowadzą księgowość w ograniczonym zakresie (ewidencja przychodów), co pozwala na dodatkowe oszczędności. Jednak w sytuacji, gdy nie ewidencjonują przychodów lub robią to w sposób nierzetelny (niepozwalający uznać dokumentacji za dowód w postępowaniu podatkowym) urząd na podstawie art. 17 ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym ma prawo sam określić bądź oszacować przychód niezewidencjonowany. Będzie on podlegał podatkowi (ryczałtowi) w pięciokrotnie wyższej wysokości (nie wyższej jednak niż 75 proc.) niż stawka, która byłaby właściwa przy prawidłowych rozliczeniach.


Dobrze mieć argumenty i dokumenty

 

Wojciech Węgrzyn, konsultant w FL Tax

 

W jaki sposób urząd skarbowy najczęściej dowiaduje się o unikaniu opodatkowania?

 

Fiskus w przypadku nieujawnionych dochodów analizuje informacje o wydatkach ponoszonych przez podatników (np. na zakup nieruchomości) oraz ich dochody wykazane w poprzednich latach – gdyż źródłem finansowania wydatków ponoszonych w danym roku może być majątek wypracowany wcześniej. Niemniej najbardziej istotnym źródłem informacji są donosy „życzliwych”.

 

Nieprawidłowości w prowadzeniu ksiąg podatkowych lub ewidencji przychodów wykrywane są zazwyczaj podczas rutynowej lub krzyżowej kontroli podatkowej, albo w ramach czynności sprawdzających.

 

Co należy zrobić, jeśli fiskus twierdzi, że doszło do nieprawidłowości?

 

Jeżeli ocenia, że wydatki i wartość zgromadzonego mienia nie znajdują pokrycia w znanych mu (ujawnionych) źródłach naszych przychodów, należałoby przedstawić argumenty i dowody przemawiające za naszym stanowiskiem, przede wszystkim wskazać i udokumentować przychody, które pozwoliły nam sfinansować wydatki i jednocześnie zostały opodatkowane albo są zwolnione z PIT, czy też w ogóle mu nie podlegają. To pozwoli uniknąć sankcyjnej stawki podatku (75 proc.).

 

W razie stwierdzenia nierzetelności lub wadliwości ksiąg podatkowych, podatnik może uchronić się od oszacowania podstawy opodatkowania, jeżeli uzupełni dane wynikające z ksiąg dokumentami potwierdzającymi rzeczywistą wartość przychodów, kosztów itd. W przypadku, gdy jednak do oszacowania doszło, nie stosuje się sankcyjnej stawki podatku w odniesieniu do dochodu ustalonego w ten sposób. Jednakże osoby odpowiedzialne za prowadzenie ksiąg mogą ponieść odpowiedzialność karną skarbową, np. poprzez nałożenie na nie grzywny.

 

Podstawa prawna

Art. 11, art. 19 ust. 4 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2014 r. nr 74, poz. 397).

Art. 20 ust. 3, art. 25, art. 30 ust. 1 pkt 7, art. 30 d ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 ze zm.).

Art. 21 par. 3, art. 23 par. 1 pkt 1–3 ustawy z 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 749 ze zm.).

Art. 17 ustawy z 20 listopada 1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. nr 144, poz. 930 ze zm.).


Autor: Patrycja Dudek

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 14-08-2014

http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=489441

Komentuje:
Wojciech Węgrzyn

To spółka sporządza wykaz składników majątku.

Spółka musi prowadzić księgi rachunkowe oraz inne wymagane ewidencje 
i rejestry, a więc dysponuje wszystkimi danymi dotyczącymi swojego majątku. Na niej zatem, a nie na odchodzącym wspólniku, spoczywa obowiązek ich spisania.

 

Zakończenie uczestnictwa wspólnika w spółce jawnej wiąże się z obowiązkiem sporządzenia wykazu składników majątku na dzień wystąpienia wspólnika ze spółki. Wykaz ten powinien być sporządzony przez spółkę, a nie przez występującego wspólnika. Takie stanowisko zaprezentował Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w wyroku z 21 maja 2014 r. (I SA/Gl 1466/13).

 

Wspólnik spółki jawnej może, co do zasady, wypowiedzieć umowę spółki. Takie działanie nie jest obojętne dla przepisów prawa podatkowego. Oprócz kwestii związanych z opodatkowaniem przychodów uzyskanych ze spółki, istotny jest również obowiązek sporządzenia wykazu składników majątku. Stosownie do przepisów ustawy o PIT, w razie wystąpienia wspólnika ze spółki niebędącej osobą prawną, sporządza się wykaz składników majątku na dzień jego wystąpienia ze spółki. Przepisy jednak nie precyzują, kto powinien sporządzić taki wykaz - czy obowiązek będzie ciążył na spółce, czy na występującym wspólniku.

 

WSA w Gliwicach przesądził, że obowiązek ten ciąży na spółce. Wskazał przy tym, że spółka jest odrębnym od podatników podmiotem praw i obowiązków, a zarazem właścicielem określonych składników majątku i że posiada dane niezbędne do sporządzenia wykazu majątku. Ponadto, spółka zobowiązana jest do prowadzenia ksiąg rachunkowych oraz innych wymaganych ewidencji i rejestrów.

 

Potwierdzeniem tego stanowiska jest, zdaniem sądu, katalog niezbędnych danych, jakie ma zawierać wykaz. Zgodnie z ustawą o PIT, wykaz ten powinien bowiem zawierać co najmniej: liczbę porządkową, określenie (nazwę) składnika majątku, datę nabycia składnika majątku, kwotę wydatków poniesionych na nabycie składnika majątku oraz kwotę wydatków poniesionych na nabycie składnika majątku zaliczoną do kosztów uzyskania przychodów, wartość początkową, metodę amortyzacji, sumę odpisów amortyzacyjnych oraz wysokość wypłaconych środków pieniężnych należnych wspólnikom z tytułu udziału w spółce niebędącej osobą prawną na dzień wystąpienia lub likwidacji (art. 24 ust. 3a ustawy o PIT).

 

Sąd zwrócił uwagę, że podany w ustawie katalog ma charakter otwarty i może być uzupełniony o inne dane niezbędne do sporządzenia wykazu wszystkich składników majątku. Wykaz może być sporządzony wyłącznie na podstawie dokumentacji posiadanej przez podmiot prowadzący działalność gospodarczą. Zdaniem sądu, w przypadku wystąpienia wspólnika ze spółki, sporządzenie takiego wykazu w sposób rzetelny przez byłego wspólnika spółki mogłoby być utrudnione, gdyż to spółka dysponuje wszystkimi wymaganymi danymi. Ponadto wspólnik występujący ze spółki jawnej jest podmiotem nieuprawnionym do dysponowania majątkiem spółki.

 

Stanowisko zaprezentowane w wyroku WSA w Gliwicach zasługuje na aprobatę. Obowiązujące przepisy nie przesądzają, kto powinien sporządzić wykaz. Nie ma jednak wątpliwości, na co słusznie zwrócił uwagę sąd, że to spółka (osoby ją reprezentujące) ma dostęp do danych, które powinny być ujawnione w wykazie.


Autor: Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy w FL Tax

 

Źródło: Rzeczpospolita, 11-08-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/1132051.html

Autor:
Aleksandra Kasińska

Podwykonawcy banków i ubezpieczycieli mogą odetchnąć z ulgą. Resort finansów zrezygnował z planów opodatkowania ich usług.

 

Chodzi o firmy zajmujące się likwidacją i wyceną szkód komunikacyjnych (back office) oraz oferujące usługi kompleksowej pomocy drogowej (assistance) na rzecz zakładów ubezpieczeń.

 

Pod koniec czerwca Ministerstwo Finansów zaproponowało wykreślenie przepisu zwalniającego te usługi z podatku. Tak wynikało z projektu założeń nowelizacji ustawy o VAT. Sprzeciw branży spowodował jednak, że resort zawiesił prace nad tą zmianą. „Kwestia ta zostanie poddana szczegółowej analizie, w tym uzgodniona z Komisją Europejską” – poinformowało MF.

 

Szerzej niż w dyrektywie

Chodziło o art. 43 ust. 13 ustawy o VAT. Ministerstwo Finansów zaproponowało wykreślenie tego przepisu. Oficjalnie jako powód podało dostosowanie polskich przepisów do unijnej dyrektywy o VAT. Wiadomo jednak, że obecne zwolnienie jest szersze niż to, które wynika z dyrektywy o VAT. Plany MF zmierzały więc do tego, by się z niego wycofać.

 

Przepis ten wprowadzono do polskiej ustawy na skutek błędu. Ustawodawca wzorował się bowiem na wniosku dyrektywy Rady zmieniającym dyrektywę o VAT. Projekt ten nigdy jednak nie wszedł w życie i nie wiadomo, czy w ogóle wejdzie.

 

W związku z tym polskie zwolnienie nie odpowiada dokładnie regulacjom unijnym. Dyrektywa o VAT zwalnia z podatku wyłącznie transakcje ubezpieczeniowe i reasekuracyjne wraz z usługami pokrewnymi świadczonymi przez brokerów i agentów ubezpieczeniowych (art. 135 ust. 1 lit. a dyrektywy 2006/112/WE). Takie zwolnienie jest również przewidziane w art. 43 ust. 1 pkt 37 ustawy o VAT. Jednak polski ustawodawca poszedł o krok dalej i w art. 43 ust. 13 objął zwolnieniem także usługi pomocnicze, które stanowią element usług zwolnionych (np. ubezpieczeniowych), i mimo że są odrębną całością, są właściwe i niezbędne do świadczenia usługi zwolnionej.

 

Orzecznictwo sądów

W czerwcowym projekcie założeń do nowelizacji ustawy o VAT resort finansów zapewnił, że uchylenie art. 43 ust. 13 nie spowoduje automatycznego opodatkowania usług pomocniczych i że nadal będą one korzystać ze zwolnienia na gruncie dyrektywy i orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE.

 

Co innego jednak wynika z orzecznictwa. Sądy krajowe są zgodne, że gdyby nie art. 43 ust. 13, to usługi podwykonawstwa ubezpieczeniowego nie mogłyby korzystać ze zwolnienia zapisanego w dyrektywie. Przewiduje ona jedynie zwolnienie dla usług ubezpieczeniowych świadczonych przez zakłady ubezpieczeń i pośredników (agentów i brokerów ubezpieczeniowych). Takie stanowisko prezentują zarówno sądy wojewódzkie, jak i Naczelny Sąd Administracyjny (sygn. akt I Sa/Łd 1626/11, I Sa/Gd 885/11, I Sa/Po 559/11, I FSK 615/13).

 

Zwolnienie nie wynikałoby także z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE. Zgodnie z nim, preferencją są objęte wyłącznie usługi świadczone przez pośredników, których działania mają na celu doprowadzenie do zawarcia umowy (tak m.in. w wyrokach TSUE w sprawach C-240/99, C-8/01, C-472/03 ).

 

Tymczasem większość firm świadczących usługi back office i assistance ma zawarte umowy nie z ubezpieczonymi, tylko z zakładami ubezpieczeń.

 

Sprzeciw branży

Projekt wykreślenia art. 43 ust. 13 skrytykowały m.in.: Polska Izba Spedycji i Logistyki, Krajowa Rada Doradców Podatkowych, Konfederacja Lewiatan, Polska Izba Ubezpieczeń oraz Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej.

 

Ich zdaniem oznaczałoby to, że gdyby nawet – jak zapewnia ministerstwo – usługi back office i assistance miały być zwolnione z VAT, to decydowałyby o tym wyłącznie organy podatkowe. Najpewniej prowadziłoby to do zawężenia zakresu zwolnienia.

 

Zdaniem Konfederacji Lewiatan ubezpieczyciele zlecający usługi zewnętrznym wykonawcom musieliby nabywać je po cenie powiększonej o VAT, a jego koszt przerzucać na końcowych klientów. W efekcie spowodowałoby to wzrost składek ubezpieczeniowych.

 

Na te same skutki wskazuje Agnieszka Rosa z biura prasowego PZU.

 

– Usunięcie przepisu spowodowałoby, że wszystkie usługi pomocnicze do usług ubezpieczeniowych mogłyby być opodatkowane VAT według stawki 23 proc., co w konsekwencji doprowadziłoby do wzrostu kosztów prowadzenia działalności ubezpieczeniowej – mówi Agnieszka Rosa. Wskazuje, że jednocześnie straciłyby moc korzystne interpretacje indywidualne wydane na podstawie wykreślonego przepisu.


Trzeba gruntownie przemyśleć tę zmianę

 

Kamil Lewandowski doradca podatkowy, partner w FL Tax

 

Niewątpliwie wycofanie się przez MF z pomysłu uchylenia zwolnienia dla usług pomocniczych jest wiadomością korzystną nie tylko dla podmiotów z sektora bankowego i ubezpieczeniowego, lecz także dla wszystkich klientów tych firm. Brak tego zwolnienia spowodowałby zwiększenie kosztów o VAT, którego ubezpieczyciele i banki nie mogą odliczyć. To z kolei znalazłoby odzwierciedlenie np. we wzroście wysokości składek ubezpieczeniowych.

 

Kolejną okolicznością, którą należy wziąć pod uwagę, jest stabilność i pewność prawa – na gruncie prawa podatkowego szczególnie powinniśmy jej bronić. Art. 43 ust. 13 obowiązywał zaledwie nieco ponad 3 lata, które były okresem stabilizacji praktyki stosowania tego przepisu, a legislator już chciał zafundować nam kolejną zmianę.

 

Oczywiście można prowadzić dyskusję mającą na celu porównanie zakresu krajowego zwolnienia z przepisami dyrektywy o VAT. Trzeba jednak pamiętać, że wprowadzenie art. 43. ust. 13 było krokiem uwzględniającym projektowane zmiany do unijnych przepisów w tym zakresie. To również nowość w zazwyczaj spóźnionych działaniach krajowego ustawodawcy. Wydaje się zatem, że pomysł gruntownego przemyślenia ewentualnych zmian w tym zakresie i skonsultowania ich z Komisją Europejską powinien wyjść wszystkim na zdrowie.


Autor: Patrycja Dudek

 

Źródło: Rzeczpospolita, 11-08-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/1132051.html

Komentuje:
Kamil Lewandowski

Pełne odliczenie VAT przysługuje wówczas, gdy auto wykorzystujemy wyłącznie do celów działalności gospodarczej. To niełatwe zadanie, bo każdemu może się przecież trafić prywatna przejażdżka. Jak sobie z tym radzą w firmach?

 

– Wiele przedsiębiorstw wprowadziło regulaminy wynajmowania samochodów służbowych pracownikom. Na tej podstawie mogą ich używać także na prywatne potrzeby za niewielki czynsz, często symboliczny, np. za 1 zł – mówi Beata Hudziak, doradca podatkowy, partner zarządzający w kancelarii 8Tax. – Jeżeli to świadczenie jest odpłatne, a auto jest poza najmem w 100 proc. Związane z działalnością gospodarczą, możemy odliczyć cały podatek przy jego zakupie i eksploatacji – wskazuje.

 

O tym sposobie pisaliśmy w „Rz" już 9 stycznia (nowe zasady rozliczania samochodów weszły w życie 1 kwietnia).

 

Ministerstwo grozi szacowaniem

Ustosunkowało się do niego Ministerstwo Finansów w broszurze wyjaśniającej nowe regulacje. Jego zdaniem cena za wynajem musi odzwierciedlać rzeczywistą wartość tego świadczenia. Grozi też oszacowaniem podstawy opodatkowania zgodnie z wartością rynkową.

 

– Takie stanowisko nie ma oparcia w przepisach – mówi Piotr Gaczyński, doradca podatkowy, menedżer w kancelarii FL Tax. – Przepisu mówiącego o możliwości szacowania podstawy opodatkowania nie stosuje się bowiem w relacji pracodawca–pracownik.

 

Fiskus nie może zmieniać ceny w umowie między pracodawcą a pracownikiem

Potwierdza to interpretacja Izby Skarbowej w Poznaniu (nr ILPP2/443-183/14-4/MR). Podkreślono w niej, że w świetle ustawy o VAT możliwa jest sprzedaż po cenie niższej (nawet znacznie) niż rzeczywista wartość danej usługi.

 

Trudno określić wartość rynkową

Piotr Gaczyński dodaje, że w razie wynajmowania samochodu pracownikowi przez pracodawcę określenie wartości rynkowej jest bardzo trudne.

 

– Nie wiadomo, czy powinniśmy się odnosić do cen wypożyczalni (o ich wysokości decydują przecież inne uwarunkowania) czy bardziej miarodajne byłyby kwoty stosowane przez innych pracodawców (ale nie są one ogólnodostępne). Oczywiście bezpieczniej jest przyjąć wyższą cenę niż 1 zł – tłumaczy ekspert.

 

Przypomnijmy, że od 1 kwietnia podczas zakupu samochodu osobowego można odliczyć 50-proc. VAT. Tak samo jest z wydatkami na benzynę i kosztami eksploatacji (przy czym prawo odliczenia 50 proc. wydatków na paliwo ma obowiązywać dopiero od 1 lipca 2015 r.). Cały podatek naliczony (zarówno podczas zakupu auta, jak i od kosztów eksploatacji) wolno odliczyć tylko od samochodów typowo firmowych, tzn. wykorzystywanych wyłącznie na potrzeby działalności gospodarczej.

 

Firmy, które podejmą ryzyko pełnego odliczenia, muszą złożyć w urzędzie specjalną informację o sposobie wykorzystywania pojazdu (VAT-26) i prowadzić ewidencję jego przebiegu. Powinny się w niej znaleźć m.in. opis trasy, cel wyjazdu, stan licznika, liczba przejechanych kilometrów.

 

– Ewidencji przebiegu pojazdu nie trzeba prowadzić, jeśli samochód jest przeznaczony wyłącznie do wynajmu (stanowi to przedmiot działalności gospodarczej przedsiębiorcy). W takiej sytuacji nie musimy też składać VAT-26 – mówi Beata Hudziak. – Mamy te obowiązki, jeśli samochód jest częściowo przeznaczony na potrzeby firmy i częściowo na wynajem – wyjaśnia.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 06-08-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/792747,1131307-Odliczenie-VAT-a-wynajem-auta.html

Komentuje:
Piotr Gaczyński

 

  • Kosztem podatkowym może być każdy wydatek związany bezpośrednio lub pośrednio z przychodami przedsiębiorstwa
  • Środki trwałe o wartości większej niż 3,5 tys. zł trzeba amortyzować, ale w przypadku uruchamiających biznes kluczowy jest limit 211 tys. zł
  • W rozliczeniach podatkowych można uwzględnić zakup samochodu prywatnego, wniesionego następnie do działalności

 

Na początku działalności przedsiębiorcy mają zwykle więcej kosztów niż przychodów. Jednak nie wszystkie mogą być brane pod uwagę w rozliczeniu podatkowym.

 

Jednorazowe potrącenie

Jeśli chodzi o te, które stanowią koszty podatkowe, niektóre mogą być rozliczane tylko w czasie (amortyzowane), a nie od razu. Z punktu widzenia biznesmenów najkorzystniejsze jest rozliczenie jednorazowe.

 

Jak wynika z art. 22 ust. 1 ustawy o PIT (t.j. Dz.U. z 2012 r., poz. 361 ze zm.) oraz art. 15 ust. 1 ustawy o CIT (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 851 ze zm.), do kosztów uzyskania przychodów można zaliczyć wydatki poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania albo zabezpieczenia źródła przychodów – z wyjątkiem tych wymienionych w art. 23 ustawy o PIT oraz art. 16 ustawy o CIT.

 

W przypadku zakupu środków trwałych (budowle, budynki, maszyny, urządzenia, środki transportu i inne przedmioty), a więc np. komputera, trzeba też uważać na limit 3,5 tys. zł. Co do zasady, jeśli koszt nabycia lub wytworzenia środka trwałego nie przekracza tego pułapu, to można go zaliczyć od razu i w całości do kosztów podatkowych. Jeśli limit zostanie przekroczony, to środek trwały należy amortyzować – do kosztów zaliczamy wtedy systematycznie odpisy amortyzacyjne liczone od wartości początkowej (ceny zakupu lub kosztu wytworzenia) komputera czy innego środka.

 

Co jednak istotne, rozpoczynający działalność (a także mali podatnicy) mają prawo do jednorazowej amortyzacji niezależnie od limitu 3,5 tys. zł. Dotyczy to środków trwałych zaliczonych do grupy 3-8 KŚT (Klasyfikacji Środków trwałych), z wyłączeniem samochodów osobowych. Co do zasady, takie jednorazowe potrącenie lub kilka potrąceń łącznie nie może w sumie przekroczyć w odniesieniu do objętych nimi środków kwoty 50 tys. euro (czyli obecnie 211 tys. zł). Ta zasada ma zastosowanie w roku podatkowym, w którym środki zostały wprowadzone do ewidencji (do limitu 211 tys. zł nie wlicza się odpisów od środków, których wartość początkowa nie przekroczyła 3,5 tys. zł). W kolejnych latach po skorzystaniu z jednorazowej amortyzacji trzeba stosować już podstawowe zasady amortyzacji.

 

Przykładowo podatnik startujący z biznesem może od razu zaliczyć do kosztów w całości wydatek na komputer o wartości 10 tys. zł. W kolejnym roku podatkowym, jeśli kupi sprzęt o takiej wartości, będzie mógł zaliczać do kosztów jedynie odpisy ustalone zgodnie z wybraną metodą amortyzacji (więcej w artykule: „Jak amortyzować środki trwałe” – DGP nr 131/2014).

 

Koszty nauki

W praktyce do kosztów działalności można też zaliczyć niektóre wydatki poniesione wcześniej – przed uruchomieniem biznesu. Przykładem są koszty aplikacji radcowskich czy adwokackich.

 

W jednym z najnowszych wyroków WSA w Gdańsku (z 22 lipca 2014 r., sygn. akt I SA/Gd 689/14) potwierdził, że kosztami uzyskania przychodów są wszelkie racjonalne i gospodarczo uzasadnione wydatki związane z prowadzeniem działalności gospodarczej zmierzające do stworzenia (sic!), zabezpieczenia i zachowania źródła przychodów, przy czym związek wydatków z przychodami nie musi być bezpośredni. W ocenie sądu za koszt uzyskania przychodu należy więc też uznać wydatek, który warunkuje rozpoczęcie działalności gospodarczej. A z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku wykonywania zawodu radcy prawnego w formie kancelarii, ponieważ odbycie i ukończenie aplikacji jest do tego niezbędne.

 

Stanowisko to potwierdzają też inne sądy (np. WSA w Poznaniu w wyroku z 4 kwietnia 2013 r., sygn. akt I SA/Po 50/13, oraz WSA we Wrocławiu w wyroku z 28 listopada 2012 r., sygn. akt I SA/Wr 1144/12).

 

Niestety, inaczej do tego podchodzi fiskus i to nie tylko w przypadku aplikacji radcowskich czy adwokackich.

 

W interpretacji indywidualnej dyrektor Izby Skarbowej w Warszawie (z 5 czerwca 2014 r., nr IPPB1/415-278/14-3/AM) uznał, że osoba prowadząca działalność, która w jej trakcie opłaciła czesne za studia licencjackie i magisterskie na kierunku logistyka (w celu podniesienia kwalifikacji), nie może zaliczyć tego wydatku do kosztów podatkowych. Organ zgodził się wprawdzie, że wiedza zdobyta podczas nauki pozwoli podatnikowi zwiększyć przychody oraz zabezpieczyć ich źródła, ale wydatki na studia I i II stopnia nie spełniają kryterium celowości wynikającego z art. 22 ust. 1 ustawy o PIT i dlatego nie mogą być kosztem podatkowym. Chodzi o to, że biznesmen poniósł wydatki w celu zdobycia odpowiednich kwalifikacji, a więc mają one charakter osobisty. Jego celem było zdobycie wiedzy i umiejętności, a nie osiągnięcie przychodów z firmy.

 

Stanowisko fiskusa jest więc takie, że nie można pomniejszyć przychodów z firmy o wydatki na zdobycie kwalifikacji – bez względu na to, czy poniesiono je przed, czy w trakcie działalności gospodarczej.

 

Spotkania z klientami

Tuż po uruchomieniu przedsiębiorstwa ważne jest też jak najszybsze pozyskanie klientów. W tym celu niezbędne są m.in. spotkania z potencjalnymi kontrahentami. W tym przypadku pojawia się pytanie, czy wydatki na poczęstunek czy też lunch, w trakcie którego przedsiębiorca rozmawia z ewentualnym partnerem biznesowym, mogą być zaliczone do kosztów.

 

Pozytywnie na to pytanie odpowiedział minister finansów w interpretacji ogólnej (nr DD6/033/127/SOH/2013/RD-120521). Wyjaśnił w niej, że zgodnie z art. 23 ust. 1 pkt 23 ustawy o PIT oraz art. 16 ust. 1 pkt 28 ustawy o CIT, wydatki na poczęstunek (kanapki, paluszki, ciastka), napoje (woda, soki, herbata), obiady i lunche, można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów. Nie ma przy tym znaczenia, czy poczęstunek lub posiłek są podawane w siedzibie przedsiębiorcy, czy poza nią (np. w restauracji). Ważne jest jednak, aby były poniesione w celu osiągnięcia przychodów lub zachowania źródła przychodów.

 

Mało tego, wyłącznym lub dominującym celem takich kosztów nie może być stworzenie określonego, pozytywnego wizerunku firmy czy wykreowanie dobrych relacji z uczestnikami spotkania.

 

Innymi słowy, jeśli startujący z firmą chce zrobić dobre wrażenie na kontrahentach i to jest jego główny cel, to wydatków na poczęstunek, napoje czy lunch nie może zaliczyć do kosztów, ponieważ jest to reprezentacja. Jeśli zaś rzeczywiście zmierza bezpośrednio do uzyskania przychodów i o tym jest mowa podczas spotkania, to ma szanse na skuteczne potrącenie kosztów tego rodzaju. Każdy taki przypadek fiskus rozpatruje jednak odrębnie, a więc mimo interpretacji ogólnej warto wystąpić też o indywidualną.

 

W interpretacji indywidualnej z 11 czerwca 2014 r. (nr IBPBI/1/415-324,577/14/ESZ) dyrektor Izby Skarbowej w Katowicach uznał, że wydatki poniesione na organizację części biznesowo-szkoleniowej spotkania wyjazdowego, poniesione w związku z udziałem w nim kontrahentów i zleceniobiorców (np. koszty transportu, noclegu, poczęstunku w trakcie tej części spotkania, za wyjątkiem napojów alkoholowych), będą mogły stanowić koszt uzyskania przychodu.

 

Samochód do firmy

Zakładając pierwszą firmę, łatwo można do niej wprowadzić samochód wykorzystywany dotychczas do celów prywatnych. Interpretacje dyrektorów izb skarbowych dotyczące rozliczenia w kosztach takiego wniesienia są korzystne dla podatników.

 

Sprawę taką rozstrzygnął np. dyrektor izby skarbowej w Łodzi (interpretacja indywidualna z 11 czerwca 2014 r., nr IPTPB1/415-143/14-4/AG).

 

Osoba fizyczna wyjaśniła, że chce w firmie, którą planuje założyć, używać auto, które kupiła do celów osobistych w 2005 r. (ma fakturę zakupu na kwotę 37 600 zł). Zamierza uwzględnić auto w działalności, czyli zostanie ono wprowadzone do ewidencji środków trwałych i będzie służyło osiągnięciu przychodów lub zabezpieczeniu albo zachowaniu źródła przychodów. Aby ujmować w kosztach podatkowych odpisy amortyzacyjne, musi ustalić jego wartość początkową. Podatnik nie był pewien, czy powinien przyjąć kwotę z faktury zakupu z 2005 r., czy znacznie niższą wartość rynkową samochodu na dzień przyjęcia go do środków trwałych.

 

Dyrektor izby skarbowej utwierdził podatnika w przekonaniu, że wartością początkową będzie cena nabycia wynikająca z faktury. Podstawą do określenia wartości początkowej kupionych składników majątkowych jest cena nabycia, którą ustala się na podstawie art. 22g ust. l pkt 1 ustawy o PIT. Nie ma znaczenia, sprzed ilu lat pochodzi dokument zakupu ani że określona w nim kwota znacznie odbiega od aktualnej wartości rynkowej. Dopiero gdy nie można ustalić ceny nabycia środka trwałego, to – zgodnie z art. 22g ust. 8 ustawy o PIT – jego wartość początkową ustala się w wysokości wynikającej z wyceny dokonanej przez podatnika z uwzględnieniem cen rynkowych środków trwałych tego samego rodzaju z grudnia roku poprzedzającego rok założenia ewidencji lub sporządzenia wykazu oraz z uwzględnieniem stanu i stopnia ich zużycia. W omawianym przypadku cena nabycia była znana – wynikała z faktury. Podobne rozstrzygnięcie wydał dyrektor Izby Skarbowej w Katowicach (z 16 maja 2014 r., nr IBPBI/1/415-227/14/ZK). Jak wynika z kolejnej interpretacji (dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy z 30 kwietnia 2014 r., nr ITPB1/415-69/14/MW), kosztami uzyskania przychodu są również wydatki związane z eksploatacją samochodu wprowadzonego do ewidencji środków trwałych, a więc np. koszty zakupu paliwa, olejów, opłat za przejazdy i parkowanie, wymiany opon.

 

Samochodu można również nie wprowadzić do ewidencji środków trwałych. W takim przypadku zastosowanie ma art. 23 ust. 1 pkt 46 ustawy o PIT, zgodnie z którym kosztem z tytułu używania auta do celów firmowych są wydatki ustalone zgodnie z kilometrówką.

 

Podstawa prawna

Art. 22 ust. 1, art. 22g, art. 23 ust. 1 pkt 23 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 ze zm.).

Art. 15 ust. 1, art. 16 ust. 1 pkt 28 ustawy z 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (t.j. Dz.U. z 2014 r. poz. 851 ze zm.).


TRZY PYTANIA

Jak postępować w sytuacjach wątpliwych

 

Szymon Adamiak

konsultant w FL Tax – Paweł Fałkowski, Kamil Lewandowski Doradcy podatkowi Sp. z o.o.

 

Co może zrobić podatnik, który nie wie, czy zaliczyć wydatek do kosztów uzyskania przychodów?

Co do zasady to na podatnikach ciąży obowiązek znajomości przepisów i prawidłowego zaliczania wydatków do kosztów uzyskania przychodu. W przypadku wątpliwości podatnik może zwrócić się z pytaniem do Krajowej Informacji Podatkowej, gdzie konsultant odpowie na pytanie podczas rozmowy telefonicznej. Taka informacja nie jest jednak wiążąca i podatnik może ją wykorzystać tylko na własną odpowiedzialność.

 

Przedsiębiorca ma także możliwość zwrócenia się z wnioskiem o wydanie wiążącej indywidualnej interpretacji podatkowej. Pytanie może w takim wypadku dotyczyć zarówno sytuacji już zaistniałej, jak i przyszłego zdarzenia. Wniosek oprócz opisu stanu faktycznego musi również zawierać stanowisko samego podatnika w danej sprawie. Na wydanie indywidualnej interpretacji trzeba będzie zaczekać do 3 miesięcy. Opłata za wniosek wynosi 40 zł od jednego stanu faktycznego/zdarzenia przyszłego.

 

Co może zrobić osoba prowadząca działalność, która zaliczyła wydatek bezpośrednio do kosztów, a powinna amortyzować środek trwały?

Przede wszystkim podatnik powinien złożyć korektę deklaracji. Prawdopodobnie będzie się to wiązało z powstaniem zaległości podatkowej i koniecznością jej uregulowania wraz z odsetkami. W najgorszym przypadku postępowanie takie może zostać uznane za celowe zmniejszenie podatku do zapłaty i w związku z tym podatnik może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej skarbowej.

 

Ponadto przedsiębiorca powinien wpisać dany środek trwały do ewidencji. Co do zasady, środek ten powinien być wprowadzony do niej najpóźniej w miesiącu, w którym przekazano go do używania. Dokonanie tej czynności w późniejszym terminie jest uznawane za ujawnienie środka trwałego. W takiej sytuacji podatnik powinien zacząć amortyzację z początkiem następnego miesiąca po miesiącu wprowadzenia środka trwałego do ewidencji.

 

Co grozi przedsiębiorcy, który zaliczył do kosztów wydatek, a urzędnicy stwierdzili, że nie było takiej możliwości? Jakie będą skutki takiej decyzji organu?

Niewłaściwe zaliczenie wydatków do kosztów skutkuje nieprawidłowym rozliczeniem podatku dochodowego i co do zasady powstaniem zaległości podatkowej. W przypadku gdy takie ustalenie będzie mieć miejsce podczas kontroli bądź postępowania podatkowego, to organ wyda decyzję, w której ustali kwotę zaległości wraz z odsetkami. Jeżeli podatnik zgodzi się z decyzją, jest zobowiązany do zapłaty oraz złożenia korekty odpowiedniej deklaracji. Gdy podatnik nie zgadza się z decyzją, może się od niej odwołać w terminie 14 dni od dnia jej doręczenia.

 

Podatnikowi może grozić też odpowiedzialność karnoskarbowa, jeżeli umyślnie zaniżył daninę do zapłaty.


Autor: Łukasz Zalewski
Komentuje:
Szymon Adamiak

W I półroczu kontrolerzy skarbowi wykryli fikcyjne dokumenty o wartości 11,5 mld zł. Handel nimi to nie tylko domena nieistniejących firm i zorganizowanych grup przestępczych. Zajmują się tym także legalne podmioty.

 

Z danych MF wynika, że dokumentów, które nie odzwierciedlają faktycznych zdarzeń, jest z roku na rok coraz więcej. Dla porównania, w I połowie zeszłego roku wartość pustych faktur wyniosła 9,1 mld zł, a w całym 2013 r. prawie 20 mld zł. W internecie bez trudu można znaleźć strony oferujące sprzedaż kosztów.

 

Poprawia się natomiast statystyka kontroli skarbowych ujawniających dokumenty bez pokrycia. Gdy nie da się od razu złapać winnego, kontrolerzy przychodzą do jego kontrahentów, czyli tych, którzy padli ofiarą oszustw.

Nieskuteczne sankcje

Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy i partner w KNDP, uważa, że aby skutecznie walczyć z pustymi fakturami, należy zwiększyć kary dla oszustów.

 

- Dziś więcej można dostać za kradzież w sklepie niż za puste faktury. Sankcje więc są, ale - jak pokazuje praktyka - nieskuteczne - mówi ekspert.

 

Andrzej Nikończyk tłumaczy, że wynika to z orzecznictwa dotyczącego art. 108 ustawy o VAT. Według sądów organy nie mają podstaw żądać podatku od sprzedawcy, jeśli skutecznie wyeliminowały możliwość odliczenia u nabywcy, a więc np. w drodze decyzji pozbawiły nabywcę prawa do odliczenia (wówczas wystawca nie musi płacić VAT wykazanego w fakturach).

 

Wprawdzie wystawcom pustych faktur grożą sankcje karne, ale często idą oni na współpracę z organami ścigania.

 

- W efekcie wystawca dostaje wyrok karny, ale często niewielki (w stosunku do kwot, które wyłudził) lub w zawieszeniu i nie musi wpłacać podatku, ponieważ albo sam koryguje faktury, albo organ już wcześniej wykluczył możliwość odliczenia z nich VAT u nabywców - stwierdza ekspert KNDP.

 

- Wcześniej funkcjonowała sankcja 30 proc., która hamowała nieuczciwych wystawców. Po wykryciu procederu można było wyegzekwować sankcję z majątku podatnika - przypomina Nikończyk.

 

Stosowanie 30-proc. stawki zakwestionował jednak Trybunał Konstytucyjny już w 1998 r. (sygn. akt K 17/97). Orzekł wtedy, że nie można jej wykorzystywać wobec osoby, która poniosła już odpowiedzialność karną skarbową.

 

Z kolei nabywcy pustych faktur, jeśli kupują je świadomie, ryzykują tylko odsetkami (10 proc. W skali roku). Po podpisaniu protokołu kontroli skarbowej, a przed wszczęciem postępowania podatkowego przysługuje im prawo do korekty deklaracji i - jak mówi Nikończyk - dochodzi wtedy do wyłączenia karalności.

Jest popyt, jest podaż

Procederem fikcyjnych faktur zajmują się zarówno legalnie działające firmy, jak i zorganizowane grupy przestępcze.

 

- Rządzi prawo popytu i podaży. Zainteresowani fikcyjnymi fakturami są zarówno sprzedający, jak i nabywcy - stwierdza Roman Namysłowski, doradca podatkowy i partner w Crido Taxand.

 

Przekrój sprzedających jest zróżnicowany. Są to zarówno osoby, których jedyną „działalnością" jest podrabianie faktur, jak i podmioty, które wykazują stratę podatkową i nie mają widoków na jej odliczenie w najbliższych latach, np. ze względu na jej wysokość czy brak spodziewanych przychodów.

 

- Nawet jeżeli je wykażą, to wystawienie pustej faktury nie będzie się dla nich wiązać z koniecznością zapłaty podatku dochodowego, bo strata nadal będzie przewyższać przychody. Podobnie postępują firmy, których przychody są opodatkowane ryczałtowo - wyjaśnia Namysłowski.

 

Z drugiej strony są nabywcy fikcyjnych dokumentów - ci, którzy kupują puste faktury, żeby zwiększyć sobie koszty podatkowe i zmniejszyć VAT należny.

Głównie niematerialne

Roman Namysłowski zauważa, że najczęściej przedmiotem transakcji wykazywanym na pustych fakturach są usługi o charakterze niematerialnym, takie jak szkolenia, marketing, doradztwo. Czyli takie, przy których trudno wykazać, że nie zostały wykonane. Efekt nie zawsze musi mieć przecież postać materialną, np. opinii czy prezentacji.

 

- Nieuczciwy proceder może dotyczyć także usług transportowych. Przejazd z miasta do miasta można łatwo udowodnić potrzebami biznesowymi. Podobnie zużycie paliwa - przyznaje ekspert Crido Taxand.

Uczciwi i oszukani

Ale jest też druga strona medalu. To nabywcy pustych faktur, którzy stają się ofiarami oszustów.

 

- To firmy, które kupiły towary lub usługi, a ich dostawcy zniknęli z rynku, nie rozliczając się z fiskusem - tłumaczy doradca podatkowy Wojciech Serafiński. W tym wypadku - dodaje - fiskus przychodzi więc do uczciwych przedsiębiorców.

 

- Niestety, organy podatkowe zbyt często kierują się odpowiedzialnością zbiorową, przenosząc konsekwencje wyłudzenia podatku na uczciwych przedsiębiorców, których jedyną winą było nawiązanie współpracy z nierzetelnym kontrahentem - ocenia Paweł Fałkowski, partner i doradca podatkowy w FL Tax. Zwraca uwagę, że takie działanie jest niezgodne z orzeczeniami Trybunału Sprawiedliwości UE, w których wskazuje się, że identyfikacja i ściganie oszustów podatkowych jest rolą organów państwa i nie można tych obowiązków przenosić na podatników (np. w sprawie C-18/13 Maks Pen, w sprawach C-80/11 i C-142/11 Mahagében i Dávid oraz C-285/11 Bonik).

Skuteczność kontroli

Oficjalne dane pokazują, że kontrolerzy są coraz bardziej skuteczni w wykrywaniu fikcyjnych faktur. W 2012 r. ujawnili ich ponad 150 tys. o łącznej wartości 15,5 mld zł. Rok temu wykryto podobną liczbę, ale już na prawie 20 mld zł, natomiast w I połowie br. - prawie 100 tys. na ponad 11,5 mld zł.

 

W sprawozdaniu z kontroli skarbowej za 2013 r. wskazuje się, że skuteczność rośnie, bo inspektorzy stosują nowe narzędzia informatyczne i aplikacje, współpracują z administracjami innych państw, uczestniczą w kontrolach wielostronnych, ścigających oszustwa popełniane przez zorganizowane grupy przestępcze, a w kraju współpracują z policją, prokuraturą i wywiadem skarbowym.

Znikający wystawcy

Zdaniem Doroty Pokrop, doradcy podatkowego i dyrektora w EY, należy przesuwać ciężar kontroli z wcześniejszych lat na bieżące rozliczenia.

 

- Kontrola za 2009 r. prowadzona w 2014 r. często oznacza, że nieuczciwego kontrahenta już nie ma lub nie ma majątku, z którego można byłoby egzekwować zaległy podatek. Pojawia się więc poczucie bezkarności wśród oszustów - podkreśla Dorota Pokrop.

 

Pomóc mają też zmiany w prawie. Takie, jak już wprowadzony mechanizm odwrotnego obciążenia, gdzie VAT rozlicza nabywca, czy solidarna odpowiedzialność nabywcy za VAT niezapłacony przez sprzedawcę dla obrotu towarami wrażliwymi.

 

- Niestety, zmiany w prawie nie nadążają za inwencją oszustów, którzy wyłudzają VAT, wykorzystując luki w systemie podatkowym. Wprowadzeniu tzw. odwrotnego obciążenia na nowe kategorie towarów skutkuje tym, że oszuści wybierają inne branże - podsumowuje Paweł Fałkowski.


Autor: Łukasz Zalewski

 

Źródło: Rzeczpospolita, 29-07-2014

http://podatki.gazetaprawna.pl/artykuly/

812843,liczba-fikcyjnych-faktur-wciaz-rosnie.html

 

 

 

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Skarbówka chce ukrócić działania, które pozwalają na podatkowe oszczędności.

 

Wybór korzystnej umowy zaszkodzi przedsiębiorcy. Takie mogą być skutki długo zapowiadanej nowelizacji ordynacji podatkowej. Wczoraj Ministerstwo Finansów przedstawiło projekt zmian. Hitem jest klauzula obejścia prawa, która ma zapobiec obniżaniu podatków.

Eksperci nie mają wątpliwości - zaczyna się nowy rozdział w życiu przedsiębiorców.

- Fiskus będzie mógł podważyć praktycznie każdą transakcję gospodarczą dającą korzyści podatkowe - mówi Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy, przewodniczący Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan. - Przykładem niech będzie przekształcenie spółki z o.o. w komandytową. Korzyść jest ewidentna: w pierwszej płacimy podatek dwukrotnie, w drugiej tylko raz.

 

Urzędnicy ocenią biznesowe decyzje

 

- Jeśli skarbówka uzna, że przekształcenie nie jest uzasadnione ekonomicznie, rozliczy podatek tak, jakby do niego nie doszło - tłumaczy Tomasz Piekielnik, doradca podatkowy w Piekielnik Business Consulting. I podaje inny przykład. Firma chce przenieść prawo do logo. Najpierw wnosi je do innej spółki, potem dopiero następuje sprzedaż. Urzędnicy mogą uznać, że prościej byłoby od razu logo sprzedać. A skutki podatkowe są zupełnie inne.

- Nowe przepisy dają fiskusowi możliwość ingerowania w decyzje gospodarcze przedsiębiorcy - mówi Michał Roszkowski, radca prawny, partner w Accreo. - To urzędnicy będą oceniać, czy postępuje on racjonalnie. Daje to im duże pole do popisu.

Kto znajdzie się na celowniku skarbówki? Przede wszystkim firmy działające w międzynarodowych strukturach, zakładające fundacje, inwestujące w obligacje. Interwencji fiskusa mogą też spodziewać się przedsiębiorcy tworzący spółki w rajach podatkowych i wnoszący do nich prawa do znaków towarowych czy know-how. Także jednak oszczędzający na podatkach (np. poprzez przenoszenie praw do wizerunku) sportowcy i artyści. To przykłady optymalizacyjnych działań podane w uzasadnieniu do projektu nowelizacji.

- Ministerstwo zapowiadało, że klauzula ma być wymierzona w duże firmy, ale nowe przepisy są tak sformułowane, że dotkną też małe - mówi Andrzej Nikończyk. - I to te, które wybierają legalne rozwiązania, tyle że pozwalające zaoszczędzić na obciążeniach fiskalnych.

 

Sztuczna konstrukcja do podważenia

 

Kiedy fiskus zakwestionuje transakcję? Wtedy gdy uzna, że przyjęta konstrukcja jest sztuczna, a jej głównym celem jest uzyskanie nieprzewidzianej w przepisach znacznej korzyści podatkowej. Czyli uniknięcia, obniżenia, a nawet odsunięcia momentu zapłaty daniny. Ze znaczną korzyścią podatkową będziemy mieli do czynienia, gdy w istotnej mierze poprawi sytuację finansową firmy.

Przedsiębiorca będzie mógł się wybronić, jeśli wykaże, że istniały ważne powody (np. ekonomiczne lub biznesowe) uzasadniające zastosowanie nietypowej konstrukcji. Jeśli mu się nie uda, urzędnicy obliczą podatek z jej pominięciem.

- Ten projekt wpisuje się doskonale w nasilającą się ostatnio politykę zastraszania przedsiębiorców (czego przejawem były np. interpretacje dotyczące spółek komandytowo-akcyjnych czy instrukcje Ministerstwa Finansów w sprawie odliczania VAT od samochodów) - komentuje Paweł Fałkowski, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax. - Wielu z nich zrezygnuje z korzystnych podatkowo rozwiązań, obawiając się sporów z fiskusem. A przecież każdy ma prawo układać swoje interesy w najlepszy dla siebie sposób.

 

Przepisy działające wstecz

 

- Nie wyobrażam sobie normalnego działania firmy, jeśli te przepisy wejdą w życie - podsumowuje Tomasz Piekielnik. - Nowelizacja daje za dużo władzy w ręce urzędników.

Ministerstwo Finansów chce, aby regulacje o unikaniu opodatkowania obowiązywały dopiero od 1 stycznia 2016 r. - Z nowelizacji wynika jednak, że dotyczyć będą też wcześniejszych zdarzeń - mówi Michał Roszkowski.

Przypomnijmy, że klauzula obejścia prawa istniała już w polskich przepisach. Dziesięć lat temu Trybunał Konstytucyjny uznał jednak, że jest niezgodna z ustawą zasadniczą. Ministerstwo Finansów próbuje ponownie ją przeforsować.

Etap legislacyjny: uzgodnienia wewnętrzne

 

PROPOZYCJE MINISTERSTWA

Udogodnienia w urzędach i księgowości

 

Oprócz klauzuli obejścia prawa w projekcie zmian ordynacji podatkowej znalazło się sporo przepisów regulujących sprawy relacji podatnik - urząd skarbowy i płacenia podatków:

  • obniżka odsetek od zaległości podatkowych dla podatników dobrowolnie dopłacających podatek;
  • podwyżka odsetek od zaległości w VAT i akcyzie przekraczających 
25 proc. należnej kwoty podatku
  • zapłata podatku kartą płatniczą;
  • możliwość wystąpienia o interpretację prawa podatkowego równocześnie przez kilku podatników;
  • ułatwienia w ustanawianiu pełnomocników reprezentujących podatników przed urzędem skarbowym;
  • wprowadzenie ujednoliconej formy elektronicznych ksiąg podatkowych.

Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 18-07-2014

http://archiwum.rp.pl/artykul/1248899-Koniec-korzystnych-podatkowo-transakcji--.html#.U-NCSvl_v6Z

 

 

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Minęło pół roku i firmy budowlane już wiedzą, że mają kłopoty.

 

Do końca 2013 roku obowiązek podatkowy w przypadku usług budowlanych powstawał z chwilą otrzymania całości lub części zapłaty, nie później niż w ciągu 30 dni od dnia wykonania usługi. Zasada ta była stosowana odpowiednio do rozliczeń usług budowlanych przyjmowanych częściowo, których odbiór był dokonywany na podstawie protokołów zdawczo-odbiorczych.

 

Zmiana zasad

Od 1 stycznia 2014 r. obowiązek podatkowy powstaje z chwilą wystawienia faktury z tytułu wykonania usług budowlanych lub budowlano-montażowych. Faktura taka powinna być wystawiona najpóźniej 30. dnia od dnia wykonania usługi. Jeżeli podatnik nie wystawi w tym terminie faktury lub wystawi ją z opóźnieniem, obowiązek podatkowy powstanie z chwilą upływu terminu na jej wystawienie, tj. 30. dnia od wykonania usługi.

 

Brak definicji

Jak widać, dla prawidłowego określenia daty powstania obowiązku podatkowego w przypadku usług budowlanych konieczne jest zidentyfikowanie momentu wykonania usługi. Przepisy ustawy o VAT nie definiują jednak pojęcia „wykonania usługi budowlanej”.

Na gruncie poprzednio obowiązujących przepisów wykształciło się stanowisko, że za dzień wykonania usługi budowlanej uznaje się dzień podpisania protokołu zdawczo-odbiorczego. Takie podejście było w znacznej mierze akceptowane przez organy podatkowe. Z pewnością przyczyniało się także do uproszczenia rozliczeń z fiskusem oraz odzwierciedlało specyfikę branży budowlanej, w której powszechną formą dokumentowania wykonania usług są właśnie protokoły zdawczo-odbiorcze.

Warto jednak przywołać wydane jeszcze na gruncie starych przepisów rozstrzygnięcie NSA z 2013 r. (sygn. akt I FSK 943/12), którego tezy mogą stać się tym bardziej aktualne na gruncie nowych przepisów. Wydany wyrok dotyczył wprawdzie zastosowania właściwej stawki VAT dla usług budowlanych, ale jednocześnie sąd odniósł się do momentu wykonania usługi budowlanej. Zdaniem NSA momentem tym jest moment faktycznego zakończenia prac. Samo sporządzenie protokołu stanowi jedynie potwierdzenie wykonania usług.

 

Najnowsze stanowiska fiskusa

W interpretacjach wydawanych na gruncie nowych przepisów organy podatkowe prezentują jednolite stanowisko. Zgodnie z nim o wykonaniu usług budowlanych decyduje faktyczne wykonanie usług, nie zaś ich przyjęcie na podstawie protokołów zdawczo–odbiorczych. Zdaniem organów protokół jedynie potwierdza fakt wykonania usług, natomiast nie przesądza o terminie i zakresie ich wykonania. Stanowisko takie zostało wyrażone m.in. przez Dyrektora Izby Skarbowej w Bydgoszczy w interpretacji z 4 czerwca 2014 r. (nr ITPP1/443-230/14/MN), jak również Dyrektora Izby Skarbowej w Łodzi w interpretacji z 16 czerwca 2014 r. (nr IPTPP1/443-207/14-2/MW).

 

Powyższa linia interpretacyjna oznacza zasadniczą zmianę stanowiska fiskusa. Może być to o tyle trudne do zaakceptowania, że w takim przypadku za moment wykonania usługi należy przyjąć moment zakończenia faktycznej realizacji usługi, która w świetle umowy mogła nie zostać wykonana właściwie. Stanowisko Ministra Finansów, mimo że znajduje oparcie w przepisach, które odwołują się jedynie do momentu wykonania usług, może więc przyczynić się do istotnych problemów praktycznych skutkujących nieprawidłowościami w rozliczeniach podatkowych, jak również koniecznością finansowania podatku przez wykonawcę (gdy istnieje spory odstęp czasu pomiędzy faktycznym zakończeniem prac a podpisaniem protokołu, który daje podstawę do rozliczeń).

 

Nietrudno zatem wyobrazić sobie sytuację, kiedy podatnik wykona usługę budowlaną, a inwestor uchyla się od jej odbioru i odmawia zapłaty. W takiej sytuacji może powstać pytanie, kiedy należy odprowadzić VAT od takiej usługi.

 

Przykład

Późniejszy odbiór

30 kwietnia 2014 r. firma X zakończyła wszystkie prace budowlane określone w umowie. Ze względu na brak pośpiechu ze strony inwestora odbioru prac i podpisania protokołu dokonano dopiero pod koniec lipca 2014 r.

Jeżeli po 30 kwietnia podatnik nie prowadził żadnych prac na placu budowy, a podatnik nie wystawił faktury w maju, obowiązek podatkowy powstanie z końcem maja. Wykazanie obowiązku podatkowego dopiero w lipcu wiązałoby się zatem z powstaniem zaległości podatkowej u podatnika.

 

Kiedy jednak protokół może wyznaczać datę powstania obowiązku podatkowego?

 

W świetle powyższych rozstrzygnięć organów podatkowych przyjęcie przez strony ustaleń, że usługa zostaje uznana za wykonaną z datą podpisania protokołu zdawczo–odbiorczego może rodzić ryzyko sporu z organem podatkowym co do prawidłowości określenia momentu powstania obowiązku podatkowego. W mojej ocenie nie w każdym przypadku wykluczone będzie rozpoznanie obowiązku podatkowego w dacie podpisania protokołu. Logika nakazywałaby, że w przypadku usług, gdzie z przyczyn obiektywnych nie jest możliwe wskazanie, kiedy zostały faktycznie wykonane, za datę wykonania usług można uznać datę podpisania protokołu. Podobnie może być w sytuacji, gdy podpisanie protokołu potwierdza prawidłowość wykonanych prac przed ich oddaniem do użytku, np. w ramach odbioru technicznego dokonywany jest próbny rozruch maszyny, który potwierdza jej właściwe funkcjonowanie i dopiero z momentem odbioru konsument może faktycznie korzystać z rezultatów nabytej usługi. W świetle najnowszych interpretacji organów podatkowych trudno jednak przewidzieć, jak do tego stanowiska ustosunkuje się fiskus.

 

Podstawa prawna

Ustawa z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 177, poz. 1054 ze zm.).


Autor: Agnieszka Wałek, konsultant w FL Tax

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 14-07-2014

http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=487018

Autor:
Agnieszka Wałek

Skończą się wreszcie spory o okres ważności certyfikatów.

Ustawy podatkowe nie określają okresu ważności certyfikatów rezydencji podatkowej. Czy ma to znaczenie dla rozliczeń podatkowych?

 

Przepisy ustaw o podatkach dochodowych definiują jedynie certyfikaty rezydencji jako zaświadczenia o miejscu siedziby (zamieszkania) podatnika wydane dla celów podatkowych przez właściwy organ administracji podatkowej innego państwa. W związku z brakiem regulacji określających okres ważności certyfikatów kwestia ta od lat jest źródłem wątpliwości i sporów z fiskusem. Ma to istotny wymiar praktyczny, ponieważ certyfikat rezydencji uprawnia do zastosowania stawki obniżonej lub niepobrania podatku zgodnie z właściwą umową o unikaniu podwójnego opodatkowania. Zatem w przypadku zakwestionowania rozliczeń w tym obszarze płatnik dokonujący zapłaty na rzecz zagranicznego kontrahenta ma obowiązek wykazać, że mógł zastosować korzystniejsze regulacje.

 

Jak wobec tego postępować, aby nie narazić się na ryzyko sporu z organem podatkowym?

 

Z perspektywy podatkowej optymalną praktyką jest coroczne uzyskiwanie przez płatnika certyfikatu rezydencji zagranicznego kontrahenta. Każdy kolejny certyfikat będzie automatycznie potwierdzał, że w okresie od wydania poprzedniego dokumentu rezydencja podatkowa zagranicznego kontrahenta nie uległa zmianie. Niestety, rozwiązanie to generuje wiele formalności i często okazuje się uciążliwe, a dodatkowo kosztowne dla samego podatnika.

 

Czy są jakieś alternatywy?

 

Odpowiadając na to pytanie warto wspomnieć, że w wyniku licznych sporów z fiskusem w tym zakresie w ostatnich latach wykształciła się przyjazna dla podatników linia orzecznicza. W ocenie sądów, w sytuacji gdy w treści certyfikatu nie ma wskazania co do okresu jego ważności, dokument taki zachowuje swoją aktualność do momentu zmiany potwierdzonego w nim stanu faktycznego. Stanowisko takie wyraził przykładowo NSA w ustnym uzasadnieniu wyroku z 27 maja 2014 r. (sygn. akt II FSK 1563/12). Zdaniem sądu, jeśli płatnik posiada certyfikat rezydencji uzyskany w latach wcześniejszych, a w kolejnych latach uzyska jedynie oświadczenie kontrahenta, że dane wynikające z certyfikatu nie uległy zmianie, może stosować obniżoną stawkę podatku wynikającą z właściwej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania.

 

Podobne stanowiska zostały wyrażone w wyrokach NSA m.in. z 3 lutego 2014 r. (sygn. akt II FSK 204/12) oraz z 4 września 2013 r. (sygn. akt II FSK 2579/11). Nie można jednak zapominać, że to na płatniku spoczywa obowiązek posiadania aktualnych certyfikatów rezydencji, co obliguje do weryfikowania możliwych zmian rezydencji zagranicznych kontrahentów.

 

Czyli wystarczy, że uzyskamy jeden certyfikat zagranicznego kontrahenta, a później potwierdzimy, czy dane w nim zawarte nie uległy zmianie?

 

Niestety nie. Projektowane zmiany ustaw o podatkach dochodowych przewidują wprowadzenie nowych zasad posługiwania się certyfikatami. W szczególności przepisy będą wprost określały, że certyfikaty rezydencji nie będą ważne bezterminowo. Zgodnie z projektem certyfikat, który nie zawiera okresu ważności, będzie pozostawał aktualny przez kolejnych 12 miesięcy od dnia jego wydania. Oczywiście, jeśli w tym czasie zmianie ulegną dane potwierdzone certyfikatem, konieczne będzie uzyskanie nowego, aktualnego certyfikatu.

 

Świadczy to o uproszczeniu zasad posługiwania się certyfikatami…

 

Tak. Nowe przepisy zakończą spory o okres ważności certyfikatów rezydencji. Jednocześnie zostaną określone zasady odpowiedzialności za niepobranie podatku lub pobranie podatku w nieprawidłowej wysokości w związku z posłużeniem się certyfikatem, który nie odpowiada stanowi faktycznemu w nim potwierdzonemu.

 

Czy całą odpowiedzialność poniesie płatnik, jako podmiot obowiązany do obliczenia, poboru i wpłaty podatku we właściwej wysokości?

 

Niekoniecznie. Nowością jest to, że na zagranicznych podatników zostanie nałożony obowiązek przedstawiania nowego certyfikatu, w przypadku gdy nastąpi zmiana rezydencji podatkowej tego podatnika. Brak dopełnienia tego obowiązku będzie rodził odpowiedzialność po stronie zagranicznego podatnika za niepobranie podatku lub pobranie podatku w nieprawidłowej wysokości przez płatnika. Wyjątkiem od tej odpowiedzialności będzie sytuacja, gdy inny dokument (np. faktura lub umowa) w posiadaniu płatnika będzie wskazywał na nieaktualność danych podatnika poświadczonych certyfikatem. W takim przypadku odpowiedzialność będzie ciążyła na płatniku.

 

Jak w takim razie przygotować się na zmiany?

 

Najlepiej już dziś wdrażać stosowne procedury. Projektowane przepisy zostały z końcem czerwca przekazane do rozpatrzenia przez Senat (druk sejmowy nr 2330), więc można spodziewać się, że zaczną obowiązywać nawet pod koniec bieżącego roku. Warto zwrócić uwagę, że zgodnie z projektem nowelizacji nowe regulacje w tym zakresie mają obowiązywać z upływem 3 miesięcy od dnia ich ogłoszenia. W konsekwencji należy już teraz sygnalizować kontrahentom konieczność corocznego przedstawiania nowych certyfikatów oraz informowania o ewentualnych zmianach w zakresie ich rezydencji podatkowej.


Rozmawiała Ewa Ciechanowska

 

Komentuje:
Agnieszka Wałek

Firma nie odliczy VAT od okularów dla pracownika.

 

Fiskus twierdzi, że jeśli ktoś kupuje szkła korekcyjne zgodnie z wystawioną receptą, to są one dostosowane do jego potrzeb. Nabywa je więc na własny użytek. Nawet gdy faktura jest wystawiona na pracodawcę, który za nią zapłacił.

 

Spółka z o.o. zatrudnia kilka osób. Okazało się teraz, że musimy zapewnić okulary dla jednej z zatrudnionych osób pracujących przy komputerze (tak wynika z zaświadczenia od lekarza okulisty). W jaki sposób mamy rozliczyć taki zakup w podatku od towarów i usług? – pyta czytelniczka.

 

Problemem, z którym często spotykają się przedsiębiorcy, jest odpowiednie rozliczenie VAT od okularów korekcyjnych kupowanych dla pracowników. Obowiązek zapewnienia okularów wynika z  rozporządzenia ministra pracy i polityki socjalnej z 1 grudnia 1998 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy na stanowiskach wyposażonych w monitory ekranowe. Zgodnie z przywołanym rozporządzeniem pracodawca powinien zapewnić okulary pracownikom użytkującym w czasie pracy monitory ekranowe co najmniej przez połowę dobowego wymiaru czasu pracy. Stanowisko organów podatkowych dotyczące możliwości odliczenia VAT od takiego zakupu, a także konieczności naliczenia VAT przy przekazaniu okularów na rzecz pracownika, zależało do niedawna od sposobu finansowania wydatku.

 

W praktyce mogły wystąpić trzy sytuacje. Gdy faktura wystawiona była na pracownika, pracodawca nie miał możliwości odliczenia VAT. I to nawet, jeżeli sfinansował koszt zakupu okularów. Natomiast w przypadku gdy fakturę wystawiono na pracodawcę, pracodawca mógł odliczyć VAT, jeżeli w całości pokrywał koszt zakupu. Jednocześnie pracodawca nie miał obowiązku naliczania VAT przy przekazaniu okularów pracownikowi.

 

Najwięcej wątpliwości wzbudzała możliwość odliczenia VAT, gdy podatnik (pracodawca) jedynie częściowo refundował koszt zakupu okularów.

 

Organy miały różne zdania...

W takiej sytuacji organy podatkowe zwykle zezwalały na częściowe odliczenie VAT, w proporcji do poniesionego wydatku. Uznała tak na przykład Izba Skarbowa w Łodzi w interpretacji z 28 marca 2012 r. (IPTPP1/443-3/12-4/MW). Jednocześnie – zdaniem organu –nieodpłatne przekazanie pracownikowi okularów nie powinno być opodatkowane VAT. W ostatniej kwestii odmienne stanowisko zajęła Izba Skarbowa w Poznaniu w interpretacji z 3 stycznia 2013 r. (ILPP2/443-1016/12-2/MN). Jej zdaniem, przekazanie pracownikowi okularów częściowo refinansowanych jest czynnością podlegającą VAT. Podstawą opodatkowania jest w tym przypadku kwota, która nie podlega refundacji, pomniejszona o należny VAT.

 

...więc wypowiedział się minister

Opisane wątpliwości doprowadziły do skierowania zapytania poselskiego do ministra finansów czy planowane są działania mające ujednolicić stanowisko organów podatkowych w tej sprawie. W odpowiedzi z 10 września 2013 r. minister wskazał, że zasadą jest zakup okularów korekcyjnych przez pracownika i to on posiada prawo rozporządzania nimi jak właściciel. Przekazanie pracownikowi przez podatnika określonej kwoty w celu zakupu okularów nie podlega opodatkowaniu VAT. Wobec tego pracodawca nie ma prawa do odliczenia VAT związanego nabyciem okularów korekcyjnych, niezależnie od tego czy refunduje część, czy całość kosztów.

 

W związku z nowym poglądem ministra finansów, od początku 2014 r. stanowisko organów podatkowych uległo zasadniczej zmianie.

 

Ujednolicona linia

Pozytywne interpretacje podatkowe pozwalające na odliczanie VAT od okularów korekcyjnych dla pracowników są uchylane. W nowych interpretacjach organy podatkowe podkreślają, że pracownik kupuje okulary zgodnie z wystawioną receptą i że są one dostosowane do jego indywidualnych potrzeb. Wobec tego nabywa je na własny użytek. Pomimo wystawienia faktur na pracodawcę i pokrycia przez niego części lub całości kosztów nie sposób uznać, że nabywa on prawo rozporządzania okularami jak właściciel. Z tego powodu zakup okularów korekcyjnych dla pracownika nie pozwala na odliczenie podatku od towarów i usług. Tym samym, nie powoduje obowiązku naliczenia VAT należnego z tytułu przekazania pracownikom sfinansowanych okularów. Stanowisko takie zaprezentowała na przykład Izba Skarbowa w Warszawie w interpretacji z 17 lutego 2014 r. (IPPP3/443-1068/13-4/MKw).


Autor: Szymon Adamiak, konsultant w FL Tax

 

Źródło: Rzeczpospolita, 10-07-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/1124421.html

Autor:
Szymon Adamiak

Jest zgoda na 0-proc. stawkę dla zaliczek w eksporcie.

 

Od początku 2014 roku istotnej zmianie uległy przepisy ustawy o VAT (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 177, poz. 1054 ze zm.) w zakresie stosowania stawki 0-proc. dla zaliczek na eksport towarów. W myśl znowelizowanych przepisów otrzymanie części lub całości zapłaty przed dokonaniem eksportu towarów zawsze będzie rodziło obowiązek rozpoznania obowiązku podatkowego, bez względu na termin faktycznego wywozu. Od momentu wywozu i zgromadzenia potwierdzających go dokumentów uzależnione zostało jednak prawo do zastosowania stawki 0-proc. do tych zaliczek.

 

W wyniku nowelizacji istotnie skrócono termin, w jakim należy dokonać wywozu dla skorzystania z preferencyjnej stawki podatku. Jak bowiem wynika z wprowadzonego 1 stycznia 2014 r. art. 41 ust. 9a ustawy o VAT, podatnik ma prawo do opodatkowania zaliczki na eksport zerową stawką, pod warunkiem że wywóz towarów nastąpi w terminie 2 miesięcy, licząc od końca miesiąca, w którym podatnik otrzymał tę zapłatę. Dodatkowo dla skorzystania z preferencyjnej stawki podatku podatnik jest również zobowiązany otrzymać w tym terminie dokument, który potwierdzi wywóz towarów poza terytorium UE.

 

Jednocześnie po spełnieniu pewnych warunków przepisy ustawy o VAT umożliwiają opodatkowanie stawką 0-proc. zaliczki z tytułu eksportu towarów, gdy termin wywozu jest dłuższy niż 2 miesiące od końca miesiąca, w którym otrzymano przedpłatę. Jak bowiem wskazano w art. 41 ust. 9b ustawy o VAT, podatnik może opodatkować zaliczkę z tytułu eksportu towarów zerową stawką, jeżeli wywóz w terminie późniejszym jest uzasadniony specyfiką realizacji tego rodzaju dostaw potwierdzoną warunkami dostawy, w których określono termin wywozu towarów.

 

Interpretacja powyższego przepisu może budzić wątpliwości. Ustawodawca nie doprecyzował bowiem przesłanek, których spełnienie umożliwia zastosowanie stawki 0-proc. podatku dla zaliczki, w sytuacji gdy wywóz towarów nastąpi po terminie 2 miesięcy od jej otrzymania. W związku z tym, o możliwości opodatkowania stawką 0-proc. zaliczek na eksport towarów, w sytuacji gdy wywóz towarów następuje w terminie późniejszym niż 2 miesiące, decydują obiektywne przesłanki wynikające ze specyfiki danej dostawy. Wymaga to każdorazowego przeanalizowania okoliczności danej transakcji oraz warunków kontraktu.

 

Mając na uwadze uzależnienie opodatkowania stawką preferencyjną od specyfiki dostaw, do zastosowania 0-proc. stawki podatku powinny uprawniać takie okoliczności, które są związane ze specyfiką produkcji towarów będących przedmiotem eksportu, np. dłuższy cykl produkcyjny, produkcja na indywidualne zamówienie kontrahenta, konieczność uzyskania wymaganych prawem zezwoleń, atestów czy sezonowość produkcji. Ponadto, mając na uwadze, że przepisy wyraźnie odwołują się do specyfiki dostaw potwierdzonej warunkami dostawy, wydaje się, że niezbędne jest zgromadzenie odpowiedniej dokumentacji, która będzie uzasadniała późniejszy termin dostawy. Dokumentacją tą może być np. kontrakt handlowy czy korespondencja z kontrahentem.

 

Należy zwrócić uwagę, iż w ostatnim czasie pojawiły się pierwsze korzystne dla podatników interpretacje indywidualne w tym zakresie. Przywołane w nich wskazówki interpretacyjne mogą stać się przydatne dla wszystkich podatników w kontekście oceny prawa do opodatkowania stawką 0-proc. zaliczek na eksport. Przykładowo dyrektor Izby Skarbowej w Bydgoszczy w interpretacji z 10 kwietnia 2014 r. (nr ITPP3/443-19/14/AT), potwierdził możliwość opodatkowania stawką 0% zaliczek na eksport otrzymywanych przez producenta konstrukcji metalowych, których cykl produkcyjny wynosił około 12 miesięcy z uwagi na konieczność uzyskania stosownych atestów.

 

Podstawa prawna:

Ustawa z dnia 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz. U. z 2011 r. nr 177, poz. 1054 z późn. zm.)


Autor: Agnieszka Wałek, konsultant w FL Tax

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 16-06-2014

edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=484663

Autor:
Agnieszka Wałek

Zobowiązanie wobec fiskusa wygasa wskutek zapłaty. Jednak wątpliwości może budzić kwestia tego, kto może to zrobić i jakie skutki powoduje uiszczenie należności przez inną osobę niż podatnik.

 

W praktyce zdarzają się sytuacje, w których zobowiązanie podatkowe jest uiszczane przez inny podmiot niż sam podatnik. Dotyczy to np. uiszczania podatku przez członków rodziny podatnika czy jego kontrahentów. Istotne jest zatem, czy takie działanie prowadzi do wygaśnięcia zobowiązania podatkowego.

 

Przepisy nie precyzują

Zobowiązanie podatkowe wygasa w całości lub w części wskutek zapłaty (art. 59 § 1 pkt 1 ordynacji podatkowej). Zobowiązaniem podatkowym jest natomiast wynikająca z obowiązku podatkowego powinność podatnika do zapłacenia na rzecz Skarbu Państwa, województwa, powiatu albo gminy podatku w wysokości, w terminie oraz w miejscu określonych 
w przepisach prawa podatkowego (art. 5 ordynacji podatkowej). Z samej definicji zobowiązania podatkowego wynika zatem, że zobowiązanie do zapłaty podatku ciąży na podatniku. W powołanych przepisach nie ma jednak mowy o tym, kto może zapłacić podatek.

 

Przelewem 
czy gotówką

Pewną wskazówkę w tej materii zawierają przepisy regulujące określenie terminu zrealizowania zapłaty. Termin ten określony jest odrębnie, 
w zależności od tego, czy zobowiązanie regulowane jest gotówkowo czy bezgotówkowo.

 

Przy zapłacie gotówką za termin zapłaty podatku uważa się dzień wpłacenia kwoty podatku w kasie organu podatkowego lub na rachunek tego organu w banku, w placówce pocztowej, w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej, w biurze usług płatniczych lub w instytucji płatniczej. Dniem zapłaty jest również dzień pobrania podatku przez płatnika lub inkasenta (art. 60 § 1 pkt 1 ordynacji podatkowej).

 

Z kolei w przypadku obrotu bezgotówkowego, dniem zapłaty jest dzień obciążenia rachunku bankowego podatnika lub rachunku podatnika w spółdzielczej kasie oszczędnościowo-kredytowej lub rachunku płatniczego podatnika w instytucji płatniczej na podstawie polecenia przelewu (art. 60 § 1 pkt 2 ordynacji podatkowej).

 

Nie ma zakazu

Przepisy ordynacji podatkowej nie zawierają bezpośredniej regulacji, która zakazywałaby uiszczania podatku za podatnika przez inną osobę. Jednak literalne brzmienie przywołanych przepisów sugeruje, że to podatnik jest podmiotem wyłącznie upoważnionym do uiszczenia podatku. Wskazuje na to 
w szczególności regulacja dotycząca uiszczenia podatku 
w formie przelewu – za termin uiszczenia podatku rozumie się bowiem dzień obciążenia rachunku bankowego podatnika. Taka treść przepisów wskazuje, że obciążenie rachunku bankowego osoby niebędącej podatnikiem nie doprowadzi do wygaśnięcia zobowiązania podatkowego.

 

NSA potwierdza

Takie stanowisko zostało potwierdzone uchwałą Naczelnego Sądu Administracyjnego 
z 26 maja 2008 r. (I FPS 8/07). Sąd wskazał w niej, że z przepisów ordynacji podatkowej można wywnioskować, iż obowiązek zapłaty podatku wynika ze zobowiązania podatkowego, a podmiotem zobowiązanym do jego zapłacenia jest podatnik. W konsekwencji, tylko zapłata podatku przez podatnika prowadzi do realizacji zobowiązania podatkowego i tym samym do jego wygaśnięcia. NSA wskazał jednocześnie, że zobowiązanie podatkowe powinno być zaspokojone z majątku podatnika, gdyż tylko z jego obowiązkiem podatkowym, rozumianym jako obowiązek osobisty, jest ono związane.

 

Przykład

Aleksander Nowak postanowił zapłacić podatek dochodowy od osób fizycznych za swoją córkę Katarzynę, która nie miała środków na jego zapłatę. Zrealizowany przez pana Nowaka przelew środków pieniężnych 
do organu podatkowego 
w wysokości odpowiadającej wartości podatku, w świetle uchwały NSA, nie doprowadzi 
do wygaśnięcia zobowiązania podatkowego ciążącego na jego córce.

 

Uregulowanie 
w czyimś imieniu

Stanowisko wyrażone przez NSA w przytoczonej uchwale prowadzi do powstania problemów zarówno po stronie podatnika, jak i po stronie podmiotu wpłacającego środki na zapłatę „podatku". W odniesieniu do podatnika jego zobowiązanie podatkowe nie wygaśnie. Jeżeli nie wpłaci on samodzielnie podatku w terminie jego zapłaty, to powstanie zaległość podatkowa, od której będą naliczane odsetki za zwłokę. Wpłacenie środków na konto urzędu skarbowego nie wywoła zatem żadnych skutków dla podatnika.

 

W przypadku podmiotu, który wpłacił środki, problemy będą się natomiast wiązały z ich odzyskaniem. W takim przypadku nie jest bowiem możliwe dochodzenie zwrotu wpłaconych środków w trybie wniosku o stwierdzenie i zwrot nadpłaty, ponieważ wpłacona kwota nie jest podatkiem (por. wyrok WSA w Warszawie z 9 grudnia 2004 r., III SA/Wa 330/04). W konsekwencji wydaje się, że odzyskanie wpłaconych środków będzie możliwe jedynie w drodze cywilnej przy zastosowaniu regulacji dotyczącej bezpodstawnego wzbogacenia.

 

Przychód, 
który trzeba rozliczyć

W kontekście tych problemów warto powołać wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie z 18 stycznia 2013 r. (I SA/Lu 938/12). Sąd rozpatrywał w nim sprawę właściciela nieruchomości, która miała być oddana do używania na podstawie umowy dzierżawy. Dzierżawca, oprócz czynszu, byłby zobowiązany do uiszczania opłaty dodatkowej będącej podatkiem od nieruchomości albo podatkiem rolnym należnym od wydzierżawiającego. Opłata dodatkowa byłaby wpłacana bezpośrednio na rzecz organu podatkowego. WSA w Lublinie wskazał, że przychodem dla podatnika będzie zarówno otrzymany czynsz, jak i wartość wpłaconego za niego podatku. Jednocześnie jednak sąd powołał się na analizowaną wyżej uchwałę NSA i wskazał, że zapłata dokonana przez inny podmiot, w imieniu podatnika, nie powoduje wygaśnięcia zobowiązania. Treść rozstrzygnięcia sugeruje zatem, że zapłata podatku za podatnika, pomimo że nie powoduje wygaśnięcia zobowiązania podatkowego, jest dla niego przychodem podlegającym uwzględnieniu w rozliczeniu podatkowym.

 

Zdania są podzielone

Stanowisko wyrażone 
w uchwale NSA, chociaż dominujące, nie jest jedyne. Przeciwnicy uchwały wskazują, że zapłata podatków również przez inną osobę niż podatnik powinna prowadzić do wygaśnięcia zobowiązania podatkowego m.in. ze względów praktycznych. Podkreślają, że dla wygaśnięcia zobowiązania podatkowego istotne powinno być faktyczne uregulowanie zobowiązania podatkowego. Nie powinno mieć natomiast znaczenia, czy chodzi o środki podatnika czy innego podmiotu. Takie stanowisko w ich ocenie jest również korzystne dla fiskusa. Zobowiązanie z tytułu podatku zostaje bowiem efektywnie zaspokojone.

 

Wyręczenie

W uzasadnieniu analizowanej uchwały NSA podkreślono, że inaczej należy potraktować sytuację, w której osoba wpłacająca podatek robi to ze środków powierzonych mu przez podatnika. Realizuje wówczas czynność techniczną, tzn. wpłaca podatek za podatnika 
i działa jedynie jako „posłaniec". Sąd sprecyzował, że chodzi tutaj o osobę, która faktycznie wpłaca podatek, przekazując fiskusowi środki otrzymane 
od podatnika. Jeżeli zapłaty 
w sensie prawnym dokonuje podatnik, to nie zmienia tego faktyczne wyręczenie podatnika w przekazaniu jego środków do kasy organu podatkowego.

 

Przykład

Andrzej Kowalski – pracownik przedsiębiorcy Zbigniewa Kwiatkowskiego – w ramach powierzonych mu obowiązków udał się do urzędu skarbowego 
i wpłacił w kasie otrzymane od przełożonego środki.

 

Na marginesie warto wskazać, że na podobnych zasadach dopuszcza się regulowanie zobowiązania podatkowego ciążącego na wspólnikach spółki osobowej z rachunku bankowego tej spółki. W interpretacji Izby Skarbowej w Warszawie 
z 16 kwietnia 2014 r. (IPPB1/
/415-61/14-3/MT) wskazano, że regulacja zobowiązania podatkowego wspólnika spółki przez tę spółkę, działającą 
w charakterze posłańca (wyręczyciela) wspólnika, spowoduje wygaśnięcie zobowiązania podatkowego wspólnika poprzez jego zapłatę. Przelew 
z rachunku spółki ze środków należących do wspólnika należy potraktować jak wpłatę podatnika na rachunek urzędu skarbowego i uznać, że nastąpiło wygaśnięcie zobowiązania podatkowego.

 

Projekt nowelizacji

Wątpliwości związane 
z możliwością zapłaty podatku przez osoby trzecie dostrzegło również Ministerstwo Finansów. Obecnie trwają bowiem prace nad wprowadzeniem do ordynacji podatkowej przepisów umożliwiających zapłatę podatku przez osobę trzecią. Ministerstwo zaproponowało, aby podatek mógł zawsze zapłacić za podatnika jego małżonek, zstępni (np. dzieci, wnuki), wstępni (np. rodzice, dziadkowie), rodzeństwo, ojczym, macocha, pasierb. Jeżeli podatek miałby być płacony za inne osoby, to wpłacana kwota nie mogłaby przekroczyć 1000 zł. Należy podkreślić, że z dowodu zapłaty musiałoby jednoznacznie wynikać, czyjego podatku dotyczy wpłata.

Autor:
Aleksandra Kasińska

NSA przesądził: Sędzia sportowy może prowadzić działalność.

Jest przełomowy wyrok dla klubów sportowych. Zwalnia je z pobierania i odprowadzania zaliczek. Do tej pory był z tym problem.

 

Kluby sportowe wypłacają sędziom sportowym wynagrodzenia za ich pracę w rozgrywkach ligowych. Zdarza się, że sędziowie wystawiają na klub fakturę VAT i oświadczają, że rozliczają uzyskiwane przychody w ramach działalności gospodarczej. Wątpliwości dotyczyły tego, czy w takim przypadku klub sportowy musiał odprowadzić zaliczkę na PIT.

 

Problem dotyczy szerszego zagadnienia związanego z tym, czy sędziowie sportowi mogą w ogóle opodatkować swoją działalność na zasadach właściwych dla działalności gospodarczej. Jeżeli bowiem uznać, że takiej możliwości nie ma, to na klubie sportowym faktycznie mógłby ciążyć obowiązek odprowadzenia zaliczki.

 

Do źródeł przychodów wymienionych w ustawie o PIT zalicza się pozarolniczą działalność gospodarczą oraz działalność wykonywaną osobiście. Pozarolnicza działalność gospodarcza to działalność zarobkowa: wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa; polegająca na poszukiwaniu, rozpoznawaniu i wydobywaniu kopalin ze złóż; polegająca na wykorzystywaniu rzeczy oraz wartości niematerialnych i prawnych. Ponadto działalność taka prowadzona jest we własnym imieniu bez względu na jej rezultat, w sposób zorganizowany i ciągły, a uzyskane z niej przychody nie są zaliczane do innych przychodów, m.in. ze źródła działalność wykonywana osobiście. W odniesieniu do działalności wykonywanej osobiście ustawodawca nie wprowadził do przepisów ogólnej definicji takiej działalności. Wskazał jednak, że do takich przychodów zalicza się m.in. przychody sędziów z tytułu prowadzenia zawodów sportowych.

 

Ustawa o PIT nakazuje, by podmiot dokonujący świadczeń z tytułu działalności wykonywanej osobiście odprowadzał zaliczki na podatek dochodowy. Jeśli jednak podatnik złoży oświadczenie, że wykonywane przez niego usługi wchodzą w zakres prowadzonej działalności gospodarczej, to wówczas płatnik nie jest obowiązany do poboru zaliczki (art. 41 ust. 2 ustawy o PIT).

 

W praktyce można się spotkać ze stanowiskiem zakładającym, że sędzia sportowy nie może opodatkować prowadzonej przez siebie działalności jako pozarolniczej działalności gospodarczej. Uznaje się bowiem, że wynagrodzenie dla sędziego za prowadzenie zawodów sportowych będzie zawsze zaliczane do przychodów z działalności wykonywanej osobiście (por. wyrok NSA z 17 maja 2012 r., sygn. akt II FSK 2143/10 oraz z 25 listopada 2011 r., sygn. akt II FSK 1002/10). Takie stanowisko wiąże się również z uznaniem, że nawet złożenie przez sędziego oświadczenia o prowadzeniu działalności gospodarczej nie zwolni klubu sportowego z obowiązku odprowadzenia zaliczki na podatek dochodowy.

 

Odmienne stanowisko zajął jednak NSA w wyroku z 29 kwietnia 2014 r., sygn. akt II FSK 1219/12. Z ustnego uzasadnienia wyroku wynika bowiem, że jeżeli dany sędzia sportowy uznaje, że jego działalność jest wykonywana w ramach działalności gospodarczej, to osiągany przez niego przychód należy traktować jako przychód z działalności gospodarczej. Płatnik – w tym wypadku klub sportowy – nie ma obowiązku badać, czy prowadzona przez sędziego działalność faktycznie spełnia przesłanki uznania za działalność gospodarczą na gruncie przepisów podatkowych. W konsekwencji, jeżeli klub sportowy uzyskał od sędziego oświadczenie, że wykonywane przez niego usługi wchodzą w zakres prowadzonej działalności gospodarczej, to klub będzie zwolniony z obowiązku pobrania zaliczki na podatek.

 

Jednak kwestia tego, czy sędzia sportowy faktycznie prowadzi działalność w sposób pozwalający na jej zakwalifikowanie do pozarolniczej działalności gospodarczej, stanowiłaby przedmiot badania w ewentualnym postępowaniu podatkowym. W wyroku WSA w Warszawie z 27 lutego 2012 r., sygn. akt III SA/Wa 1455/11, poprzedzającym powołany wyżej wyrok NSA, sąd podkreślił, że działalność sędziów spełniająca warunki przewidziane w definicji działalności gospodarczej stanowi taką działalność i powinna być rozliczana na zasadach dla niej właściwych.

 

Kwietniowy wyrok NSA jest korzystny zarówno dla klubów sportowych (nie mają obowiązku pobierania zaliczki na podatek), jak i dla sędziów sportowych (pośrednio wskazuje na prawo do opodatkowania ich działalności na zasadach właściwych dla działalności gospodarczej przy spełnieniu odpowiednich warunków). Niestety, omawiana kwestia nie doczekała się jeszcze jednolitego stanowiska.

 

Podstawa prawna

Ustawa z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 ze zm.).


Autor: Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy w FL Tax

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 19-05-2014

edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=482080

Autor:
Aleksandra Kasińska

Jest antidotum na ewidencyjne uciążliwości.

 

Sądy administracyjne dopuszczają faktoring odwrotny jako sposób na uniknięcie korekty kosztów. Dla firm produkcyjnych oznacza to, że mogą pominąć analizę setek transakcji w każdym okresie mającą na celu ustalenie właściwej kwoty podatku.

 

Z obowiązkiem korekty kosztów uzyskania przychodów w sytuacji, gdy podatnik nie reguluje terminowo swoich zobowiązań, przedsiębiorcy zmagają się już kilkanaście miesięcy. Zgodnie z obowiązującymi od 1 stycznia 2013 r. przepisami podatnik, który zaliczy daną kwotę do kosztów podatkowych i nie ureguluje jej 
w terminie 30 dni od daty upływu terminu płatności, musi zmniejszyć koszty uzyskania przychodów o kwotę równą wartości nieuregulowanego zobowiązania.

 

Gdyby ustawodawca poprzestał na wprowadzeniu tego rozwiązania, z całą pewnością nie budziłoby ono tak dużych kontrowersji, a jednocześnie faktycznie spełniałoby założony cel nowelizacji, to znaczy zapobieganie powstawaniu zatorów płatniczych. Artykuł 15b ustawy o CIT (oraz odpowiednio art. 24d ustawy o PIT) wprowadził jednak szczególne zasady korekty kosztów także w przypadku zobowiązań, dla których termin płatności przekracza 60 dni. W takim przypadku, koszty zmniejszane są automatycznie, jeżeli zobowiązanie nie zostało uregulowane w terminie 90 dni od dnia zaliczenia wydatku w koszty, bez względu na ustalony pomiędzy stronami termin płatności. Tak więc nawet jeśli zobowiązanie zostanie uregulowane w terminie, to może się okazać, że nabywca towaru lub usługi będzie obowiązany do wyłączenia poniesionego wydatku z kosztów podatkowych po 90 dniach.

 

Wypaczono słuszny cel

Skądinąd słuszny cel zdyscyplinowania przedsiębiorców do regulowania w terminie swoich zobowiązań został w dużym stopniu wypaczony poprzez wprowadzenie swoistej sankcji dla podatników, którzy w swoich stosunkach z kontrahentami stosują wydłużone terminy płatności. Wprowadzenie tak rygorystycznych zasad zaliczania wydatków do kosztów podatkowych w oczywisty sposób uderzyło w wiele przedsiębiorstw, dla których wydłużone terminy płatności do tej pory z różnych względów były standardowym i akceptowalnym elementem relacji z kontrahentami, 
a często były po prostu uzasadnione ekonomicznie (np. wynikały z sezonowości sprzedaży). Przepisy są szczególnie uciążliwe dla spółek prowadzących działalność produkcyjną lub handlową na dużą skalę. Zmuszają bowiem do analizy setek, a nawet tysięcy transakcji w każdym okresie, 
w celu ustalenia ewentualnego obowiązku korekty kosztów.

 

Negatywne skutki tego rozwiązania nie ominęły jednak również drobnych przedsiębiorców. 
W przypadku podatników prowadzących podatkową księgę przychodów i rozchodów, którzy nie rozliczają kosztów tak jak podatnicy prowadzący księgi rachunkowe, przepisy ustawy o PIT zezwalają na zaliczenie wydatków do kosztów podatkowych w momencie ich poniesienia, tj. w dniu wystawienia faktury przez dostawcę (bez podziału na koszty bezpośrednie i pośrednie). W takiej sytuacji, przykładowo jeżeli termin płatności faktury wynosi 120 dni, podatnik ma obowiązek odpowiednio skorygować koszty podatkowe, o ile zapłata nie nastąpiła przed upływem 90 dni.

 

Kluczowa jest interpretacja

Nie dziwi zatem, że właściwie od momentu wprowadzenia omawianych przepisów do ustaw podatkowych poszukiwano rozwiązań pozwalających na uniknięcie korekty kosztów, przy jednoczesnym zachowaniu wydłużonych terminów spłaty zobowiązań przez dłużnika. Kluczem do znalezienia takiego rozwiązania było właściwe zinterpretowanie pojęcia „uregulowanie kwoty", którym posłużył się ustawodawca, wskazując, w jakich przypadkach korekta kosztów jest obowiązkowa.

 

Organy podatkowe dość jednoznacznie potwierdzają, że sformułowanie to należy rozumieć możliwie szeroko. Uznają, że sposobem uregulowania zobowiązania w rozumieniu omawianych przepisów jest nie tylko fizyczna spłata kwoty należnej wierzycielowi, ale również każda inna efektywna forma uregulowania zobowiązania, w tym np.:

  • potrącenie,
  • kompensata należności,
  • wystawienie weksla własnego przez dłużnika itp.

 

Alternatywa...

Jednym z rozwiązań, które 
w zamyśle miało pozwalać na uniknięcie korekty kosztów, jest regulowanie zobowiązań handlowych przez dłużnika z wykorzystaniem instytucji faktoringu odwrotnego.

 

W przypadku klasycznej usługi faktoringu, stronami umowy są bank lub firma faktoringowa (faktor) oraz dostawca towarów i usług (faktorant). W ramach takiej umowy, faktorant przelewa na rzecz faktora swoje wierzytelności z tytułu dostaw towarów i usług w zamian za wypłatę przez faktora należności za przelane wierzytelności. Przedmiotem finansowania są tu wierzytelności faktoranta.

 

W przypadku faktoringu odwrotnego, przedmiotem finansowania są z kolei zobowiązania faktoranta (którym w tym przypadku jest dłużnik) z tytułu nabywanych towarów i usług. Istotą takiej usługi jest zapłata przez faktora w imieniu dłużnika (faktoranta) jego zobowiązania wobec dostawcy, w terminie płatności faktury. Następnie faktor wydłuża dłużnikowi termin spłaty o uzgodniony okres. W ramach faktoringu odwrotnego faktorant (tj. nabywca towarów i usług) uzyskuje zatem finansowanie, które umożliwia mu terminowe regulowanie zobowiązań względem swoich dostawców.

 

... zbliżona do kredytu lub pożyczki

Z ekonomicznego punktu widzenia finansowanie udzielane dłużnikowi przez faktora w ramach faktoringu odwrotnego ma charakter zbliżony do kredytu lub pożyczki. Zarówno w przypadku faktoringu odwrotnego, jak i kredytu, dłużnik uzyskuje bowiem środki finansowe pozwalające na spłatę zobowiązania wobec dostawcy w terminie wskazanym na fakturze. Różnica pomiędzy tymi formami finansowania polega zasadniczo na tym, że w przypadku kredytu/pożyczki dłużnik otrzymuje środki pieniężne na swój rachunek bankowy, z którego następnie sam przelewa środki na rachunek wierzyciela. Specyfika usługi faktoringu odwrotnego polega natomiast na tym, że udzielona dłużnikowi kwota finansowania z reguły jest przekazywana przez faktora bezpośrednio (z pominięciem dłużnika) na rachunek bankowy dostawcy. W efekcie, nabywca towarów lub usług, będąc stroną umowy faktoringu odwrotnego, ma pewność, że jego zobowiązanie względem dostawcy zostanie uregulowane zgodnie z terminem wskazanym na fakturze.

 

Skarbówka odmawiała

Organy podatkowe w wydawanych interpretacjach konsekwentnie prezentowały stanowisko, zgodnie z którym spłata zobowiązania z wykorzystaniem faktoringu odwrotnego nie jest „uregulowaniem kwoty” w rozumieniu art. 15b ustawy o CIT (odpowiednio art. 24d ustawy o PIT), a tym samym nie pozwala na uniknięcie korekty kosztów. Ministerstwo podnosiło, że nie można mówić o uregulowaniu zobowiązania przez dłużnika 
w sytuacji, gdy to faktor spłaca odpowiednią kwotę na rachunek wierzyciela. Tym samym na tym etapie nie dochodzi do uszczuplenia majątkowego po stronie dłużnika. Zdaniem organów podatkowych, jeżeli już strony zdecydują się na skorzystanie z faktoringu odwrotnego, to uregulowanie zobowiązania następuje dopiero w momencie spłaty przez dłużnika należnej kwoty faktorowi.

 

Zdrowy rozsądek 
wziął górę

20 marca 2014 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu wydał jednak orzeczenie (I SA/Wr 76/14), w którym uznał zapłatę należności z zastosowaniem faktoringu odwrotnego za „uregulowanie kwoty", o którym mowa w art. 15b ustawy o CIT. Zdaniem sądu, w momencie zrealizowania przez faktora płatności na rzecz dostawcy w ramach faktoringu odwrotnego dochodzi do wygaśnięcia zobowiązania handlowego z tytułu zrealizowanej dostawy. W rezultacie zobowiązanie faktoranta względem dostawcy zostaje uregulowane. Faktorant nie musi więc korygować kosztów podatkowych, jeżeli uregulowanie płatności przez faktora nastąpiło w ciągu 90 dni od zaliczenia wydatku w koszty.

 

Uzasadniając swoje stanowisko, WSA we Wrocławiu zwrócił również uwagę na następujące kwestie, które przesądzają o uniknięciu obowiązku korekty kosztów w przypadku zastosowania faktoringu odwrotnego:

  • spłata zobowiązania przez faktora pozwala na spełnienie założonego celu przepisu art. 15b ustawy o CIT, którym jest zapobieganie zatorom płatniczym,
  • faktoring odwrotny jest w głównej mierze formą finansowania dłużnika, przy jednoczesnym zaspokojeniu dostawcy – rozwiązanie to różni się zatem od faktoringu klasycznego, w ramach którego faktor w praktyce udziela finansowania wierzycielowi, skupując jego wierzytelności,
  • spłata zobowiązania w ramach faktoringu odwrotnego niewątpliwie prowadzi do uszczuplenia majątku dłużnika – w ostatecznym rozrachunku jest on bowiem zobowiązany do spłaty sumy zobowiązania faktorowi.

 

Liczy się efekt

W wydanym wyroku sąd zwrócił ponadto uwagę, że 
art. 356 § 1 k.c. wskazuje na brak obowiązku osobistego świadczenia przez dłużnika. Dłużnik może więc posłużyć się zgodnie ze swoją wolą innymi osobami, które bądź samodzielnie, bądź wspólnie 
z nim wykonają całość lub część jego obowiązków, co doprowadzi z kolei do zaspokojenia interesu wierzyciela i wygaśnięcia zobowiązania dłużnika wobec dostawcy. Dla wierzyciela istotne jest bowiem tylko to, aby otrzymał świadczenie. Natomiast zasadniczo nie jest istotne, kto je spełni, zwłaszcza w przypadku gdy świadczenie dłużnika jest świadczeniem w pieniądzu.

 

Należy podkreślić, że przywołany wyrok WSA we Wrocławiu jest pierwszym, choć niejedynym orzeczeniem, w którym sąd potwierdził, że regulowanie zobowiązań z wykorzystaniem faktoringu pozwala na uniknięcie obowiązku korekty kosztów podatkowych przewidzianego w ustawach o CIT 
i PIT. W podobnym tonie wypowiedział się również WSA w Gliwicach w wyroku z 14 kwietnia 2014 r. (I SA/Gl 1372/13). Wyrok ten odnosił się do finansowania dostaw z wykorzystaniem usługi tzw. confirmingu, łączącej w swej istocie elementy faktoringu odwrotnego i klasycznego.

 

Przykład

  • Podatnik nabywa towar 27 lutego 2014 r. z terminem płatności wynoszącym 120 dni (termin płatności upływa 
27 czerwca 2014 r.).
  • Podatnik odsprzedaje towar 
28 lutego 2014 r., rozpoznając przychód i koszt podatkowy 
w tym dniu.
  • 29 maja 2014 r. mija 90 dni 
od daty zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodów. Jeżeli do tego momentu nie uregulowano zobowiązania, to mimo iż termin płatności jeszcze nie minął, podatnik ma obowiązek skorygować koszty uzyskania przychodów w rozliczeniu za maj 2014 r.

 

Przykład

  • Podatnik nabywa towar 27 lutego 2014 r. z terminem płatności wynoszącym 120 dni (termin płatności upływa 
27 czerwca 2014 r.).
  • Podatnik odsprzedaje towar 28 lutego 2014 r., rozpoznając przychód i koszt podatkowy w tym dniu.
  • Zgodnie z zawartą umową faktoringu odwrotnego, faktor spłaca zobowiązanie z tytułu towarów nabytych przez podatnika 28 maja 2014 r. Spłata zobowiązania przez podatnika
na rzecz faktora następuje 27 czerwca 2014 r. – zgodnie
z pierwotnym terminem płatności wynikającym z faktury wystawionej przez dostawcę.
  • Zgodnie ze stanowiskiem sądów administracyjnych, podatnik nie ma obowiązku korygowania kosztów. Należy bowiem uznać, że zobowiązanie zostało uregulowane 28 maja 2014 r., tj. przed upływem 90 dni od daty zaliczenia wydatku do kosztów uzyskania przychodów.

Zdaniem autora:

 

Tobiasz Dolny, doradca podatkowy, starszy konsultant w kancelarii FL Tax

 

Pojawiające się w ostatnim czasie korzystne orzecznictwo w zakresie stosowania różnych narzędzi pozwalających na efektywne regulowanie zobowiązań pozwala z optymizmem patrzeć na dalsze kierunki wykładni regulacji dotyczących korekty kosztów. W wydawanych do tej pory interpretacjach organy podatkowe podchodziły niezwykle rygorystycznie do treści tych przepisów, co skutkowało znacznym zwiększeniem uciążliwości prowadzenia rozliczeń podatkowych. W takim kontekście należy uznać,
że ustawodawca wykazał się co najmniej dużą niezręcznością, tytułując akt prawny wprowadzający korektę kosztów mianem ustawy o redukcji niektórych obciążeń administracyjnych.

 

W wydanych do tej pory wyrokach sądy administracyjne słusznie zwracają uwagę, że rozwiązania oparte na wykorzystaniu faktoringu odwrotnego spełniają nadrzędny cel wprowadzonych przepisów, w oczywisty sposób rozwiązując problem powstawania zatorów płatniczych. Pozostaje mieć nadzieję, że stanowisko prezentowane przez sądy administracyjne wpłynie również na zmianę dotychczasowego, niezwykle rygorystycznego podejścia organów podatkowych w zakresie właściwej interpretacji przepisów dotyczących korekty kosztów podatkowych.


Autor: Tobiasz Dolny, doradca podatkowy w FL Tax

 

Źródło: Rzeczpospolita, 05-05-2014

archiwum.rp.pl/artykul/1240946-Jest-antidotum-na-ewidencyjne-uciazliwosci-.html

 

Komentuje:
Tobiasz Dolny

Czy od sprzedaży działki kupionej w ramach realizacji własnych celów mieszkaniowych trzeba naliczyć PIT.

 

EKSPERT RADZI

 

W 2009 roku podatniczka odziedziczyła mieszkanie po babci, które sprzedała w 2013 roku za 100 000 zł. Podatniczka rozważa przeznaczenie uzyskanych środków na zakup działki budowlanej (80 000 zł) oraz remont własnego mieszkania (20 000 zł). Czy w takim wypadku podatniczka może wykazać w składanym za 2013 rok PIT-39, że całą kwotę uzyskaną ze sprzedaży mieszkania przekaże na własne cele mieszkaniowe? Czy jeśli sytuacja życiowa zmusi podatniczkę, np. w 2017 roku, do sprzedaży tej działki (nie zostanie na niej nic wybudowane do tego czasu), to czy będzie musiała złożyć korektę PIT-39 za 2013 rok? Czy przepisy nakazują budowę na takiej działce albo posiadanie jej do czasu przedawnienia podatku?

 

Dochód uzyskany przez podatniczkę z tytułu sprzedaży mieszkania będzie, co do zasady, podlegał opodatkowaniu podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Niemniej jednak podatniczka może skorzystać z ulgi mieszkaniowej przewidzianej w art. 21 ust. 1 pkt 131 ustawy o PIT. Powołany przepis wskazuje, że wolne od podatku są dochody z odpłatnego zbycia nieruchomości, w wysokości, która odpowiada iloczynowi tego dochodu i udziału wydatków poniesionych na własne cele mieszkaniowe w przychodzie z odpłatnego zbycia nieruchomości. W przypadku wydatkowania przez podatniczkę na cele mieszkaniowe całej kwoty uzyskanej ze zbycia nieruchomości zwolnieniu będzie podlegał cały uzyskany dochód. Warunkiem skorzystania z ulgi mieszkaniowej jest wydatkowanie uzyskanego przychodu na własne cele mieszkaniowe, począwszy od dnia odpłatnego zbycia, nie później niż w okresie 2 lat od końca roku podatkowego, w którym nastąpiło odpłatne zbycie. Za wydatki poniesione na cele mieszkaniowe uznaje się nie tylko nabycie budynku czy lokalu mieszkalnego, ale także m.in. wydatki na remont własnego lokalu mieszkalnego oraz nabycie gruntu pod budowę budynku mieszkalnego. Istotne jest, że grunt czy lokal mieszkalny mogą być położone nie tylko w Polsce, ale też w państwie członkowskim Unii Europejskiej lub w innym państwie należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego albo Konfederacji Szwajcarskiej. Przekazanie całości uzyskanego przychodu na remont oraz nabycie gruntu pod budowę budynku mieszkalnego będzie zatem uprawniało podatniczkę do skorzystania z ulgi mieszkaniowej. Podkreślić jednak należy, że z ulgi nie będzie korzystać wydatkowanie środków na nabycie lub remont nieruchomości przeznaczonej na cele rekreacyjne. Należy pamiętać, że wydatki poniesione przez podatniczkę powinny być udokumentowane. W przypadku nabycia nieruchomości kwestia dokumentacji nie powinna nastręczać problemów. Jednak przeprowadzając remont, podatniczka powinna pamiętać o gromadzeniu dokumentów poświadczających cel, na jaki były wydatkowane środki.

 

Podatniczka nie ma obowiązku zbudowania budynku na zakupionym gruncie i może ona dokonać jego zbycia, zanim zbuduje na nim dom. Warunkiem skorzystania z ulgi nie jest bowiem wybudowanie budynku czy posiadanie gruntu przez określony czas, ale samo nabycie gruntu pod budowę. W szczególności takie działanie nie wymaga korygowania PIT-39 w części dotyczącej kwoty dochodu zwolnionego z tytułu ulgi mieszkaniowej, o ile oczywiście warunki do skorzystania z ulgi zostały spełnione w terminie. Zbycie przez podatniczkę gruntu będzie opodatkowane na ogólnych zasadach, co oznacza, że podatniczka będzie mogła skorzystać z ulgi mieszkaniowej, o ile przeznaczy uzyskany dochód na cele mieszkaniowe.

Podstawa prawna

Ustawa z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 ze zm.).

 


Autor: Aleksandra Kasińska, doradca podatkowy w FL Tax

 

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna, 28 kwietnia 2014

http://edgp.gazetaprawna.pl/index.php?act=mprasa&sub=article&id=480402

 

Autor:
Aleksandra Kasińska

Oszustwa sprzedawcy nie wykluczają odliczenia VAT.

Fiskus nie może wymagać od przedsiębiorcy, aby sprawdzał swojego kontrahenta, jeśli okoliczności transakcji nie budzą podejrzeń.

 

Przedsiębiorca, który nie wiedział, że jego kontrahent jest nieuczciwy, i odliczył VAT z otrzymanych od niego faktur, ma szanse na zwycięstwo w sporze z fiskusem. Takie wnioski można wyciągnąć z postanowienia Trybunału Sprawiedliwości UE  w polskiej sprawie C-33/13 Jagiełło.

 

Unijny sąd zajął się sporem z fiskusem właściciela firmy transportowej. Kupił on paliwo od spółki z o.o. Odliczył VAT, skarbówka uznała jednak, że faktury nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Właścicielem i sprzedawcą paliwa był bowiem inny podmiot, natomiast spółka z o.o. pełniła rolę firmanta. Dlatego nabywca nie miał prawa do odliczenia.

 

Faktura i potwierdzenie

Przedsiębiorca zaskarżył decyzję fiskusa do sądu, argumentując, że spełnia warunki odliczenia, gdyż otrzymał towar i fakturę potwierdzającą jego zakup. Ponadto uzyskał od sprzedawcy potwierdzenie rejestracji jako podatnika VAT.

 

WSA w Łodzi skierował sprawę do Trybunału, ten jednak uznał, że wystarczy wydać w niej postanowienie. Wnioski w tym sporze można już bowiem wyciągnąć z poprzednich orzeczeń.

 

Prawa i obowiązki

Przede wszystkim nabywca towarów wykorzystywanych w opodatkowanej działalności ma prawo do odliczenia. Urzędy skarbowe nie mogą wymagać od niego sprawdzania kontrahenta, bo nie jest to jego zadanie. Także okoliczność, że towar nie został otrzymany bezpośrednio z rąk wystawcy faktury, nie świadczy od razu o przestępstwie.

 

Zdaniem Trybunału, jeśli skarbówka stwierdzi, że zafakturowana transakcja nie została faktycznie przeprowadzona, musi wykazać, iż odbiorca wiedział lub powinien wiedzieć o przestępstwie. Gdy ten warunek nie jest spełniony, nie może odmawiać mu prawa do odliczenia. Jeżeli jednak istnieją przesłanki, by podejrzewać nieprawidłowości lub przestępstwo, przezorny przedsiębiorca powinien zasięgnąć informacji o sprzedawcy, by upewnić się co do jego wiarygodności.

 

– TS UE potwierdził stanowisko prezentowane już we wcześniejszych wyrokach – mówi Wojciech Węgrzyn, konsultant w kancelarii FL Tax. – Jest ono generalnie korzystne dla podatników, nie zmienia to jednak faktu, że urzędy i tak interpretują wyroki po swojemu. Różnie też bywa w polskich sądach. Zawsze można bowiem powiedzieć: zgadzam się z orzeczeniami TS UE, ale w tej sprawie przedsiębiorca powinien nabrać podejrzeń, że jego kontrahent jest nieuczciwy. Wszystko zależy od okoliczności transakcji.

 

Ekspert dodaje, że sugestia TS UE o zasięgnięciu informacji o sprzedawcy nie oznacza, iż każdy przedsiębiorca musi widzieć w kontrahencie oszusta. Na okoliczności sprzedaży trzeba uważać przy poważniejszych zakupach w branżach narażonych na nieprawidłowości, takich jak handel paliwami, elektroniką czy stalą.


Opinia:

Tomasz Siennicki, doradca podatkowy w kancelarii KNDP

 

Stanowisko Trybunału jest jednoznaczne: przedsiębiorca nie powinien się zamieniać w detektywa i szczegółowo sprawdzać kontrahenta. Jeśli działał w dobrej wierze, przysługuje mu prawo do odliczenia, nawet jeśli okaże się, że sprzedawca brał udział w przestępczym procederze. Są jednak branże, w których trzeba uważać, od kogo się kupuje. Orzeczenia sądów wskazują, że tu standardy ostrożności powinny być wyższe. Dlatego w interesie przedsiębiorcy leży dokładne przyjrzenie się okolicznościom transakcji. Podejrzenia może np. wzbudzić niska cena. Warto się zastanowić przed zakupami, tym bardziej że stanowisko Trybunału ma słaby punkt – daje fiskusowi możliwość uznania, że podatnik w danych okolicznościach powinien wiedzieć o nadużyciach kontrahenta.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 09-04-2014 r.

http://prawo.rp.pl/artykul/1100546.html

Komentuje:
Wojciech Węgrzyn

Interpretacje ogólne mogłyby być efektywniejsze.

 

Przez ponad 6 lat minister finansów wydał 58 interpretacji ogólnych. Nie jest to imponująca liczba, zwłaszcza w odniesieniu do ponad 30 tys. interpretacji indywidualnych wydanych rocznie. Eksperci optują za liberalizacją prawa w tym zakresie.

 

W 2013 roku zostało wydanych 13 interpretacji ogólnych z urzędu oraz 1 interpretacja ogólna na wniosek. Mimo że to dość skromny wynik, eksperci pozytywnie postrzegają instytucję interpretacji ogólnych.

 

- W zakresie w jakim interpretacje ogólne zostały wydane okazały się narzędziem sprawnym i efektywnym, uzasadniając cel, dla którego instytucja ta została ustanowiona, jakim była chęć przeciwdziałania niejednolitemu stosowaniu przepisów przez organy podatkowe – zauważa Wojciech Węgrzyn, konsultant w FL Tax - Paweł Fałkowski, Kamil Lewandowski Doradcy podatkowi.

 

Wykładnia jak drogowskaz

Przykładem interpretacji, która zakończyła kilkuletnie spory o wykładnię przepisów jest interpretacja ogólna z 25 listopada 2013 r., dotycząca kosztów reprezentacji. W interpretacji tej rozstrzygnięto występujące powszechnie w interpretacjach indywidualnych wątpliwości i niejasności w zakresie możliwości zaliczania do kosztów podatkowych wydatków ponoszonych na organizację spotkań z kontrahentami.

 

- Mogłoby się wydawać, że interpretacje indywidualne są bardziej pomocne dla podatników, gdyż dopasowane są do ich indywidualnej sytuacji. W praktyce jednak przedstawiają niską wartość merytoryczną, a ich zawiła i niezrozumiała konstrukcja stawia w jasnym świetle przemyślane, jasne i logiczne interpretacje ogólne, w oparciu o które podatnicy mogą rzetelnie planować swoje działania – ocenia Wojciech Węgrzyn.

 

Ekspert uważa, że z niecierpliwością powinniśmy więc oczekiwać zapowiadanych zmian przepisów (założenia do nowelizacji Ordynacji podatkowej czekają na rozpatrzenie przez Radę Ministrów – przyp. red.), dzięki którym we wszystkich możliwych przypadkach treść interpretacji indywidualnych będzie ograniczała się do potwierdzenia zastosowania w danym przypadku interpretacji ogólnej.

 

Potrzebne liberalne podejście

Stosunkowo nową instytucją, bo obowiązującą od początku 2012 r. jest możliwość wydawania interpretacji ogólnych na wniosek podatników. Gdy była ona wprowadzana wiele osób spodziewało się znacznego powiększenia interpretacji ogólnych. To dość istotne, gdyż stanowisko zaprezentowane w interpretacji ogólnej wiąże wszystkie organy podatkowe i skarbowe. Zatem podatnik może być pewien, że w danym stanie faktycznym obowiązuje jednolita interpretacja.

 

- Interpretacje na wniosek to restrykcyjna regulacja, która nakazuje wnioskodawcy wykazać niejednolite stosowanie prawa przez organy podatkowe w identycznych stanach faktycznych. Powoduje to, że wiele wniosków jest odrzucanych z powodów formalnych – ocenia Jacek Bajson, doradca podatkowy.

 

Ekspert wyjaśnia, że w praktyce stany faktyczne niemal zawsze się różnią się od siebie poszczególnymi elementami i nawet, gdy nie powinno wpływać na ocenę konsekwencji podatkowych, to zgodnie z literalnym brzmieniem przepisu te drobne różnice są podstawą pozostawienia wniosku bez rozpatrzenia.

 

- Bardziej liberalne podejście do tego wymogu pozwoliłoby efektywniej wykorzystać instytucje interpretacji ogólnych. We wspólnym interesie Ministerstwa Finansów i podatników powinno przecież leżeć, aby eliminować wszelkie rozbieżności w interpretacji przepisów – podsumowuje Jacek Bajson.


Autor: Ewa Matyszewska

 

Źródło: Tygodnik Biznes i Prawo, 16-03-2014

http://tbip.pl/podatki-i-ksiegowosc/interpretacje-ogolne-moglyby-byc-efektywniejsze-958.html

Komentuje:
Wojciech Węgrzyn

Jeśli podatnik nie otrzymał do końca lutego informacji PIT-11 za 2013 r., musi wypełnić zeznanie podatkowe według swojej najlepszej wiedzy. Do takiego zeznania warto dołączyć pismo z wyjaśnieniem, że roczny PIT jest wypełniany na podstawie tylko własnych danych, na przykład wyciągów z konta.

 

Z końcem lutego minął termin przesłania przez płatników informacji o uzyskanych przychodach i pobranych zaliczkach na podatek dochodowy za 2013 r. Druki te powinny trafić do podatnika i właściwego urzędu skarbowego.

 

– Jeśli tak się nie stało, w pierwszej kolejności powinniśmy się skontaktować z pracodawcą, aby ustalić przyczyny tego niedopełnienia. Przekazanie tej deklaracji pracownikowi jest obowiązkiem pracodawcy wynikającym z przepisów prawa. Dlatego obu stronom powinno zależeć na dopełnieniu tej formalności – wyjaśnia Alicja Giebień, konsultant w FL Tax - Paweł Fałkowski, Kamil Lewandowski Doradcy podatkowi.

 

Alicja Giebień dodaje, że jeśli pracodawca nie wysłał nam deklaracji PIT-11 i odmawia wyjaśnień, podatnik powinien się zwrócić na piśmie o uzupełnienie braku. Taki dokument może później posłużyć jako potwierdzenie dopełnienia wszelkiej staranności przy sporządzaniu zeznania rocznego.

 

– Brak PIT-11 nie zwalnia z obowiązku złożenia zeznania rocznego w ustawowym terminie. Ponadto tylko zeznanie złożone do końca kwietnia uprawnia do skorzystania z możliwości wspólnego rozliczenia z małżonkiem czy też jako osoba samotnie wychowująca dziecko – przypomina Alicja Giebień.

 

Jednocześnie podpowiada, że dla ustalenia wszystkich kwot niezbędnych do wypełnienia rocznej deklaracji powinny wystarczyć otrzymane w trakcie roku tzw. paski wynagrodzeń. W przypadku ich braku konieczne będzie przeprowadzenie stosownych kalkulacji na podstawie kwot wynagrodzenia wskazanych w umowie o pracę oraz obowiązujące stopy opodatkowania i oskładkowania.

 

– Samodzielnie nie będziemy jednak w stanie ustalić wartości nieodpłatnych świadczeń otrzymanych w trakcie roku, które powinny zostać uwzględnione w kwocie dochodu – zauważa Alicja Giebień.

 

Dlatego do składanego zeznania warto załączyć, poza pismem, w którym upomnieliśmy pracodawcę o obowiązku wystawienia PIT-11, wyjaśnienia dla urzędu skarbowego, iż zeznanie zostało sporządzone w oparciu o najlepszą wiedzę podatnika, jako że podatnik nie otrzymał stosownych informacji od pracodawcy.

 

Podstawa prawna:

Art. 39, 42, 42e, 45 ustawy z 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (tekst jedn. Dz.U. z 2012 r. poz. 361 ze zm.).


Autor: Ewa Matyszewska

 

Źródło: Tygodnik Biznes i Prawo,

03-03-2014

http://tbip.pl/podatki-i-ksiegowosc/brak-pit11-nie-zwalnia-z-rozliczenia-814.html

 

 

Komentuje:
Alicja Giebień

Szybsza zapłata podatku przez sprzedawcę i zmiana reguł odliczenia u kupującego – to główne tegoroczne nowości, z którymi muszą się zmierzyć firmy.

 

Dzisiaj mija termin złożenia deklaracji VAT-7 za styczeń. Pierwszej po zmianach w przepisach. Eksperci nie mają wątpliwości: podczas obliczania podatku przedsiębiorców mogą spotkać niespodzianki.

 

– Sam wzór deklaracji się nie zmienił, kłopoty mogą jednak być z prawidłowym wyliczeniem zobowiązania – mówi Łukasz Jamróz, doradca podatkowy, menedżer w PwC. – Przede wszystkim firmy mogą być zaskoczone kumulacją podatku z grudniowych i styczniowych transakcji. Załóżmy, że przedsiębiorca sprzedał towary 31 grudnia i 31 stycznia. Faktury wystawił po trzech dniach. W rozliczeniu za styczeń musi wykazać VAT należny od obu transakcji – wyjaśnia.

 

Obowiązek podatkowy

Od 1 stycznia o powstaniu obowiązku podatkowego nie przesądza już wystawienie faktury. Decydująca jest chwila sprzedaży bądź wykonania usługi. Firmy straciły więc możliwość odroczenia terminu wykazania podatku należnego poprzez późniejsze wystawienie faktury, co zdarzało się często w wypadku transakcji na koniec miesiąca.

 

Janusz Menkina, właściciel biura rachunkowego, przypomina, że obecnie udokumentować transakcję fakturą można do 15. dnia miesiąca następującego po tym, w którym ją przeprowadzono. Powoduje to, że częściej niż poprzednio (było siedem dni na wystawienie faktury) przedsiębiorca jest zmuszany do odprowadzania podatku należnego jeszcze przed odliczeniem naliczonego.

 

Kiedy odliczenie

– Jeśli firma kupiła towary 15 grudnia, dostała na nie fakturę 22 grudnia i sprzedała je 23 grudnia, to rozli-czyła VAT należny i naliczony w tej samej deklaracji – tłumaczy Menkina. – Teraz sprzedawca może wystawić fakturę w następnym miesiącu i wtedy dopiero nabywca ma prawo skorzystać z odliczenia. Jeśli więc kupił towar 15 stycznia, sprzedał 23 stycznia, ale fakturę zakupową dostał dopiero 15 lutego, VAT należny musi wykazać już w deklaracji za styczeń, a naliczony odliczy dopiero w deklaracji za luty.

 

Łukasz Jamróz zwraca uwagę na transakcje na przełomie stycznia i lutego. – Teraz trzeba przede wszystkim wiedzieć, kiedy umowa została sfinalizowana – wyjaśnia. – Przykładowo, sklep internetowy wysłał towar pod koniec stycznia, ale dotarł on do klienta dopiero na początku lutego. Kiedy powstanie obowiązek podatkowy? Z reguły dopiero w lutym, wtedy bowiem nabywca mógł rozporządzać towarem jak właściciel. Dużo zależy jednak od ustaleń między stronami umowy – przestrzega ekspert.

 

O tym, że czasem obowiązek podatkowy może powstać już w chwili wydania towaru z magazynu i przekazania go przewoźnikowi, świadczy m.in. interpretacja Izby Skarbowej w Warszawie (nr IPPP1/443-1035/13-2/MP, opisaliśmy ją w „Rz" z 7 lutego).

 


Paweł 
Fałkowski, partner, doradca podatkowy w FL Tax

 

Podczas wypełniania pierwszej deklaracji po zmianach duże kłopoty może sprawić ustalenie, czy przedsiębiorca ma prawo do odliczenia podatku naliczonego. Poprzednio nabywał je wtedy, kiedy dostał fakturę. Teraz musi przede wszystkim sprawdzić, kiedy doszło do sprzedaży albo wykonania usługi. W tym momencie powstaje obowiązek podatkowy u sprzedawcy i wtedy nabywca może skorzystać z odliczenia. Sama faktura nie wystarczy, bo przecież może się zdarzyć, że kurier z towarem dotarł z kilkudniowym opóźnieniem (zamiast w styczniu przyjechał w lutym). Oczywiście faktura też jest potrzebna, bez niej bowiem nabywca nie odliczy VAT. Jeśli więc towar dostał w styczniu, a fakturę w lutym, to wolno mu wykazać VAT naliczony dopiero w deklaracji za luty.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 25-02-2014

prawo.rp.pl/artykul/758335,1089625-VAT-7-za-styczen-2014---jak-wypelnic-pierwsza-deklaracje-VAT-wedlug-nowych-zasad.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Fiskus skontroluje nawet firmę uruchomioną na próbę.

Przedsiębiorca, który testuje firmę przed datą jej uruchomienia m.in. za pośrednictwem strony internetowej, zbierając w ten sposób zamówienia lub uzyskując przychody może spodziewać się kontroli organów podatkowych. Za niezgłoszenie takiego biznesu lub brak rozliczenia grożą kary.

 

Podatnik zrobił stronę WWW dla klienta - sklep internetowy. Wprowadził produkty, ustawił konto bankowe (swoje prywatne) i włączył sklep. Chciał przed oddaniem zlecenia przetestować czy wszystko działa, jak należy. Sklep oferuje towar w formie elektronicznej, po wpłacie następuje wysłanie towaru. Sklep istnieje od dwóch tygodni (działa dla klienta). Stronę odwiedziło kilkunastu klientów, co dało kilkaset złotych przychodu. Jednak cały czas do działania strony wprowadzane są poprawki i usprawnienia, sklep jest wciąż w fazie testów, nie jest nigdzie reklamowany.

 

- Właśnie dostałem pismo z urzędu skarbowego o prowadzonej kontroli i w jej ramach mam udostępnić dane właściciela witryny WWW. Czy taka kontrola w ogóle ma racje bytu i czyje dane mam udostępnić – swoje czy mojego klienta – pyta z przerażeniem pan Kamil z Krakowa.

 

Kontakt z urzędem to podstawa
Przepisy Ordynacji podatkowej nie przewidują ograniczenia możliwości wszczęcia kontroli podatkowej z uwagi na krótki czas prowadzenia działalności lub osiąganie niskich przychodów. Piotr Kalemba, starszy konsultant w Accreo, stwierdza w rozmowie z nami, że podatnik, który w związku z kontrolą podatkową prowadzoną przez organ podatkowy został wezwany do udostępnienia danych dotyczących właściciela witryny WWW, powinien na takie wezwanie organu odpowiedzieć.

 

- Bezzasadnie uchylając się od odpowiedzi narazi się on bowiem na ukaranie karą porządkową, która maksymalnie może wynieść 2800 zł – ostrzega ekspert.

 

Również Tomasz Piekielnik, doradca podatkowy, partner zarządzający w Piekielnik i Partnerzy, rekomenduje, aby pisma ze skarbówki nie lekceważyć.Podatnik ma przecież obowiązek udzielać wszelkich wyjaśnień dotyczących przedmiotu kontroli, dostarczać kontrolującym żądanych dokumentów (art. 283 Ordynacji podatkowej).

 

- Warto jednak zweryfikować, czy urzędnicy nie popełnili błędów proceduralnych (np. dokonano wszczęcia kontroli bez uprzedniego zawiadomienia podatnika lub bez doręczenia upoważnienia do przeprowadzenia kontroli, może być też tak, że kontrola dotyczy innego okresu niż wykonywanie witryny), jednak nawet wówczas należy odnieść się pisemnie i przywołać odpowiednie argumenty – radzi Tomasz Piekielnik.

 

Pozostawienie pisma urzędu bez odpowiedzi może być potraktowane surowo, jako utrudnianie im czynności i zakwalifikowane na podstawie art. 83 kodeksu karnego skarbowego, jako przestępstwo lub wykroczenie skarbowe.

 

Podatek jest nawet od każdego zarobku
Przeprowadzenie transakcji sprzedaży w ramach testów sklepu internetowego, jeszcze przed przekazaniem przedmiotu zlecenia – witryny – kontrahentowi, nie zwalnia podatnika z obowiązku opodatkowania osiągniętego w związku z realizacją sprzedaży dochodu.

 

Tomasz Piekielnik zauważa, że w opisanym przypadku konieczne jest ustalenie podatnika (kto osiąga przychody) i źródła przychodów. Trudno dopatrzeć się jakichkolwiek argumentów na możliwość nieopodatkowania transakcji (brak możliwości „zwolnienia” dla sprzedaży ruchomości nabytych przed co najmniej 6-ma miesiącami). Inaczej byłoby jednak, gdyby podatnikiem, który zamawia witrynę WWW była osoba lub podmiot zagraniczny.

 

- W takim bowiem przypadku można liczyć na brak obowiązku podatkowego w Polsce w ogóle – stwierdza Tomasz Piekielnik.

 

Sprawę podatku dochodowego mamy wyjaśnioną, a co z VAT? Szymon Adamiak, ekspert wFL Tax - Paweł Fałkowski, Kamil Lewandowski Doradcy podatkowi, zwraca uwagę, żew przypadku gdy przewidywana sprzedaż podatnika w roku rozpoczęcia działalności nie przekroczy 150 tys. zł będzie miał on prawo do korzystania ze zwolnienia podmiotowego w VAT, dzięki czemu nie będzie zobowiązany do opodatkowania VAT dokonywanych transakcji.

 

Urzędnicy coraz szybciej reagują
Szczególne zainteresowanie oraz szybka reakcja organu w opisywanym przypadku, jak również generalnie – koncentrowanie się organów podatkowych na branży e-commerce – nie powinny dziwić. Tak uważa Piotr Kalemba, który przypomina, że już od kilku lat, ze względu na częstotliwość występowania oraz wielkość strat po stronie Skarbu Państwa, powstających w związku z transakcjami gospodarczymi przeprowadzanymi za pośrednictwem internetu, transakcje te stanowią jeden z obszarów priorytetowych wśród organów, podlegający wzmożonej kontroli podatkowej.

 

Komentuje:
Szymon Adamiak

DAROWIZNY – Osoby chore, które otrzymują pieniądze z fundacji, muszą od tych kwot zapłacić podatek. Wsparcie bez podatku może wynieść 4902 zł w ciągu pięciu lat. Taki limit zwolnienia często nie wystarcza nawet na miesiąc leczenia.

 

Pani Katarzyna choruje na raka. Fundacja utworzyła dla niej subkonto, na które znajomi i zupełnie obce osoby mogą przekazywać wpłaty. Dzięki takiemu wsparciu pani Katarzyna może przyjmować niezbędne leki w ramach terapii eksperymentalnej, których miesięczny koszt to 2000 zł. Łatwo przeliczyć, że rocznie w ten sposób otrzymuje 24 tys. zł.

 

- Właśnie dowiedziałam się, że od nadwyżki ponad 4902 zł powinnam zapłacić podatek. Nie mam  z czego – stwierdza z rozpaczą.

 

Trudno się dziwić rozgoryczeniu pani Katarzyny. Według szybkiego i uproszczonego obliczenia, uwzględniającego tylko jeden rok, pani Katarzyna powinna zapłacić podatek od 19 098 zł (24 000 zł – 4902 zł), który wyniesie 2645 zł. To oznacza, że danina dla fiskusa pochłonie więcej, niż wynosi koszt miesięcznej terapii. Obliczenie dla okresu pięcioletniego, bo tak trzeba liczyć limit darowizn, to ponad 13 tys. zł podatku.

 

- Prawda jest, że urzędy skarbowe stoją na stanowisku , że osoby otrzymujące wsparcie finansowe od fundacji, np. na leczenie, w naszym przypadku na leczenie związane z nowotworami, powinny od otrzymanych kwot zapłacić podatek – potwierdza Marta Szklarczuk, dyrektor biura Fundacji Rak’n’Roll. Wygraj życie.

 

Konieczność opodatkowania nie wystąpi jeśli kwota darowizny nie przekracza 4902 zł. Limit ten trzeba liczyć z pięciu lat.

 

- Nasi podopieczni, aby dopełnić obowiązków rozliczeniowych, zwracają się z prośbą o informację na temat wysokości kwot, jakie otrzymali. Na tej podstawie wiedzą, w jakiej wysokości pomoc otrzymali i czy muszą zapłacić podatek fiskusowi – wyjaśnia Marta Szklarczuk.

 

Dodaje, że osoby, którymi opiekuje się fundacja Rak’n’Roll. Wygraj życie z reguły nie przekraczają limitu ustawowego, ale inaczej może być w innych fundacjach.

 

Kwalifikacja wsparcia

Sprawa niestety nie jest ani prosta, ani oczywista, jak na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.

 

Analizę opisanej sytuacji należy przede wszystkim zacząć od zastanowienia się, czy mamy do czynienia z formą darowizny, i wtedy zastosować regulacje z ustawy o podatku od spadków i darowizn, czy są to może tzw. inne źródła określone w ustawie o PIT.

 

Darowizna, zdefiniowana w kodeksie cywilnym, to bezpłatne świadczenie, dokonane na rzecz obdarowanego kosztem majątku darczyńcy (bez żadnego ekwiwalentu ze strony obdarowanego).

 

- Sądzę, że wsparcie ze strony fundacji, niewynikające z żadnej innej umowy zobowiązującej do tego typu działania, to nic innego jak darowizna. Trudno bowiem twierdzić, że są to przychody objęte ustawą o PIT, a konkretnie przychody z tzw. źródeł – stwierdza Andrzej Marczak, doradca podatkowy, partner w KMPG. Przysporzenia majątkowe  podlegające podatkowi od darowizn są wyłączone z opodatkowania PIT.

 

Tobiasz Dolny, doradca podatkowy w FL Tax, dodaje, że jeżeli osoba otrzymuje wsparcie w formie darowizny pieniężnej (np. przelew środków na rachunek bankowy) lub rzeczowej (np. leki, sprzęt rehabilitacyjny), to takie świadczenie powinno podlegać podatkowi od spadków i darowizn. Jeśli umowa darowizny jest zawarta w formie aktu notarialnego, obdarowany nie musi sam wpłacać podatku – zrobi to za niego notariusz. W innym przypadku podopieczny fundacji powinien złożyć zeznanie podatkowe (SD-3) w ciągu miesiąca od nabycia darowizny. Urząd skarbowy wyda następnie decyzję ustalającą wysokość podatku. Na wpłatę jest 14 dni od otrzymania tej decyzji.

 

Z drugiej strony – jak uważa Paulina Bąk, konsultant podatkowy w Parulski i Wspólnicy Doradcy Podatkowi – jeżeli pomoc otrzymywana od fundacji nie będzie spełniała definicji darowizny, to zgodnie z art. 2 ust. 1 pkt 3 updof, będzie podlegała PIT  (według skali PIT – stawki 18 i 31 proc.).

 

Trzeba jednak pamiętać  o art. 21 ust. 1 pkt 79 ustawy o PIT. Zgodnie z tym przepisem wolne od podatku są świadczenia z pomocy społecznej.

 

- Wbrew powszechnej opinii pomoc społeczna może być świadczona również przez organizacje pozarządowe zgodnie z ustawą o pomocy społecznej – zapewnia Paulina Bąk.

 

Z informacji Tobiasza Dolnego wynika, że urzędnicy dopuszczają stosowanie wskazanej ulgi, gdy do statutowych zadań fundacji należy działalność w zakresie pomocy społecznej, a ponadto fundacja ma wewnętrzne procedury przyznawania takich świadczeń.

 

W konsekwencji to, czy otrzymywane przez obdarowanego środki będą podlegać opodatkowaniu podat-kiem od spadków i darowizn, czy PIT, zależy od decyzji podjętej przez organizację pożytku publicznego w sprawie firmy świadczenia pomocy oraz statutu tej organizacji.

 

Limity ustawowe

Podatkiem nie są objęte darowizny przekazane przez daną fundację których łączna wartość w bieżącym roku oraz w ciągu pięciu poprzednich lat kalendarzowych nie przekroczyła 4902 zł.

 

Problem powstaje, gdy darczyńca okazuje się bardziej hojny (podarował sumę ponad kwotę wolną) lub pomoc udzielana jest w innej formie. Jak zauważa Jacek Bajson, doradca podatkowy, jedna z nielicznych w tych kwestiach interpretacji podatkowych mówi, że nie każde bezpłatne przysporzenie, w tym pomoc świadczona przez organizacje charytatywne na rzecz osoby fizycznej może być traktowana, jako darowizna.

 

- O tym, czy dokonana czynność ma charakter darowizny lub darowizny z poleceniem, czy też jest to świadczenie nieodpłatne wynikające z innego stosunku prawnego, każdorazowo powinien przesądzać podmiot, który podejmuje decyzję o świadczeniu pomocy – uważa Jacek Bajson.

 

Formy działania fundacji

Odnosząc się do działalności fundacji, należy rozróżnić dwie sytuacje:

 

 

  • fundacja działa z własnej inicjatywy i wykorzystuje swoje ogólne środki zebrane od darczyńców przekazywane bez wskazania, na jaki konkretny cel i osobę mogą być przeznaczone;
  • fundacja otrzymuje darowizny z poleceniem – zazwyczaj są to wpływy na subkonta danych osób z przeznaczeniem na finansowe wsparcie poszczególnych podopiecznych.

 

Zdaniem Andrzeja Marczaka w pierwszym przypadku darowiznę powinno się traktować jako pochodzącą wprost od fundacji, czyli jak od osoby obcej/trzeciej. Wówczas obdarowany powinien zgłosić taką darowi-znę do opodatkowania po przekroczeniu limitu 4902 zł, liczoną w okresie pięciu lat.

 

- W drugim przypadku istnieją argumenty za potraktowaniem darowizny jako pochodzącej od poszczegól-nych osób dokonujących wpłat na subkonto fundacji.  Fundacja niejako pośredniczy w przekazywaniu środków i działa, wykonując polecenie darczyńców (darowizna z poleceniem) - argumentuje partner KPMG.

 

W takiej sytuacji kwota wolna od podatku mogłaby być uwzględniania przez obdarowanego wielokrotnie, przy założeniu, że środki przekazywane przez fundację pochodzą od wielu darczyńców.

 

- Take podejście jest bardzo korzystne dla obdarowanych, ponieważ istnieje duże prawdopodobieństwo, że kwota wolna nie zostanie przekroczona i w konsekwencji nie powstanie obowiązek podatkowy – zauważa Andrzej Marczak.

 

Jednak pojawiają się tutaj problemy natury praktycznej. Mianowicie, jak kontrolować darowizny przekazywane przez fundację, jak obliczyć kwoty od poszczególnych darczyńców w danym okresie? Wydaje się, że pomoc fundacji w przygotowaniu takich informacji byłaby niezbędna (np. w formie okresowych zestawień), zwłaszcza, że podatnicy muszą składać zeznania o darowiznach podlegających opodatkowaniu w ciągu miesiąca od ich otrzymania.  Fundacja nie występuje tutaj w roli płatnika zobowiązanego do pobrania podatku. Oznacza to, że ten obowiązek ciąży na obdarowanych.

 

Potrzebna zmiana prawa

Analizując przypadek Pani Katarzyny można postawić jako kluczowe pytanie, czy zasadne jest opodatkowanie osób, które otrzymały pomoc, gdy dotknęła je choroba lub nieszczęśliwe zdarzenie losowe? Według Jacka Bajsona, jeżeli opieka udzielana jest przez Państwo, np. w ramach publicznej służby zdrowia to – co do zasady – jest ona wolna od podatku. Natomiast, jeżeli robią to osoby prywatne, wspomagając nie zawsze sprawne instytucje państwowe , to niestety czysto formalna analiza przepisów prowadzi do wniosku, że w niektórych sytuacjach taki podatek byłby wymagalny.

 

- Ponieważ jestem zwolennikiem optymalizacji i planowania podatkowego, przyznam, że w przypadku ciężkiej choroby, nieszczęśliwego zdarzenia, będąc udzielającym pomocy i wsparcia, albo tym bardziej jej odbiorcą, wolałbym nie myśleć o wyborze „najkorzystniejszego w tym zakresie rozwiązania” – stwierdza Jacek Bajson.

 

Jego zdaniem przepisy powinny jasno regulować konsekwencje takiej pomocy, najlepiej oczywiście przewidując jej zwolnienie z opodatkowania.

 

- Wprowadzenie zwolnienia w ustawie o podatku od spadków i darowizn lub rozszerzenie przewidzianego w art. 21 ust. 1 pkt 79 ustawy o PIT (wolne od podatku dochodowego są świadczenia z pomocy społecznej) nie są łatwe, gdyż stwarza margines ryzyka jego nadużywania. Warto jednak się nad tym zastanowić - proponuje Jacek Bajson.

 

Również Andrzej Marczak z KMPG jest zdania, że przepisy o podatku od darowizn nie przystają do omawianej sytuacji i są zbyt rygorystyczne. Należy zaapelować do ustawodawcy, aby w podobnych przypadkach wprowadził bardziej pragmatyczne regulacje, np. przepisy sankcjonujące traktowanie fundacji jako podmiotu „transparentnego”  dla celów podatku od darowizn (drugi omawiamy przypadek). Dodatkowo, w odniesieniu do takich sytuacji należałoby się zastanowić nad wydłużeniem terminu na złożenie zeznania podatkowego (np. zeznanie składane raz na cały rok kalendarzowy), bowiem miesięczny termin jest zbyt uciążliwy dla podatników.

 

Czyli – jak zwykle – potrzebny jest zdrowy rozsądek, bo nic go nie zastąpi.

 

Ministerstwo Finansów wyjaśniło TBiP:

>> Decydujące znaczenie w kwestii skutków prawnopodatkowych pomocy udzielanej potrzebującym przez organizacje pozarządowe (np. fundacje) ma kwalifikacja formy prawnej świadczonej pomocy, a zatem treść umowy wiążącej strony. W większości przypadków świadczenia organizacji pozarządowych na rzecz podopiecznych przekazywane są pod tytułem darowizny.

>> Nabycie przez osobę fizyczną od fundacji (organizacji pozarządowej) środków pieniężnych będzie podlegało podatkowi od spadków i darowizn w przypadku, gdy pomoc nastąpi w drodze darowizny i jej wartość przekroczy kwotę wolną od podatku. Kwota ta dla nabywców zaliczonych do III grupy podatkowej (osoby obce) wynosi 4902 zł i obliczana jest z uwzględnieniem zasady kumulacji wartości majątku nabytego przez jedną osobę od tej samej fundacji w ciągu pięciu lat. Jeżeli wartość darowizn otrzymywanych od jednego podmiotu przekroczy kwotę wolną od podatku, wówczas na osobie obdarowanej ciąży obowiązek złożenia zeznania podatkowego o nabyciu rzeczy lub praw majątkowych (SD-3) w ciągu miesiąca od nabycia darowizny.

 

>> Podatek należy zapłacić w terminie 14 dni od dnia doręczenia decyzji naczelnika urzędu skarbowego ustalającej wysokość zobowiązania podatkowego. Jeżeli przekazanie środków pieniężnych dokonane  jest na podstawie innego tytułu, niż wymieniony w ustawie o podatku od spadków i darowizn – nie podlega temu podatkowi. Mogą również wystąpić przypadki, w których do otrzymanych od organizacji świadczeń znajdą zastosowanie  postanowienia ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.


Autor: Ewa Matyszewska
Źródło: BIZNES I PRAWO, 3-9 lutego 2014
Komentuje:
Tobiasz Dolny

Przedsiębiorca musi wykazać VAT 
przy sprzedaży auta, chociaż nie odliczył go przy nabyciu.

 

Właściciel firmy, który skorzystał podatkowo przy zakupie samochodu osobowego, jest zwolniony z VAT przy jego sprzedaży, a ten, który nic nie odliczył, zapłaci daninę. Taki jest skutek obowiązujących od 1 stycznia przepisów. Ministerstwo Finansów to potwierdza, a doradcy podatkowi nie mają wątpliwości – wyszło dość niesprawiedliwie.

 

– Załóżmy, że przedsiębiorca kupił samochód osobowy bez VAT (np. od osoby fizycznej nieprowadzącej działalności gospodarczej albo od firmy zwolnionej z podatku ze względu na wysokość obrotów). Z nowych przepisów wynika, że przy jego sprzedaży powinien zapłacić 23-proc. podatek. Ewidentnie na tym straci, bo musi uwzględnić VAT w cenie auta – tłumaczy Tobiasz Dolny, doradca podatkowy z kancelarii FL Tax. – Tak będzie, jeśli wykorzystywał pojazd w działalności opodatkowanej albo mieszanej (czyli opodatkowanej i zwolnionej) – dodaje.

 

Podwójna korzyść 
dla niektórych

– W lepszej sytuacji jest przedsiębiorca, który przy zakupie samochodu osobowego skorzystał z częściowego odliczenia (60 proc., nie więcej niż 6 tys. zł) – mówi Wojciech Kotowski, doradca podatkowy z kancelarii Ożóg i Wspólnicy. – On podczas sprzedaży może skorzystać ze zwolnienia wynikającego z rozporządzenia ministra finansów – wskazuje.

 

Sprzedaż samochodu, przy nabyciu którego nie przysługiwało odliczenie VAT naliczonego, będzie podlegała opodatkowaniu – potwierdza Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na pytanie „Rz". Uspokaja jednak, że sprzedawca będzie mógł skorzystać z procedury VAT marża (podatek jest płacony od różnicy między ceną zakupu i sprzedaży, a nie od całej kwoty).

 

– To korzystne dla podatników rozwiązanie, mam jednak wątpliwości, czy faktycznie przysługuje w tej sytuacji – zauważa Dolny. – Procedura VAT marża jest bowiem zarezerwowana dla tych, którzy handlują używanymi towarami. Nie mogą z niej skorzystać przedsiębiorcy, którzy sprzedają starą rzecz wykorzystywaną wcześniej na potrzeby działalności – wyjaśnia.

 

Marża w wyjątkowych sytuacjach

To, że szczególną procedurę można zastosować tylko w razie sprzedaży używanych rzeczy nabytych w celach handlowych, potwierdza też orzecznictwo oraz interpretacje. A także wyjaśnienia do nowych przepisów zamieszczane na stronach internetowych urzędów skarbowych.

 

– Rozliczenie w ten sposób wykorzystywanego w firmie auta jest więc dość ryzykowne – mówi Wojciech Kotowski. – Lepiej, żeby przedsiębiorca rozważył przekazanie go przed sprzedażą na cele prywatne. Jeśli przy nabyciu samochodu (lub części składowych do niego) nie mógł odliczyć VAT, takie przesunięcie z firmowego majątku do prywatnego jest nieopodatkowane. Później będzie można sprzedać auto bez VAT.

 

Joanna 
Rudzka, doradca podatkowy, właścicielka kancelarii podatkowej

Trudno racjonalnie uzasadnić to, że przedsiębiorca, który odliczył VAT, kupując samochód osobowy, skorzysta ze zwolnienia przy jego sprzedaży, a ten, który nie mógł go odliczyć, musi opodatkować transakcję. Mam wrażenie, że taka konstrukcja przepisów to niedopatrzenie ustawodawcy, a Ministerstwo Finansów próbuje teraz naprawić sytuację, podsuwając pomysł z zastosowaniem procedury marży. Wątpię, czy urzędy skarbowe zgodzą się na taki sposób rozliczenia, chyba że minister finansów wyda w tej sprawie interpretację ogólną.

Warto też wspomnieć, że są poważne wątpliwości, czy zwolnienie 
z VAT sprzedaży samochodu osobowego, przy nabyciu którego odliczyliśmy część podatku naliczonego, jest zgodne z przepisami dyrektywy 2006/112/WE.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 15-01-2014

prawo.rp.pl/artykul/792747,1079183-VAT--Kto-nie-odliczyl-przy-zakupie-firmowego-auta--musi-opodatkowac-sprzedaz.html

 

 

Komentuje:
Tobiasz Dolny

Fiskus chce, aby samochody w działalności 
były rozliczane z ograniczeniami. Łatwo jednak je obejść.

 

Pełne odliczenie VAT przysługiwać będzie tylko wtedy, gdy auto wykorzystujemy wyłącznie na cele działalności gospodarczej. Doradcy podatkowi już znaleźli sposób na spełnienie tego warunku. Wystarczy, że pracownik zapłaci pracodawcy za prywatne używanie auta.

 

Przy zakupie samochodu do 3,5 tony będzie można odliczyć 50 proc. VAT z faktury, bez ograniczenia kwotowego. Podobnie będzie z wydatkami na paliwo i innymi kosztami eksploatacji (np. remontu, mycia czy wymiany opon). To główne założenia planowanej przez Ministerstwo Finansów nowelizacji ustawy o VAT (projekt aktualnie jest na etapie uzgodnień wewnętrznych).

 

Cały podatek naliczony (zarówno przy zakupie auta, jak i od kosztów eksploatacji) będzie można odliczyć tylko od samochodów typowo firmowych. Przy czym ministerstwo zakłada, że będą to bardzo rzadkie przypadki, a nawet jeden przejazd prywatny wyklucza pełną ulgę.

 

Umowy z pracownikami

– Trudno znaleźć samochód służbowy, który nigdy nie został użyty do celów osobistych – mówi Paweł Fałkowski, doradca podatkowy z kancelarii FL Tax. – Jeśli jednak pracodawca wprowadzi odpłatność za prywatne wykorzystywanie firmowych pojazdów przez pracowników, problem z odliczeniem VAT jest załatwiony. Auto jest bowiem w takiej sytuacji w 100 proc. związane z działalnością gospodarczą.

 

Potwierdza to Michał Borowski, doradca podatkowy z kancelarii Ożóg i Wspólnicy. Uczula jednak na wysokość czynszu za prywatne korzystanie z auta. Nie może to być symboliczna złotówka, powinien odzwierciedlać koszt faktycznego zużycia pojazdu.

 

– Nie musimy stosować cen z wypożyczalni samochodów, pracodawca ma bowiem prawo udostępnić pracownikowi firmowy sprzęt taniej – podkreśla Paweł Fałkowski.

 

Czy taka konstrukcja spodoba się fiskusowi?

 

Korzyści dozwolone

– Wynajęcie auta pracownikowi nie jest działaniem niezgodnym z przepisami, nawet wtedy gdy wiąże się z podatkowymi oszczędnościami – mówi doradca podatkowy Grzegorz Gębka. – Skarbówka może jednak wnikliwie sprawdzać rozliczenia. Już zresztą w uzasadnieniu projektu nowelizacji zapowiada kontrole.

 

Pełne odliczenie uwarunkowane będzie złożeniem specjalnego oświadczenia oraz prowadzeniem ewidencji przebiegu pojazdu. Fiskusa trzeba będzie też poinformować o zmianie przeznaczenia pojazdu. Za nieprawidłowości grożą nowe sankcje karnoskarbowe.

 

Nowelizacja ma wejść w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia. Z pewnymi wyjątkami, np. prawo odliczenia 
50 proc. wydatków na paliwo do aut używanych zarówno służbowo, jak i prywatnie ma obowiązywać od 1 lipca 2015 r.

 

Przypomnijmy, że obecnie przy nabyciu auta osobowego przedsiębiorca może odliczyć 60 proc. VAT, nie więcej niż 
6 tys. zł. Nie odliczy podatku naliczonego przy zakupie benzyny, wolno mu natomiast rozliczać bez ograniczeń inne wydatki na eksploatację.

 

Uprzywilejowane koparka i melex

Z uzasadnienia projektu nowelizacji ustawy o VAT wynika, że auto wyłącznie firmowe to takie, którego nie można używać do celów prywatnych. Przykładowo pojazd, którego konstrukcja wskazuje 
na wyłączny użytek do działalności gospodarczej (może to być koparka). Firmowe są też pojazdy używane przez służby lotniska 
do przemieszczania się po jego płycie (bez możliwości jej opuszczenia). Cały VAT będzie można także odliczyć przy zakupie samochodów przeznaczonych do odsprzedaży (jeżeli jest to przedmiot działalności firmy), które nie są zarejestrowane i nie mogą się poruszać po drogach.

 

Ministerstwo Finansów przyjmuje natomiast, że osoby fizyczne, które prowadzą firmę w miejscu swojego zamieszkania 
(np. architekci), używają aut również do celów prywatnych.


Autor: Przemysław Wojtasik

 

Źródło: Rzeczpospolita, 09-01-2014

http://prawo.rp.pl/artykul/1077501.html

 

 

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Wielu przedsiębiorców zapłaci jednocześnie daninę od grudniowych i od styczniowych transakcji.

 

Ministerstwo Finansów wyjaśniło nowe, obowiązujące od 
1 stycznia zasady odprowadzania VAT. Wynika z nich, że firmy muszą się przygotować na podwójny wydatek. Skumuluje im się bowiem podatek z transakcji z końca zeszłego i początku nowego roku.

 

Jak podkreśla MF, nowe przepisy (obowiązek podatkowy powstaje z chwilą sprzedaży bądź wykonania usługi) mają zastosowanie do czynności wykonanych od 1 stycznia. Transakcje dokonane przed tą datą są rozliczane na starych zasadach (decyduje wystawienie faktury).

 

Noworoczna kumulacja

– Załóżmy, że przedsiębiorca sprzedał towar 30 grudnia i 30 stycznia. Faktury wystawił odpowiednio 2 stycznia
i 2 lutego. W deklaracji za styczeń musi odprowadzić VAT od obu transakcji – mówi Marcin Brzezin, doradca podatkowy w Crido Taxand.

 

– Podobnie jest z usługami – mówi Paweł Fałkowski, doradca podatkowy z kancelarii FL Tax. – Jeśli ktoś wystawił na początku stycznia fakturę za wykonaną na koniec grudnia usługę, a w styczniu wyświadczył następne, to w pierwszej deklaracji w nowym roku musi wykazać VAT z dwóch miesięcy.

 

Ministerstwo podaje też inne przykłady. Firma sprzedaje lokale w grudniu i styczniu. VAT za grudniową transakcję musi zapłacić w rozliczeniu za styczeń, w tym miesiącu upływa bowiem 30 dni od daty wydania lokalu (nawet gdy kupujący nie uregulował należności). W tym samym terminie odprowadzi też VAT od styczniowej transakcji (obowiązek podatkowy powstanie w momencie jej dokonania).

 

Paweł Fałkowski dodaje, że przy niektórych usługach rozliczanych w specyficzny sposób, np. najmu albo budowlanych, nadal można przesunąć obowiązek podatkowy, wystawiając później fakturę (według nowych przepisów można to zrobić nawet do 15. dnia następnego miesiąca). Nie wszystkim firmom odpowiada jednak taka „optymalizacja", często bowiem z umów zawartych z kontrahentami wynika, że dopiero od dnia wystawienia faktury biegnie termin płatności.

 

Odliczenie u nabywcy

Moment powstania obowiązku podatkowego u sprzedawcy jest też ważny dla kupującego. Wtedy nabywa bowiem prawa do odliczenia VAT naliczonego. Załóżmy, że firmy zawarły w styczniu umowę sprzedaży towaru i od razu została wystawiona faktura. Towar wydano kupującemu jednak dopiero na początku lutego. Nie może on odliczyć VAT w deklaracji za styczeń, bo wtedy nie powstał jeszcze obowiązek podatkowy u sprzedawcy. Zrobi to dopiero w rozliczeniu za luty.

 

– Trzeba pamiętać, że nabywca skorzysta z odliczenia dopiero wtedy, gdy posiada fakturę – mówi Adam Mariański, adwokat i doradca podatkowy w kancelarii Mariański Group. – Jeśli więc dostawa nastąpiła 12 stycznia, a sprzedawca wystawił fakturę 15 lutego, kupujący odliczy VAT dopiero w deklaracji za luty.

 

Opinia:

Wojciech 
Kotowski, doradca podatkowy w kancelarii Ożóg i Wspólnicy

Zamiarem ustawodawcy było odebranie możliwości przesunięcia momentu zapłaty VAT przez przedsiębiorców poprzez odpowiednie wystawianie faktur. Wyjaśnienia Ministerstwa Finansów tylko potwierdzają, że cel ten został osiągnięty. Firmy muszą więc liczyć się z tym, że składając deklarację za styczeń (albo za pierwszy kwartał), zapłacą więcej niż zwykle, jeżeli nastąpi kumulacja sprzedaży rozliczanej na starych oraz na nowych zasadach. Koniecznie muszą też przeanalizować przepisy przejściowe, i to nie tylko z głównej nowelizacji ustawy o VAT. Zostały one już bowiem poprawione inną nowelizacją, która notabene weszła w tym zakresie w życie 
31 grudnia 2013 r., czyli jeszcze wcześniej niż główne zmiany obowiązujące od 1 stycznia. Takie rozproszenie przepisów nie ułatwia firmom wprowadzenia w życie nowych zasad rozliczania.


Autor: Przemysław Wojtasik

Źródło: Rzeczpospolita, 07-01-2014

 

prawo.rp.pl/artykul/914297,1077004-Zmian-VAT--podwojny-podatek-za-styczen.html

Komentuje:
Paweł Fałkowski

Przedsiębiorca, który przekaże jeszcze w lutym zaliczkę na samochód z kratką, może odliczyć od niej cały podatek.

 

Już niewiele czasu zostało firmom na korzystną podatkowo inwestycję w auto. Zgodnie z nowelizacją ustawy o VAT (która została już przyjęta przez Radę Ministrów) koszty nabycia samochodów z tzw. kratką (a konkretnie z homologacją ciężarową N1) rozliczymy tylko w 50 proc.

 

– Jeśli przedsiębiorca planuje zakup auta i zależy mu na pełnym odliczeniu VAT, powinien jeszcze przed wejściem w życie nowych przepisów (są planowane na marzec) podpisać umowę ze sprzedawcą i przekazać mu zaliczkę – mówi Paweł Fałkowski, doradca podatkowy w kancelarii FL Tax. – Od zapłaconej kwoty (a zaliczka może wynosić nawet 100 proc.) potrąci cały podatek, nawet wtedy, gdy samochód dostanie już po zmianie ustawy. Prawa do odliczenia nabywa bowiem w momencie powstania obowiązku podatkowego u sprzedawcy, czyli wtedy, gdy otrzymał on wpłatę. Oczywiście do odliczenia potrzebna jest też faktura – wyjaśnia ekspert.

 

Przedsiębiorca, który pozostałą część pieniędzy ureguluje już po wejściu w życie nowelizacji, rozliczy wydatek już na nowych zasadach. Czyli z 50 -proc. odliczeniem VAT.

 

Dodatkowe warunki przy leasingu

Czy warto się też pospieszyć z leasingiem auta?

 

– Przedsiębiorca może skorzystać z pełnego odliczenia, ale musi spełnić kilka warunków – tłumaczy Paweł Fałkowski. – Po pierwsze, podpisać umowę przed wejściem w życie nowych przepisów. Po drugie, otrzymać samochód przed tą datą. Po trzecie, zarejestrować umowę w urzędzie skarbowym w ciągu 30 dni od rozpoczęcia obowiązywania nowelizacji. Jeśli spełni te warunki, odliczy cały VAT od wszystkich rat leasingowych. Jeśli nie, pełne odliczenie przysługiwać będzie tylko z faktur otrzymanych przed zmianą przepisów. Późniejsze raty rozliczymy z ograniczeniami – dodaje ekspert.

 

Tylko służbowe samochody

Po zmianie przepisów pełne potrącenie podatku przysługiwać będzie tylko wtedy, gdy auto (uznawane za osobowe) wykorzystujemy wyłącznie do działalności gospodarczej.

 

Przy czym – jak wynika z uzasadnienia projektu nowelizacji – Ministerstwo Finansów zakłada, że będą to bardzo rzadkie przypadki, ponieważ nawet jeden przejazd prywatny wyklucza pełną ulgę. Twierdzi, że auto wyłącznie firmowe to takie, którego nie można używać dla celów prywatnych. Przykładowo pojazd, którego konstrukcja wskazuje na wyłączny użytek do działalności gospodarczej (może to być koparka).

 

Dokonanie pełnego odliczenia uwarunkowane będzie złożeniem specjalnego oświadczenia oraz prowadzeniem ewidencji przebiegu pojazdu.

 

Fiskusa trzeba będzie także poinformować o zmianie przeznaczenia pojazdu. Za nieprawidłowości grożą nowe sankcje karnoskarbowe.

 

Nowelizacja ma wejść w życie po upływie 14 dni od ogłoszenia (z pewnymi wyjątkami, dotyczącymi np. zakupów paliwa, o czym pisaliśmy w „Rzeczpospolitej" z 23 stycznia).

 

Krzysztof Ugolik, doradca podatkowy, starszy konsultant w PwC

Dopóki nowe przepisy nie wejdą w życie, przedsiębiorcy mogą odliczyć pełen VAT przy zakupie samochodów, które teraz spełniają warunki uznania ich za ciężarowe. Chodzi o auta posiadające homologację N1, potocznie zwane samochodami z kratką (choć faktyczny wymóg jej montażu zależy od trybu oraz momentu dokonania homologacji, w praktyce wiele modeli nie musi jej mieć). Jeśli takiego auta nie ma jeszcze w salonie, można je zamówić u sprzedawcy, wpłacić zaliczkę i odliczyć cały VAT z dokumentującej ją faktury. Zarówno wpłata, jak i otrzymanie faktury powinny nastąpić przed wejściem w życie nowych przepisów. Przedmiot transakcji powinien być szczegółowo określony. Nie może być tak, że sprzedawca zagwarantuje nam jakiś bliżej nieokreślony model auta (moim zdaniem wystarczy wskazanie konkretnego nr. VIN).



Komentuje:
Paweł Fałkowski

Pracodawca nie musi naliczać przychodu pracownikowi, któremu zwraca wydatki na benzynę do prywatnych wojaży służbowym samochodem.

Mamy coraz więcej wyroków potwierdzających korzystne dla podatników stanowisko w sprawie rozliczania firmowych aut. Sądy nie mają wątpliwości, że pracownik wykorzystujący służbowy samochód do celów osobistych nie zapłaci dodatkowego podatku za zużyte paliwo.
Chodzi o obowiązujące od 1 stycznia 2015 r. przepisy ustawy o PIT, z których wynika, że jeśli pracownik jeździ prywatnie firmowym samochodem, pracodawca powinien naliczać mu co miesiąc zryczałtowany przychód. Jest to 250 albo 400 zł (w zależności od pojemności silnika pojazdu).

Fiskus wypowiada się niekorzystnie...
Skarbówka od początku twierdziła, że ryczałt nie obejmuje wydatków na paliwo. Bardzo to skomplikowało rozliczenie firmowych samochodów. Pracodawca, oprócz ryczałtu, musiał bowiem doliczać do przychodu pracownika także wartość zużytej przez niego prywatnie (i sfinansowanej ze środków firmy) benzyny. A wiadomo, że liczenie ilości paliwa spalonego na cele służbowe oraz osobiste jest niełatwym zadaniem.

...ale przegrywa 
w sądach
Sądy stanęły jednak po stronie podatników. W pierwszym wyroku Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu (sygn. I SA/Wr 1595/15, opisywaliśmy go w „Rzeczpospolitej" 26 listopada 2015 r.) stwierdził, że ryczałt powinien obejmować wszystkie wydatki, które firma ponosi w związku z udostępnieniem auta pracownikowi. Odniósł się do celu nowelizacji ustawy o PIT, którym było uproszczenie zasad rozliczania firmowych samochodów i zwolnienie pracodawców z obowiązku prowadzenia dodatkowych ewidencji.
Podobnie jest w kolejnych sprawach. Zdaniem Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Opolu (sygn. I SA/Op 68/16) powiązanie ryczałtu z pojemnością silnika samochodu wskazuje na to, że odnosi się on także do zużycia paliwa. Powinien więc obejmować wszystkie wydatki, które firma ponosi w związku z udostępnieniem auta pracownikowi. Nie ma uzasadnienia, aby jeden rodzaj tych wydatków – na paliwo – uznać za odrębne świadczenie. Gdyby bowiem ustawodawca chciał te koszty wyłączyć, art. 12 ust. 2a ustawy o PIT miałby inne brzmienie.
Negatywny dla fiskusa był też wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie (sygn. III SA/Wa 1925/15). Podkreślono w nim, że świadczeniem pracodawcy jest zapewnienie możliwości używania służbowego samochodu przez pracownika, a więc także pokrycie wszelkich związanych z nim wydatków, w tym na paliwo. Bez niego nie jest bowiem możliwe wykorzystywanie auta. Dlatego należy uznać, że wydatki na paliwo są uwzględnione w ryczałcie.
Opinia

Paweł 
Fałkowski, doradca podatkowy, partner w kancelarii FL Tax
Wiele firm, kierując się niekorzystnymi interpretacjami fiskusa, naliczało pracownikom wykorzystującym służbowe paliwo do celów prywatnych dodatkowy przychód i potrącało od niego podatek. Po pozytywnych dla nich wyrokach mogą zmienić zasady rozliczenia. Wprawdzie nie mamy jeszcze w tej sprawie orzeczenia Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale trudno sobie wyobrazić, że będzie inne niż wyroki sądów wojewódzkich. 
Pojawia się też oczywiście pytanie, czy firmy mogą korygować 
wstecznie rozliczenia. Mają do tego prawo, jednak to trudne 
i czasochłonne zadanie. Co więcej, oprócz korygowania rozliczeń 
przez pracodawcę także pracownicy powinni poprawić swoje roczne zeznania. Trzeba się więc zastanowić, czy gra jest warta świeczki.

Autor: Przemysław Wojtasik

Komentuje:
Paweł Fałkowski

FL Tax - Paweł Fałkowski, Kamil Lewandowski
Doradcy podatkowi spółka
z ograniczoną odpowiedzialnością

WOLA CENTER

budynek A, VI piętro
ul. Przyokopowa 33
01-208 Warszawa

NIP: 525 25 15 019 / REGON: 144777949
KRS: 0000465944
Kapitał zakładowy: PLN 110,000

tel.: +48 22 652 27 51
e-mail: fltax@fltax.pl

Formularz kontaktowy

Skomplikowane przepisy podatkowe nie ułatwiają pracy osobom odpowiedzialnym za rozliczenia z fiskusem. Dodatkowe trudności wynikają ze sprzecznych ze sobą interpretacji i orzeczeń w sprawach podatkowych, a także częstej zmiany przepisów. Dodatkowo, prawo podatkowe generuje liczne obowiązki formalne, często bardzo pracochłonne i uciążliwe dla przedsiębiorców.

 

Świadcząc nasze usługi troszczymy się o prawidłowość rozliczeń podatkowych, dzięki czemu nasi klienci mogą skupić się na prowadzeniu i rozwijaniu swojego biznesu. Przystępnie wyjaśniamy problematyczne zagadnienia, znamy współczesne realia gospodarcze, działamy elastycznie.

 

W ramach usług bieżącego doradztwa oferujemy:

  • doradztwo podatkowe dotyczące bieżącej działalności naszych klientów - w formie telefonicznej, pisemnych wyjaśnień i opinii lub bezpośrednich spotkań,
  • przeglądy podatkowe umożliwiające weryfikację poprawności rozliczeń i identyfikację potencjalnych oszczędności,
  • analizę podatkowych aspektów umów zawieranych przez klientów,
  • prowadzenie szkoleń poświęconych wybranym zagadnieniom podatkowym, w tym zmianom w przepisach,
  • przygotowanie wniosków o indywidualne interpretacje prawa podatkowego,
  • przygotowywanie deklaracji podatkowych (CIT, PIT, VAT, PCC, podatki lokalne), w tym wsparcie w wypełnianiu obowiązków przez podmioty zagraniczne,
  • zakładanie spółek kapitałowych i osobowych wraz z ich rejestracją dla celów podatkowych, statystycznych oraz ubezpieczeń społecznych,
  • opracowanie dokumentacji cen transferowych,
  • przygotowanie innych dokumentów związanych z rozliczeniami podatkowymi (kalkulacje, informacje podatkowe, wyjaśnienia etc.).